Aktualne: Bieżące wydanie

NUMER CZERWCOWY „BRAMY” – SPIS TREŚCI

ZAPRASZAMY – PROSIMY CZYTAĆ BIEŻĄCE WYDANIE

Mietek Kowalcze: Czytane dla fabuły (X). Najlepsza książka świata
01.jpg

Wbrew opinii pani Redaktor (jej tekst o projektach związanych z Arnoštem z Pardubic) internetowa „Moja Brama” ma wiernych czytających. I do tego całe teksty. Otóż kilka dni temu jeden ze znajomych, znający treści portalu, zagadnął mnie na temat tego, jaką książkę uważam za najlepszą. Dodam jeszcze, że za najlepszą powieść. No bo skoro uparcie rekomenduję fabuły, to trzymajmy się tej formy.
No dobrze, niech będzie. Podjąłem wyzwanie, bo wybór nie jest trudny. Oto odpowiedź - „Żar” Sándora Máraia. Lekkie zaskoczenie, odrobina konsternacji, niewielkie żachnięcie się u rozmówcy (i czytających?). Uzasadnienie w znacznym stopniu, jak to w tych tekstach, związane z naszym tu i teraz. Co mam na myśli? Już wyjaśniam. Zasadniczą strukturę powieści tworzy spotkanie przyjaciół po latach. Wielu latach, a więc już starszych panów. Przygotowania a następnie sama wizyta wypełniają całą fabułę. Niewiele więc się dzieje. To, co przekonuje czytelnika do tej właśnie powieści autora „Księgi ziół” to są refleksje wypowiadane przy biesiadnym stole spotkania. A są one istotne, głębokie, na ważne tematy. Gromadzone, weryfikowane i dojrzewające w głowach i emocjach starych znajomych przez (tak tak) 41 lat. I tutaj pojawia się nasza pędząca i przez to powierzchowna współczesność. Nie pozwala nam czas, ilość informacji i przeżyć na rozbudowane analizy idei, zachowań, czynów i ich różnorodnych konsekwencji. Na długi namysł. Na przykład przez cztery dekady. Dzisiaj byłoby to poddane terapii albo jakiejś innej psychometrii jako objaw obsesji. Tak też zostało ocenione przez rozmówcę zapisującego te słowa. Nie, nie zgadzam się z taką diagnozą. Wnioskowanie/filozofowanie wymaga czasu. Márai daje nadzieję, że myśliciele/filozofowie jeszcze nie wymarli, choć są gatunkiem ludzkim wyjątkowo zagrożonym.
Wróćmy do uzasadnienia. Czego dotyczą owe filozoficzne refleksje w „Żarze”? Najpierw przyjaźni. Zbudowanej na niespotykanej wręcz bezinteresowności. Poddanej wielu próbom. Charakterów, sytuacji, opinii zewnętrznych, wreszcie wspólnej miłości do kobiety: Przyjaźń ich była tak poważna i pozbawiona słów, jak każde wielkie uczucie, które ma trwać przez całe życie. Czy tyle trwała? Warto sprawdzić. I jeszcze zweryfikować taką prawdę: …ponad kobietami, ponad obowiązkiem, ponad światem jaśniało pewne uczucie, które było silniejsze od wszystkiego. (…) Na imię mu przyjaźń.
Miłość - kolejna sfera ludzkich zmagań i refleksji w książce wiąże się i z namiętnością i z zazdrością - próbami dla przyjaźni: Bo namiętność nie posługuje się argumentami rozumu. Dla namiętności jest całkowicie obojętne, co otrzymuje od drugiego, chce bez reszty wyrazić samą siebie, chce bez reszty oddać własną wolę, również i wtedy, gdy w zamian nie otrzymuje nic innego, jak tylko subtelne uczucia, grzeczność, przyjaźń albo cierpliwość. Każda wielka namiętność jest beznadziejna, w przeciwnym razie nie byłaby to namiętność, lecz ugoda, mądra spolegliwość, pozbawione żaru wzajemne usługi. Nienawidziłeś, a to stwarza więź równie silną, jakbyś kochał.
Z tak potężną siłą destrukcji jaką niesie ze sobą nienawiść można sobie poradzić odnajdując jej źródło. U Máraia tym źródłem jest zdrada. I o niej odnajdziemy spore fragmenty. Czy analizowanie i głębokie myśli na jej temat przekonają czytających, że udaje się znaleźć w sobie siłę i przebaczyć? Czy to dotyczy tylko bohaterów powieści, czy może stać się uniwersalnym zachowaniem dla nas?
Można, zaręczam, cytować „Żar” w kolejnych tematach jak zbiór celnych i przekonujących aforyzmów, i wypełnić nimi całą rekomendację najlepszej książki świata, a dodajmy jedynie, że można też (a właściwie należy) zachwycić się odmianą narracji z jaką mamy tutaj do czynienia. Dominuje w niej monolog. Monolog Generała uważnie przyjmowany przez Konrada. Uzupełniany krótkimi dopowiedzeniami, ripostami, milczeniem. A my możemy tylko pomarzyć o takim słuchaniu i takim słuchaczu. „Żar” to obraz pierwszych czterech dekad XX wieku (wyd. 1942). W znakomitym, uniwersalnym skrócie. Z punktu widzenia bohaterów, którzy dotknęli różnych obszarów życia, a teraz mają czas na ich podsumowanie. Jak wygląda owa suma? Zajrzyjcie. A czyta się znakomicie, bo tłumaczenie Feliksa Netia pierwszorzędne. Czy drugą na liście najlepszych będzie, powstająca już pewnie, książka o początkowych dekadach tego wieku? Oby.
Sándor Márai, Żar, tłum. Feliks Netz, Wyd. Czytelnik, Warszawa 2022.
Mietek Kowalcze

Niekoniecznie regionalia, ale na pewno uniwersalia (10)
01nakano.jpg

Kolejna książka dotycząca moich zawodowych zainteresowań, czyli o antykwariatach i punktach sprzedaży antyków, a więc także – jak w muzealnictwie – o środowisku ludzi przebywających na co dzień wśród różnych eksponatów, książek i innych „staroci”. Pan Nakano i kobiety, autorstwa Hiromi Kawakami. Autorka (rocznik 1958) – to japońska pisarka, eseistka i krytyk literacki. Tu ciekawostka: ukończyła biologię (!); zadebiutowała powieścią Kamisama w 1994 r. Pan Nakano… został przetłumaczony na wiele języków świata, odniósł sukces w Niemczech i we Francji.
Tym razem przenosimy się do Tokio i funkcjonującego tam sklepu ze starociami, który w tętniącym życiem mieście wydaje się jakby z innej epoki.
Główni bohaterowie to: właściciel, tytułowy pan Nakano, jego siostra – artystka, pani Masayo, kochanka pani Sakiko oraz pracownicy sklepu – pani Hitomi i pan Takeo. A więc, jak można się już domyśleć, są tu różne wątki – nie tylko związane z problemami zawodowymi, finansowymi, ale też są delikatnie zarysowane miłości i romanse. Nie mamy tu do czynienia z monotonną treścią, przedstawiającą powtarzający się codzienny rytm dnia. Dużo się dzieje i jak zwykle w tego typu środowisku, pojawiają się dziwni, ekscentryczni klienci ze swoimi historiami.
Niestety, trudy utrzymania na odpowiednim poziomie tego sklepu ze starzyzną są bardzo duże, właściciel (pojawiający się w charakterystycznej czapce z pomponem) dokonuje różnych prób, by się utrzymać, ostatnie poczynania jego zmierzają do zmiany specjalizacji z japońskiej na artykuły europejskie. Czy się utrzyma? Ale na pewno próby czasu wytrzymuje przyjaźń.
Książka pisana oszczędnym stylem, autorka z humorem i trochę z dystansem, opisuje radości, smutki i dziwactwa swych bohaterów.
Hiromi Kawakami, Pan Nakano i kobiety
Przełożyła: Anna Zalewska. Wydawnictwo W.A.B., Warszawa, 2012.

Poleca: Krystyna Oniszczuk-Awiżeń

Historyczny opis parafii Gorzanów według Josepha Köglera – cz. II

Historyczny opis parafii Gorzanów według Josepha Köglera – cz. II

Tłumaczenie: Włodzimierz Jan Delekta
Redakcja: Krystyna Oniszczuk-Awiżeń

Spośród proboszczów tego kościoła znani są następujący:
1. Johannes Pleckenbauch. Był w 1456 r. altarzystą ołtarza Czterech Świętych Doktorów Kościoła w kościele parafialnym w Bystrzycy Kłodzkiej [niem. Habelschwerdt](1). Po pewnym czasie został plebanem w Gorzanowie. Ze względu na małe dochody z tej prebendy ówczesny administrator arcybiskupstwa praskiego, Wenzel von Crumlau, zezwolił mu także na zachowanie prebendy bystrzyckiej(2).
2. Michael Kern. Urodzony w Kłodzku [niem. Glatz]. Był proboszczem w 1508 r.(3) W 1516 r. znajdujemy go jako proboszcza w Ścinawce Górnej(4) [niem. Oberstein], dokąd został przeniesiony.
3. Paulus Jung. Także z Kłodzka. Zanotowany jako proboszcz z Arnsdorf [Gorzanów] w latach 1517 i 1524(5).
4. Stanislaus Wendeler. Był tu proboszczem w 1445 r.(6) [chodzi raczej o 1545 r. - red.].
5. Michael, którego nazwisko jest nieznane. Należał do zwolenników nowej nauki wiary Kaspra Schwenkfelda, a ponieważ w 1546 r. przez dłuższy czas nie było proboszcza w Bystrzycy, tutejszy [gorzanowski] proboszcz wygłaszał każdej niedzieli po południu kazania także tam(7).
6. Kaspar Stender. Początkowo był kanonikiem regularnym w Nysie, jednak za przykładem wielu mu współczesnych opuścił klasztor i ożenił się. Około 1554 r. był proboszczem w Gorzanowie, skąd w 1556 r. został przeniesiony do Bystrzycy(8). Jeżeli chodzi o jego wyznawanie wiary, to zależała ona od okoliczności. „Mógł on" - jak powiada stary rękopis(9) „obracać się jak płaszcz zgodnie z wiatrem i miał trzy konfesje, potrafił lepiej grać na gęślach, niż wygłaszać kazania". Ponieważ musiał w 1558 r., podobnie jak większość pozostałych proboszczów hrabstwa, stawić się przed cesarską Komisją Religijną w Kłodzku i wytłumaczyć się ze swego odstępstwa od doktryny, w sporządzonym przy tej okazji protokole(10) zapisano o nim, co następuje: „Caspar Stender, Plebanus in Hawelswerd, ordinis Cruciferorum de Neissa, uxoratusm homo garrulus, artificio ein Fiedler, tot habuit in fide varietates, quot chordas in testudine, Päbstisch, Lutherisch, Schwenkfeldisch". W ostatnich latach trwał prawdopodobnie przy nauce i porządku Kościoła katolickiego i zmarł w Bystrzycy Kłodzkiej w 1563 roku(11).
7. Johannes Münch. Przypuszczalnie był następcą na urzędzie swojego poprzednika. Podczas wizytacji generalnej kościołów, dokonanej przez archidiakona Naetiusa w roku 1560, stał się podejrzanym ze względu na wyznawaną wiarę(12). Tenże miał wówczas pole, przynoszące rocznie 15 korców zboża, rocznie 18 fur(13) siana, bardzo dobry las i staw. Łąka była w posiadaniu szlachty. Proboszcz otrzymywał za nią czynsz w wysokości 6 szylingów rocznie. Ponadto miał prawo do rocznej dziesięciny snopowej w wysokości 7 małdratów zboża(14). Tenże został skazany na zapłacenie 36 guldenów węgierskich za szkody, wyrządzone proboszczowi z Bystrzycy(15).
W tym czasie w hrabstwie kłodzkim znowu poczęły szerzyć się nowinki religijne, przede wszystkim jednak nauka Lutra, w większym niż dotychczas stopniu i wiele kościołów było stopniowo obsadzanych przez proboszczów nowej wiary. Także tutejszy proboszcz w 1564 r.
8. Jeremias Jordan przypuszczalnie przystąpił do religii luterańskiej. Podczas pełnienia przez niego czynności proboszcza, a to w wymienionym już 1564 r., 17 lipca, w tutejszy stary budynek plebanii uderzył piorun, wpadł do pomieszczeń, ale jedynie nieco uszkodził belki(16). W 1572 roku(17) wybudowano nowy budynek plebanii(18).
9. M. Johannes Schmied, który ponadto podpisywał się jako Faber. Tegoż zapisano jako proboszcza w Gorzanowie w latach: 1597-(19) i 1609-(20).
Po stłumieniu rebelii czeskiej, w której uczestniczyło także hrabstwo kłodzkie, w latach 1623 i 1624 wszyscy luterańscy kaznodzieje, których było ponad 60-(21), zostali na rozkaz cesarza Ferdynanda II wygnani z terenu hrabstwa, a wszystkie tutejsze kościoły znowu oddane pod zarząd katolickich kaznodziei. Przy tej okazji w grudniu 1623 r. w Gorzanowie został osadzony katolicki proboszcz(22), a był nim:
10. Adam Sebastian Weiß, Ślązak, z klasztoru cystersów w Henrykowie(23). Temuż przydzielono także, ze względu na brak księży katolickich, do opieki duchownej jako filię, parafię w Starej Łomnicy [niem. Altlomnitz]. Tenże założył najstarsze, zachowane jeszcze, księgi kościelne w Gorzanowie i w Starej Łomnicy. Za jego czasów także luterańscy mieszkańcy tej parafii stopniowo nawracali się na wiarę katolicką. W 1631 r. spowiedź wielkanocną w tej parafii odbyło już 840 parafian(24). Roczne dochody proboszcza z dziesięciny wynosiły 12 małdratów i 6 korców pszenicy(25). Wyżej wymieniony proboszcz zmarł tutaj pod koniec 1631 r. Po nim nastąpił:
11. Georg Augustin Wolf z Lubomierza [niem. Liebenthal] ze Śląska(26). Za jego czasów, mianowicie w 1633 r., w całym hrabstwie kłodzkim szalała zaraza. Także w parafii Gorzanów zmarło na nią kilkuset mieszkańców(27). Wyżej wymieniony proboszcz złożył rezygnację w 1635 r.(28) Jego następcą był:
12. Johannes Forst z Bambergu, kaznodzieja z zakonu Karmelitów. Tenże był tutaj proboszczem aż do 1662 r., kiedy zrezygnował(29). Na jego miejsce przybył w 1663 r.
13. Andreas Meola, Neapolitańczyk, do tego czasu nauczyciel domowy u tutejszych właścicieli dóbr(30). Za jego czasu część pola, posiadanego przez proboszczów tej parafii, została, za zgodą praskiego konsystorza, odstąpiona panom tych ziem, celem założenia na niej zwierzyńca. Jako odszkodowanie proboszcz otrzymał część byłego gruntu kmiecia, tzw. Kolbengut. Wspomniany proboszcz także zrezygnował w 1671 r a jego następcą został 25 sierpnia:
14. Heinrich Alois Beyer(31) Ślązak, będący dotąd tutaj kapłanem(32). Po trzech latach, 5 maja 1674 r.(33) został oddalony z tutejszej parafii(34), a po nim w roku 1674 nastąpił:
15. Christian Benedikt Wagner(35). Tenże urodził się w Kłodzku i był przez kilka lat kapłanem w Lewinie [niem. Lewin], a następnie przez krótki czas w Krosnowicach [niem. Rengersdorf]. W roku 1678 zrezygnował z probostwa w Gorzanowie(36) i został proboszczem w Ludwikowicach Kłodzkich [niem. Ludwigsdorf], skąd jednak został oddalony(37). W 1716 r. obchodził w Kłodzku 50-lecie swego kapłaństwa(38). Prawdopodobnie żył tam jako altarysta.
16. Georg Adam Lachnit z Międzylesia [niem. Mittelwalde]. Został po rezygnacji swego poprzednika, 27 października 1678 r., proboszczem w Gorzanowie(39). W 1690 r. 1 listopada został powołany jako proboszcz w swoim rodzinnym mieście, gdzie też zmarł 4 sierpnia 1703 r. w wieku 61 lat(40). Jego następcą w Gorzanowie był:
17. Christoph Jarisch z Radkowa [niem. Wünschelburg](41). Wcześniej był tutaj przez kilka lat kapłanem. Tenże zmarł tu w 1730 r.(42) Po nim urząd proboszcza objął:
18. Johann Friedrich Rupprecht, dotąd tutejszy kapłan. Urodził się w Skibie koło Kłodzka [niem. Scheibe bei Glatz](43) i zmarł w 1739 r.(44) Jako jego następcę zarekomendowano:
19. Ignaza Seipelta z Nowego Waliszowa [niem. Neuwaltersdorf], który już wcześniej od 8 lat był kapłanem w tej miejscowości. Za czasów jego urzędowania kościół w Starej Łomnicy z należącymi do niego wsiami, który od 1623 należał jako filia do probostwa w Gorzanowie, został 16 września 1755 r. oddzielony od parafii w Gorzanowie i przywrócono mu rangę samodzielnej parafii. W zamian za to, w 1786 do parafii Gorzanów przyłączono wieś Mielnik [niem. Melling], należącą do tego czasu do parafii w Krosnowicach. 12 października 1788 r. świętował on jubileusz 50-lecia swego kapłaństwa i pobłogosławił jednocześnie dwie pary małżeńskie, które także świętowały swój 50-letni jubileusz, a którym udzielał on ślubu. Od wczesnych lat życia chorował na podagrę a zmarł 11 lutego 1792 r. w wieku 85 lat. Po nim nastąpił:
20. Franz Dinter. Tenże, urodzony w Karłowie [niem. Karlsberg], został w 1776 r. we Wrocławiu [niem. Breslau] wyświęcony na kapłana. Od tego czasu był kapłanem w Gorzanowie. Zmarł 20 kwietnia 1806 r. w wieku 55 lat. Po nim nastąpił:
21. Anton Heinrich. Tenże urodzony w Kłodzku, został w 1790 r. kaznodzieją, następnie przez dwa lata był kapłanem w Lądku Zdroju [niem. Bad Landeck] i wreszcie przez 14 lat kapłanem w swoim rodzinnym mieście.
**
Oprócz niego posługi duchowne w parafii Gorzanów pełnią obecnie (1807 r.) jeszcze dwaj kapłani. Poddani, przypisani do dóbr proboszcza, to jeden ogrodnik i jeden chłop, posiadający chatę.
Spośród kapłanów, którzy obok proboszczów spełniają posługę duchowną w tej parafii, znani są następujący.
Po ponownym wprowadzeniu religii katolickiej posługę duchowną w Gorzanowie sprawował początkowo tylko proboszcz. W połowie XVII w. został tutaj osadzony także kapłan. Na początku XVIII w. było dwóch kapłanów.
1. Christoph Wenzel z Nowej Rudy [niem. Neurode]. Był tu kapłanem w 1664 r.(45) W 1677 r. został proboszczem w Krosnowicach, gdzie też zmarł w tutejszym kościele 14 lutego 1695 r. w skutek wylewu krwi do mózgu(46). 2. Heinrich Alois Bayer został tutaj kapłanem w 1668 r., a w 1671 r. proboszczem(47). 3. Jacob Joseph Wesäus został kapłanem w 1682 r.(48) 4. Christoph Jarisch był tu kapłanem w 1684 r.(49) a w 1690 r. otrzymał tutejszą parafię, którą zarządzał przez 40 lat. 5. Joh. Christian Ritter. Tenże został tu osadzony w 1690 r. jako kapłan(50). W roku 1697 został proboszczem w Wojciechowicach [niem. Königshain], gdzie zmarł 11 lutego 1733 r. w wieku 66 lat(51). 6. Joseph Jeremias Renner, urodzony w Zdoňovie [niem. Merkelsdorf bei Braunau](52). Początkowo odbywał przez ¾ roku nowicjat w zakonie Kapucynów. Ponieważ czuł się jednak zbyt słabym, aby móc się podporządkować surowym regułom zakonu, został pielgrzymem, a od 1705 r. kapłanem w Gorzanowie(53). W 1713 r., kiedy w Starej Łomnicy szalała zaraza, zgłosił się do posługi duchownej przy zarażonych chorobą. W 1717 r. został przeniesiony z Gorzanowa jako proboszcz do Krosnowic. Tam w 1730 r. prowadził Bractwo Trójcy Świętej i zmarł 6 lipca 1743 r.(54) 7. Johannes Leimberer. Był tutaj kapłanem w 1707 r.(55) Potem został przeniesiony do Wojborza [niem. Gabersdorf]. W 1715 r. został proboszczem w Ścinawce Dolnej [niem. Niedersteine], gdzie zmarł 27 grudnia 1725 r.(56) 8. Joseph Herdler z Jodłowa [niem. Thanndorf] był tutaj około 1717 r. kapłanem, w roku 1719 został przeniesiony do Krosnowic(57), skąd w 1729 r. odszedł do Starego Wielisławia [niem. Altwilmsdorf]. W 1735 r. był proboszczem w czeskim Vitkovie [niem. Wigstädtel], gdzie też zmarł 21 lutego 1744 r.(58) 9. Johannes Jacob Kugler. Był tu kapłanem w 1716 r.(59) 10. Friedrich Rupprecht. Był tu kapłanem w 1719 r., a w 1731 r. proboszczem(60). 11. Johann Georg Weigang z Żelazna [niem. Eisersdorf]. Tenże był kapłanem w 1724 r. W roku 1732 został przeniesiony do Ołdrzychowic Kłodzkich, gdzie zmarł 14 października 1742 r. (61) 12. Ignaz Seipel. Był tu kapłanem w 1731 r., a w 1739 r. proboszczem. Zmarł w 1792 r. 13. Franz Nentwig ze Starego Wielisławia był tu kapłanem w 1738 r.(62), a w 1747 r. proboszczem w Jaszkowej Dolnej [niem. Niederhannsdorf], gdzie zmarł 15 października 1767 r.(63) 14. Joseph Mattersdorfer. Był tu kapłanem w 1740 r. Zmarł w Bystrzycy 25 lutego 1748 r. także jako kapłan(64). 15. Joseph Schäfer, Ślązak, był tu kapłanem w 1743 r. a w 1752 r. proboszczem w Trzebieszowicach [niem. Kunzendorf], gdzie zmarł 16 marca 1786 w wieku 82 lat(65). 16. Ignatz Nimbs z Szalejowa Górnego [niem. Oberschwedeldorf] był tu w 1744 r. kapłanem(66), a następnie w Kłodzku, skąd w roku 1761 zastał przeniesiony jako proboszcz do Konradowa [niem. Konradswalde], gdzie zmarł 10 listopada 1803 r. w wieku 86 lat(67)17. Dominikus Heymann z Ołdrzychowic Kłodzkich [niem. Ullersdorf] był tu w 1749 r. zatrudniony jako kapłan. W 1764 r. został proboszczem w Roztokach [niem. Schönfeld], gdzie zmarł 1 kwietnia 1779 r. 18. Anton Folkmer ze Strachocina [niem. Schreckendorf] był tu kapłanem w 1751 r. Zmarł tamże jako altarysta 5 października 1793 r., w wieku 72 lat. 19. Thaddäus Stettmeyer z Lądka, przedtem kapłan w Różance [niem. Rosenthal]. Tenże był w 1757 r. kapłanem w Kłodzku. Stamtąd został przeniesiony w 1761 r. do Gorzanowa. W 1772 r. został proboszczem w Starej Łomnicy, gdzie zmarł 31 marca 1805 r. 20. Franz Ulrich z Bożkowa [niem. Eckersdorf]. Tenże był tu kapłanem w 1773 r., jednak już po kilku miesiącach został przeniesiony do Krosnowic. W 1777 r. został proboszczem w Szalejowie Górnym. Ponieważ jednak musiał tę parafię opuścić po trzech miesiącach z powodu sporu o prawo prezentacji, otrzymał w zamian parafię w Racławicach Śląskich [niem. Deutsch Rasselwitz]. Po czterech latach został stamtąd przeniesiony do Włodzienina [niem. Bladen], gdzie zmarł 12 marca 1801 r. w wieku 55 lat(68). 21. Jakob Schubert z Kłodzka. Był następcą poprzedniego jako kapłan w Gorzanowie a potem był kapłanem w Wambierzycach [niem. Albendorf]. Odszedł na Śląsk i został początkowo kapłanem, potem zaś proboszczem w Lubomierzu [niem. Liebenthal]. 22. Anton Hütter z Nowego Waliszowa [niem. Neuwaltersdorf]. Był tu kapłanem od 1776 r. dopóki nie został w 1805 r. proboszczem w Starej Łomnicy. 23. Franz Dinter był kapłanem w latach 1777-1792. W ostatnich latach był tu proboszczem. 24. Josef Vogel z Pławnicy [niem. Plomnitz]. Starszy kapłan w Gorzanowie. Zatrudniony w 1795 r. 25. Emmanuel Läufer z Mielnika. Młodszy kapłan. Zatrudniony od 1805 r.
Spośród innych sług kościelnych w Gorzanowie znani są ze starych czasów następujący: w 1618 r. Ernst Schweidler był tutaj skrybą kościelnym (zwany teraz nauczycielem)(69). W 1560 r. kościelnymi byli Ernst Gerhard i N. Peschke(70).
c.d.n.
Przypisy:
1) Archiwum przy Kolegiacie Kłodzkiej. Litera M nr 12. 2) Tamże. 3) W księdze miejskiej Kłodzka z lat 1499-1530. [WAP Wr. 82/21/0/2/3]. 4) Tamże. 5) Tamże. 6) Księgi ławnicze Starego Wielisławia. 7) Dawna rękopiśmienna kronika Bystrzycy Kłodzkiej. 8) Rękopiśmienna kronika ówczesnego mieszkańca Bystrzycy Kłodzkiej. 9) Tamże. 10) In libro Decan. ab Archid. Neaetio a. 1560 conscripto fol. 20. [zapisano w księdze dekanatu archidiakona Neaetiusa w roku 1560 folio 20, zob. GQ/III, s. 49 – WD]. 11) Rękopiśmienna kronika ówczesnego mieszkańca Bystrzycy Kłodzkiej. 12) In eodem libro: Decan. ab Archid. Neaetio a. 1560 conscripto fol. 24 [por. GQ/III, s. 42 – WD ]. 13) [Korzec i małdrat – dawne miary wielkości zboża. W Prusach w 1816 r. 1 małdrat =12 korców=3 beczki = 674,1 litrów. Ze względu na wielkie różnice, występujące w wielkości jednostek obliczeniowych wagi i pojemności w różnych krajach i niemożliwości ustalenia, jaki system obliczeniowy stosował Neaetius w swoich notatkach, zrezygnowałem z przeliczania jednostek obliczeniowych ma miarę metryczną. - WD]. 14) Lib. Decan. Christ. Neaetii, fol. 24. [GQ/III, s. 42 – WD]. 15) Copia sententiae in libro decan. Neaetii fol. 142. [Kopia wyroku w księdze dekanatu Neaetiusa folio 142; GQ/III, s. 86-87 – WD]. 16) Rękopiśmienna kronika ówczesnego mieszkańca Bystrzycy Kłodzkiej. 17) Zgodnie z napisem, znajdującym się nad wejściem. 18) Który to budynek jest do dziś (1807). 19) Najstarsza księga chrztów Międzylesia. 20) Rękopis ówczesnego mieszkańca Kłodzka. 21) Aelurius, Glaciographia s. 302. 22) Archiwum parafialne w Łomnicy. 23) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 24) Lib. Decan. Hieron. Keck. Fol. 139. [GQ/III, s. 201 – WD]. 25) Tamże. 26) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 27) Księgi pogrzebowe Gorzanowa i Starej Łomnicy. 28) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 29) Tamże. 30) Tamże. 31) Originale investiturae in archiv. Decan. tit. Invest. [Oryginał aktu inwestytury w archiwum dekanatu kłodzkiego]. 32) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 33) W archiwum dekanatu kłodzkiego, wśród pism parafii Gorzanów. 34) Index rescriptionum Archiepisc. ab 1613 usque 1680 in archiv. Decan. [Indeks pisemnych odpowiedzi arcybiskupstwa od 1613 do 1680 r. w archiwum dekanatu]. 35) W archiwum dekanatu kłodzkiego, wśród pism parafii Gorzanów. 36) Tamże. 37) W archiwum dekanatu kłodzkiego, wśród akt parafii Ludwikowice Kłodzkie. 38) Diarium Capellan. Glac. 39) Originale investiturae in archiv. Decan. tit. Invest. 40) Archiwum parafialne w Międzylesiu. 41) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 42) Tamże. 43) Tamże. 44) Tamże. 45) Archiwum dekanatu. 46) Archiwum parafialne w Lewinie. 47) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 48) Tamże. 49) Tamże. 50) Tamże. 51) Archiwum parafialne w Wojciechowicach. 52) Archiwum parafialne w Krosnowicach. 53) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 54) Archiwum parafialne w Krosnowicach. 55) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 56) Archiwum parafialne w Ścinawce Dolnej. 57) Archiwum parafialne w Krosnowicach. 58) Pisemna wiadomość ówczesnego mieszkańca Lesicy [niem. Freiwalde – wieś koło Międzylesia]. 59) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 60) Tamże. 61) Archiwum parafialne w Ołdrzychowicach Kłodzkich. 62) Archiwum parafialne w Gorzanowie. 63) Archiwum dekanatu. 64) Tamże. 65) Archiwum parafialne w Trzebieszowicach. 66) Archiwum w Konradowie. 67) Archiwum dekanatu. 68) „Schlesische Provinzialblätter”, marzec s, 317. 69) Księga chrztów z 1591 r. w Bartošowicach [niem. Böhmisch Batzdorf]. 70) Lib. Decan. Christ. Neaetii, fol. 24.

Agnieszka Urbańska czytała dzieciom w bibliotece w Krosnowicach
03CPCDKrosnowice22024 (9).jpg
02CPCDKrosnowice22024 (4).jpg
01CPCDKrosnowice22024 (1).jpg

Filia nr 2 Biblioteki Publicznej Gminy Kłodzko w Krosnowicach od wielu lat uczestniczy w ogólnopolskiej akcji czytelniczej pod nazwą ,,Cała Polska czyta dzieciom’’, która propaguje codzienne czytanie dzieciom jako skuteczną, tanią i przyjazną metodę wspomagania ich wszechstronnego rozwoju umysłowego, moralnego i psychicznego. Czytanie dziecku dla przyjemności – 20 minut dziennie, jest mądrym sposobem spędzania czasu z dzieckiem i najlepszą inwestycją w jego przyszłość.
Swoje 20 minut czytania w dniu 4 czerwca 2024 r. podarowała przedszkolakom pisarka książek dla dzieci Agnieszka Urbańska. Pisarka jest przyjacielem wszystkich bibliotek na terenie powiatu kłodzkiego. Za każdym razem zaskakuje swoich młodych czytelników.
W Krosnowicach czytała bajkowe wiersze autorstwa Jana Brzechwy: Psie smutki, Pali się i Kaczkę dziwaczkę…
Na brzegu błękitnej rzeczki
Mieszkają małe smuteczki.
Ten pierwszy jest z tego powodu,
Że nie wolno wchodzić do ogrodu,
Drugi - że woda nie chce być sucha,
Trzeci - że mucha wleciała do ucha,
A jeszcze, że kot musi drapać,
Że kura nie daje się złapać,
Że nie można gryźć w nogę sąsiada
I że z nieba kiełbasa nie spada,

A ostatni smuteczek jest o to,
Że człowiek jedzie, a piesek musi biec piechotą.

Lecz wystarczy pieskowi dać mleczko
I już nie ma smuteczków nad rzeczką.

Podczas spotkania z pisarką wiele się zadziało. Wśród dzieci nie było żadnej Agnieszki, ale za to znalazło się kilka mam o tym imieniu. Nie było też żadnej Wandzi, ale znalazła się Wandzia Węszynos prosto z książki naszego czytającego gościa. Kotków na żywo również zabrakło. Pojawił się czarny. Wyskoczył z torby pani Agnieszki i oczarował wszystkie dzieci. Było cudownie!!!
inf. Mariola Huzar

Szlak turystyczny w Dusznikach-Zdroju
04-duszniki08.jpg
02.jpg
01.jpg

Spotkałem się 3. czerwca br. z wiceburmistrzem Dusznik-Zdroju p. Maciejem Schulzem, by zapytać się (i dowiedzieć) – co dalej z Dusznikami po „zmianie warty”?

- W jakim, głównym kierunku, ma podążać teraz ta uzdrowiskowa Gmina?
- Oczywiście, nastawiamy się na rozwój Dusznik jako gminy uzdrowiskowo-turystycznej...
- ... ale do tej pory słabo to wychodziło...
- ...masz rację. Bo przecież nie wystarczy tylko mówić, jak ma być. Aby rzeczywiście Duszniki-Zdrój spełniły swój cel musi być infrastruktura, nazwijmy to – turystyczna. Jeżeli przyjeżdża do nas turysta, to musi gdzieś zaparkować, w punktach informacyjnych dowiedzieć się „gdzie i jak”, musi oprócz zwiedzania gdzieś odpocząć, zjeść. A tego u nas brakuje, brakuje. No i sprawa najważniejsza – kultura. Bez imprez kulturalnych, rozrywkowych, sportowych nikt nie zostanie tu na dłużej. Nie wystarcza tu tylko Festiwal Chopinowski, bo rok jest długi. Jako tako jest jeszcze w samym uzdrowisku, ale miasto jest pozbawione prawie zupełnie infrastruktury turystycznej. A na dodatek poprzednie władze samorządowe sprzedały Dom Kultury. To już woła o pomstę do nieba. Proszę, jak teraz wygląda wnętrze Domu Kultury (na zdjęciu). A przecież szeroko rozumiana kultura to główny motor napędowy każdego miejsca na ziemi.
- No to jak widzicie Państwo „uruchomienie turystyczne” miasta?
- Mamy pomysł na utworzenie w mieście szlaku turystycznego od Muzeum Papiernictwa (które dzięki wyróżnieniu w 44. edycji Konkursu na Wydarzenie Muzealne Roku Sybilla 2023 r. i perspektywie wpisania Muzeum Papiernictwa na listę światowego dziedzictwa UNESCO, stało się znane nie tylko w Polsce ale i świecie), (fot) gdzie rozbudujemy obszerny parking, ulicą Kłodzką będzie do zwiedzenia: kościół parafii rzymsko-katolickiej z przebogatym wnętrzem (trzeba się dogadać z ks. Proboszczem o dostęp do wnętrza kościoła), kościół parafii polsko-katolickiej, potem Rynek z figurą wotywną oraz zabytkowymi kamienicami i dalej – do uzdrowiska. Tuż przy Rynku, tam gdzie kiedyś mieściło się więzienie, chcemy utworzyć wirtualne muzeum tzw. Muzeum Rozpoznawcze. Tam, zanim rozpoczniemy wędrówkę przez miasto, zobaczymy wirtualnie (być może za pomocą okularów VR) atrakcje Dusznik-Zdroju, aby potem zetknąć się z nimi w rzeczywistości.
- No dobrze, zabytki są, miejsc do zwiedzania bez liku, ale gdzie przysiąść – choćby na kawę czy posiłek?
- Musimy „uruchomić” przedsiębiorców, którzy zainwestują w ten przemysł turystyczny: w puby, restauracje, kawiarnie ...
- ... no, jednak nie ma chętnych... może jakieś zachęty? Ulgi, promocje?
- Prywatna inicjatywa to prywatna, ale o jakieś zachęty ze strony urzędu postaramy się. Na pewno będziemy wspierać lokalny biznes poprzez promocję miasta i jego możliwości. To na początek. Trzeba ruszyć z miejsca a to nie takie łatwe. Choć powiem Ci, nie tylko zachęty materialne są w cenie. Najważniejsze, to przyjazny urząd, wszystkie formalności do załatwienia bez zbędnego kłopotu i straty czasu. I z uśmiechem. Urzędnik musi być dla ludzi a nie „rządzić”.
- A jak „połączyć” Miasto z Uzdrowiskiem? Na razie to powiedziałbym tak: „każdy sobie rzepkę skrobie”.
- Temat powiązania Uzdrowiska z Miastem jest ciągle aktualny. Mamy plany (poprzednicy zresztą też) powiązania tych dwóch członów w jeden poprzez „zabudowę pola geotermalnego”. My postaramy się ten plan zrealizować. Planujemy tam basen geotermalny na łąkach poborowinowych. Może będzie i lodowisko... Kiedyś odstąpiono od tego projektu, bo głębinowa woda nie była dostatecznie gorąca już na powierzchni, teraz ten problem o tyle nie istnieje, bo cóż to za problem dzisiaj (choćby z jej podgrzaniem za pomocą pomp ciepła). Jest jeszcze jeden atut tej wody – jest silnie nasycona dwutlenkiem węgla. Gdyby go odzyskiwać mógłby służyć do oziębiania (zamiast azotu) lodowiska. Myślę, że uda się nam zrealizować to zadanie w ciągu naszej kadencji.
- Duszniki Zdrój to nie tylko Miasto, Uzdrowiska, to także Zieleniec czy Podgórze...
- ... Zieleniec funkcjonuje jak należy, a Podgórze? No cóż – dały się tu we znaki zmiany klimatyczne. Sporty zimowe raczej już nie wchodzą w grę. Za duże koszty utrzymania tras ...
- ... no to co będzie z Podgórzem?
- Oczywiście, w niedużym stopniu Podgórze dalej będzie „zimowe” (pod warunkiem, że znajdzie się inwestor), a jego przyszłością (jak zresztą całej Gminy) będzie turystyka, szczególnie ta rowerowa.
- Jakoś tak, w rozmowie z Tobą, przypomniał mi się przedwojenny burmistrz Dusznik p. Dengler – jego działanie, jego dalekosiężne patrzenie ...
- ... tak daleko to my nie patrzymy. To już nie te czasy, ale umiejętność patrzenia w przyszłość niezbędna. Nie jesteśmy rewolucjonistami. Duszniki-Zdrój mają rozwijać się równomiernie, z pożytkiem dla mieszkańców. Aby żyło się nam dobrze i spokojnie. Aby było bezpiecznie.
- To porozmawiajmy jeszcze o pieniądzach. Czy stać Was na inwestycje? Modernizacje?
- Z budżetem nie jest źle. Bo tak naprawdę mamy pieniądze z wyprzedaży majątku Gminy przez poprzedników.
- Co sprzedali?
- Halę sportową, tor wrotkarski, budynek dawnego ośrodka kultury oraz Jamrozową Polanę. Tylko ta ostatnia sprzedaż nie budzi naszych wątpliwości. Bo na utrzymanie obiektu na Jamrozowej Polanie nie byłoby nas stać. Natomiast będziemy starać się odzyskać halę sportową, tor wrotkarski i dom kultury.
- Na dziś to już koniec rozmów. To co? Umówimy się za pół roku i zobaczymy, co dało się zrobić, co jest w toku?
- Dobrze.
- Dodam jedynie, że planowany szlak turystyczny przeszliśmy, żeby naocznie przekonać się, że jest: po pierwsze realny i atrakcyjny, po wtóre – rzeczywiście prawie nie ma gdzie przysiąść aby sobie wypić choćby kawę.
Mirosław Awiżeń

GMINA STRONIE ŚLĄSKIE
02stronie05.jpg
01stronie04.jpg

Wybory, wyborami – były i przeszły...
... ale mieszkańcy w gminie Stronie Śląskie przecież na ten czas nie zapadali w sen wyborczy. Sprawy toczyły się zwykłym torem: budowano, remontowano, odnawiano, modernizowano jak zwykle, jak co dzień.
Zatem z burmistrzem „starym” i „nowym”, czyli Dariuszem Chromcem jak mamy to w zwyczaju, 16 maja 2024 roku wybraliśmy się w objazd po Gminie, aby „zaglądnąć” w bieżące jej życie.
1/ Zaczynamy od Urzędu Gminy – nie tyle od samego urzędu, a od instalacji fotowoltaicznej, która zasila urząd w energię (foto). Przypominam, że już wcześniej pokazywaliśmy takie fotowoltaiki, które zasilają większość obiektów gminnych (łącznie z Ochotniczymi Strażami Pożarniczymi).
2/ Potem ul. Sportowa – w totalnej przebudowie (foto). Robota wre, jak i prace po lewej stronie drogi.
3/ To wielki plac budowy i nie przesadzam. To budowa ogromnego kompleksu, jakim będzie centrum turystyczno-sportowo-rozrywkowo-kulturalne – ośrodek ograniczony (a raczej połączony) potokiem Morawa z Parkiem po jego drugiej stronie. (foto) Z naszej strony (tj. od ul. Sportowej) widać wyraźnie tak zwaną „wiatę z ciągiem komunikacyjnym ” łączącą ośrodek z Parkiem Morawka od ul. Kościuszki.
4/ A na terenie kompleksu już stoją (w stanie surowym) kawiarnia i muszla koncertowa. (foto) Rozmach tej inwestycji i jej kompleksowość wzbudza szacunek. A prace toczą się nadzwyczaj żwawo.
5/ Podobnie jak na Zalewie Staromorawskim. Lata mijają, zatem czas na modernizację i rozbudowę. Czas na modernizację i remont kompleksu rekreacyjno – wypoczynkowego, w tym budowę budynku zaplecza campingu – budynek sanitarny, budowa budynku dla ratowników, remont i przebudowa budynków – pawilonu wejściowego, przebieralni z sanitariatami, budynku obsługi pola namiotowego, magazynu podręcznego, budowę pola biwakowego dla przyczep campingowych i kamperów oraz przebudowa i remont istniejącej infrastruktury zalewu... (foto) Pomosty już po modernizacji. Ukończenie całości prac planuje się na 2025 rok. Co ważne – obiekt będzie dostępny cały czas.
6/ Teraz udajemy się na odnowiony już zespół boisk wielofunkcyjnych wraz z bieżniami położony przy ul. Sudeckiej. (foto) Chciałoby się pokopać piłkę albo i zagrać w kosza.
7/ Teraz coś z robót komunalnych – modernizacja i przebudowa ul. Dolnej: nowa nawierzchnia, chodniki (foto).
8/ Pan Burmistrz nie oparł się pokusie byśmy podjechali w głąb Strachocina – i nie bez powodu – drogą transportu rolnego (droga asfaltowa!!!) „wywindowaliśmy się” na samą górę, skąd mieliśmy przepiękny widok na całe miasto, na okolice, wreszcie na wieżę na Śnieżniku. (foto)
Stanęliśmy przy kapliczce – i co według mnie – niezwykłej, postawionej w 2020 roku na cześć ofiar i poszkodowanych przez covid. (foto)
No, panie Burmistrzu – na dziś będzie dość. A pogodę mieliśmy piękną...
Mirosław Awiżeń

Uroczysta sesja Rady Miejskiej w Międzylesiu
06.jpg
07.jpg
05.jpg
04.jpg
02.jpg
03.jpg
01.jpg

Uroczysta? Ach tak! W sali widowiskowej Ośrodka Kultury w Międzylesiu 31 maja 2024 roku zebrała się cała Rada Miejska, zajmując pierwszy rząd, w drugim zaproszeni goście na czele ze starostą z Kralik Vaclavem Kubiną i nowym burmistrzem zaprzyjaźnionego Dolska Tomaszem Frąckowiakiem. Potem, kolejne rzędy zasiedli mieszkańcy.
Sesję prowadziła oczywiście przewodnicząca Rady Danuta Kałużna.
Na scenie występy młodych Międzylesian (na zdjęciach), a po nich słowo wstępne (tak długiego to jeszcze nie słyszałem) burmistrza Tomasza Korczaka. Potem były wystąpienia gości zaproszonych. Każdy gratulował, życzył ... (zdjęcia)
Ale wróćmy do faktu, że to „uroczysta...” - Przecież należało uhonorować zasłużonych dla Gminy Międzylesie za Ich pracę i zaangażowanie na rzecz Gminy. Kiedy, jak nie w świąteczne Dni Międzylesia, które odbyły się jak zwykle mimo, że czas gonił wybory za wyborami.
Uhonorowani zostali pp.: Janina Mokra z Międzylesia, Paulina Kasperek z Roztok oraz Władysław Mendel i Mieczysław Mazurek.
Później – jak zwykle – lampka szampana i doskonały poczęstunek.
Mirosław Awiżeń
Ps. Dla ciekawości powiem, że na tę uroczystą sesję przybyli m.in. wicemarszałkini Sejmu Monika Wielichowska, senator RP Aleksander Szwed, wojewoda dolnośląski Maciej Awiżeń, mocna delegacja Starostwa Kłodzkiego z przew. Rady Powiatu Zbigniewem Łopusiewiczem i wicestarostą Piotrem Marchewką. Pewno z tego powodu, że lubią, i to bardzo, tę Gminę na „początku Polski” bądź też i z bardziej prozaicznego powodu: przed nami jeszcze jedne wybory – europejskie – stąd i nie obeszło się bez zachęcania wszystkich obecnych do wzięcia w nich udziału.

Felieton Mirka Awiżenia: Pushbacki to zła rzecz

Niezgodne z prawem, niezgodne z chrześcijaństwem. Ale ...
Mnóstwo ludzi chce się dostać do „raju”, a „raj” ma ograniczone możliwości.
Dawać chleb, zupę – dobra rzecz, narzekać na „władze”, że tak być nie powinno, że nie powinno być pushbacków ... i owszem.
Zapytać należy: jak źle robi „władza” a Ty tylko narzekasz, to przynajmniej podaj swoją receptę na ten problem. Czy mamy przyjmować wszystkich „jak leci” poprzez budowę obozów czy nawet hoteli czy poprosić p. Łukaszenkę czy p. Putina aby byli łaskawi nie kierować do nas uchodźców...
Pod ścianą niemożności nie z naszej winy staje tak rząd, jak ja czy ty.
Pani Holland powiedziała: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I ma świętą rację. A co by było gdybyśmy zamienili się miejscami? Rząd tu, a my na jego miejsce?
Pamiętam dawne czasy: w latach sześćdziesiątych z tramwajów wrocławskich wyrzucano Wietnamczyków, studentów. I nie dlatego, że byli to Wietnamczycy, tylko dlatego, że oni jeździli tramwajami bezpłatnie a student z Polski musiał płacić. Pamiętam – jak Arabowie zakwaterowani byli w najlepszych ośrodkach wczasowych w Dusznikach-Zdroju i sobie „rządzili” po nocach w miasteczku. Byli „nietykalni”. Tak było „za komuny” kiedy ideologia była „nade wszystko” Jakiś umiar przecież musi być.
Więc? Co i jak trzeba robić z tymi pushbackami? Zaufać rządzącym, że chcą rozwiązać problem na miarę możliwości… Przecież to nasi wybrańcy. Czy? ....
Trudno, nie jest na tym świecie tak, że i owca cała i wilk syty.
Mirosław Awiżeń

JANUSZ LASKA otrzymał NAGRODĘ SPECJALNĄ PRZEWROTY
04Laureaci_Kapitula_NagrodaPrzewroty.jpg
03-Laureaci_NagrodaPrzewroty.jpg
02-3a.NagrodaSpecjalna_NagrodaPrzewroty.jpg
01-3b.NagrodaSpecjalna_NagrodaPrzewroty.jpg

Centrum Nauki Kopernik przyznało Nagrodę Przewroty za najbardziej nowatorskie i śmiałe działania, zmieniające edukację. Nagrodę specjalną otrzymał Janusz Laska z Kłodzka – pomysłodawca i inicjator programu Klub Młodego Odkrywcy. W kategorii ogólnopolskiej zwyciężył Instytut Dobrej Śmierci, a lokalnej – Oświatowe Centrum Nauki i Techniki w Wodzisławiu Śląskim. Podczas gali finałowej 24 maja 2024 roku, laureaci otrzymali autorskie statuetki, stworzone przez Centrum Nauki Kopernik oraz nagrody finansowe w wysokości 20 000 złotych.

Nagroda Przewroty
Centrum Nauki Kopernik ustanowiło Nagrodę, aby poznać i docenić inspirujące działania edukacyjne, realizowane w różnych zakątkach kraju. Nazwa Nagrody nawiązuje do odkrycia przez Mikołaja Kopernika heliocentrycznej budowy Układu Słonecznego, co doprowadziło nie tylko do przewrotu w astronomii, ale też zapoczątkowało zmianę sposobu myślenia o świecie i miejscu, w jakim znajduje się człowiek. Nieco ponad 100 lat temu John Dewey postulował przewrót kopernikański w edukacji. Porównywał dziecko do Słońca, wokół którego powinny krążyć poczynania wychowawcze.
Do pierwszej edycji zgłoszono aż 366 inicjatyw. Kapituła wewnętrzna, złożona z pracowników Kopernika, wybrała 10. finalistów (5. w kategorii ogólnopolskiej i 5. w lokalnej). Następnie kapituła honorowa pod przewodnictwem Roberta Firmhofera, dyrektora naczelnego Centrum Nauki Kopernik, wybrała dwie zwycięskie inicjatywy.
– Liczba zgłoszeń przewyższyła nasze oczekiwania! To potwierdza, jak twórcze jest środowisko edukacyjne w Polsce – powiedział Robert Firmhofer po obradach kapituły honorowej. – Liczymy na to, że Nagroda Przewroty skłoni środowisko, które pragnie rozwoju nowoczesnych metod i form uczenia się, do podjęcia dyskusji o kształcie edukacji, do szukania odpowiedzi na pytanie, jakiego przewrotu potrzebuje dziś edukacja, by najlepiej odpowiadać na wyzwania przyszłości – dodał.

Laureaci
Centrum Nauki Kopernik rozumie edukację bardzo szeroko – jako cały ekosystem, obejmujący różnorodne spektrum środowisk edukacyjnych. Zgłaszać można było działania prowadzone w szkole i w domu, w świecie wirtualnym i rzeczywistym, dla dzieci i dla dorosłych. Kapituła postanowiła nagrodzić dwie bardzo różniące się od siebie inicjatywy. Pierwsza z nich powstała z myślą o dorosłych i konieczności radzenia sobie z emocjami. Druga pozwala dzieciom zdobywać praktyczne umiejętności i zmienia szkołę.
Instytut Dobrej Śmierci to przestrzeń dialogu i edukacji o umieraniu, śmierci i żałobie. Oswojenie odejścia jest trudne, a mierzy się z nim każdy człowiek. Inicjatywa proponuje szkolenia, spotkania oraz warsztaty i ma na celu podniesienie poziomu wiedzy o procesie umierania, o różnorodności pochówków i pożegnań oraz zwiększenie świadomości dotyczącej możliwości niesienia i otrzymywania wsparcia. Instytut przełamuje tabu poprzez otwartą rozmowę o śmierci jako naturalnej i nieuniknionej części życia. Choć jego działania skierowane są przede wszystkim do dorosłych, powszechna edukacja na temat śmierci mogłaby przyczynić się do poprawy dobrostanu każdego i każdej z nas.
- Ja nie wiem, czy to jest do końca taki trudny temat – powiedziała podczas gali Maria Puchalska, dyrektorka ds. operacyjnych Instytutu – To jest temat bardzo ludzki, z którym się kiedyś wszyscy zmierzymy. Myślę, że warto rozwijać w sobie jakąś taką celebrację życia, co w moim przekonaniu idzie także przez celebrację śmierci. Tych momentów, które są trudne. Bo zarówno te momenty, jak i szczęście pojawiają się i warto je przyjmować tak samo.
Ja się autentycznie wzruszyłam, kiedy zostałyśmy przywołane na scenę – dodała Anja Franczak, założycielka Instytutu – To bardzo motywuje do dalszej pracy. Potwierdza, że to, co robimy, rezonuje ze światem. I że jest dużo osób, które nas wspierają. Dzięki Nagrodzie Przewroty możemy też w końcu wynająć sobie biuro.

Oświatowe Centrum Nauki i Technikito multidyscyplinarne pracownie naukowe i artystyczne: mechatroniczna, stolarska, modelarska, krawiecka, ceramiki i rękodzieła, artystyczna oraz sensoryczno-plastyczna. Uczniowie szkół podstawowych oraz przedszkolaki z powiatu wodzisławskiego przychodzą tu raz w tygodniu na zajęcia. Przez cztery dni uczą się w swoich placówkach, a jeden spędzają w pracowniach. Inicjatywa została wprowadzona przez samorząd do oficjalnego trybu nauczania w Wodzisławiu Śląskim. To rozwiązanie ułatwia nauczycielom realizację uczniowskich projektów badawczych, pomaga także łączyć teorię z praktyką i wspierać rozwój kompetencji nieujętych w programie nauczania.
- Największą przyjemność sprawia obserwowanie dzieci – jak się rozwijają, jak się cieszą z tego, co zrobiły. Czego się dowiedziały, co odkryły. Ta nagroda jest dla mnie dużym zaskoczeniem, docenieniem mojej pracy, moich pomysłów, no i takim potwierdzeniem tego, że rzeczywiście dobrze to robimy i w tym kierunku powinniśmy iść – Emilia Kopiec, pomysłodawczyni inicjatywy. Dodała także, że już planuje otwarcie kolejnej pracowni. Tym razem muzycznej.
Centrum Nauki Kopernik zdecydowało się także przyznać nagrodę specjalną.
Jej laureata nominowali i wybrali pracownicy Kopernika. Został nim Janusz Laska – geolog, nauczyciel geografii i przyrody, działacz społeczny, założyciel Kłodzkiego Towarzystwa Oświatowego.
To pomysłodawca i współtwórca programu Klub Młodego Odkrywcy (KMO) – otwartej sieci edukacyjnej, której celem jest uczenie się w działaniu
, a także umożliwienie dzieciom
i młodzieży rozwijania umiejętności takich jak komunikacja, współpraca, krytyczne myślenie, rozwiązywanie problemów. Na początku projekt realizowany był przez Kłodzkie Towarzystwo Oświatowe w ramach programu „Równać Szanse” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności
i Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży. Potem rolę opiekuna programu przyjęło Centrum Nauki Kopernik. Dziś w Polsce działa około 1000 klubów, a ich międzynarodowa sieć obejmuje Gruzję, Armenię, Ukrainę, Rumunię i Etiopię.
- Ta nagroda to docenienie tego, co zrobiłem dawno temu. 26 lat temu powstał pierwszy klub,
a potem przekazałem ten projekt Centrum Nauki Kopernik. Dzięki temu inicjatywa Klubów Młodego Odkrywcy ciągle żyje i okazuje się atrakcyjna dla tylu młodych ludzi – powiedział Janusz Laska podczas gali.
Statuetka
Statuetka, którą otrzymali laureaci, podkreśla stojącą za nagrodą ideę. Ma też bardzo… przewrotny charakter. Aby zaprezentować ją w pełnej krasie, trzeba się natrudzić. Podobnie jest z innowacjami. Ich twórcom rzadko kiedy udaje się od razu osiągnąć cel. Muszą wykazać się uporem i niezłomnością, pokonać wiele przeszkód, podjąć niezliczone próby, by osiągnąć cel. Na pierwszy rzut oka statuetki nie można ustawić tak, by zachowywała się stabilnie. Kiedy w końcu – po kilku eksperymentach – to się udaje, efekt jest zachwycający.

Więcej informacji o laureatach, finalistach i Nagrodzie Przewroty można znaleźć na stronie internetowej: https://www.kopernik.org.pl/nagroda-przewroty

Percepcja Arnošta...
02-Bez nazwy-3.jpg
01-Bez nazwy-1.jpg

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie refleksja dotycząca pamięci oraz lektura artykułu Dominika Sobczyka (Uniwersytet Wrocławski) pt. Arnoszt z Pardubic w pamięci lokalnej Kłodzka („Meluzyna” nr 2, 2016). Jak słusznie autor zauważa, pamięć lokalna o pierwszym arcybiskupie praskim ma charakter uniwersalny – początkowo czczony przez czeskich mieszkańców Kłodzka, potem niemieckojęzyczną społeczność i w końcu przez ludność polską. Ta wspólna wielowiekowa tradycja, jest czynnikiem decydującym o istnieniu tożsamości regionalnej na Ziemi Kłodzkiej. Przykład Arnošta z Pardubic dobrze ilustruje pielęgnowanie pamięci lokalnej poprzez upamiętnianie w ramach instytucji (muzeum, szkoła, kościół) oraz zaangażowania pojedynczych osób.

Pamiętamy i z chęcią wymieniamy czeskie nazwiska autorów biografii Arnošta – i słusznie! Myślę jednak, że tak samo powinni być postrzegani organizatorzy upamiętniający i popularyzujący postać Arnošta. Pod nazwą instytucji kryją się konkretne osoby, a okazją by przypomnieć ich nazwiska są tegoroczne przedsięwzięcia.
Mamy w Kłodzku oficjalnie ogłoszony Rok Arnošta – w 2024 r. z okazji 660 rocznicy śmierci pierwszego arcybiskupa praskiego, mecenasa Kłodzka. Jest to druga edycja wydarzeń upamiętniających tę postać w dziejach polskiego Kłodzka! Po raz pierwszy, w powojennej historii naszego miasta, Arnošt doczekał się upamiętnienia dopiero w 2004 r. z okazji 640 rocznicy śmierci. Wówczas z inicjatywy Muzeum Ziemi Kłodzkiej do przygotowania obchodów jubileuszowych powołane zostały specjalne Komitety: Organizacyjny, Wspierający oraz Honorowy, w skład których weszło 28 osób, m.in. przedstawiciele kłodzkiego muzeum oraz Muzeum Wschodnioczeskiego w Pardubicach, Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetów w Pradze i Pardubicach, przedstawiciele władz wspomnianych miast, powiatów oraz duchowieństwa. Komitet Honorowy zaszczycili swą obecnością m.in. dostojnicy kościelni: JE ks. Henryk kardynał Gulbinowicz arcybiskup metropolita wrocławski oraz J. Em. Miloslav Vlk arcybiskup praski. Przewodniczącą Komitetu Organizacyjnego jednogłośnie została Krystyna Toczyńska-Rudysz – mózg całego przedsięwzięcia.
W gronie tego Komitetu powstały ciekawe pomysły i zrodziły się inicjatywy, ale realizacja ich spoczęła na instytucjach, w tym Muzeum Ziemi Kłodzkiej pod dyrekcją Lucyny Świst, muzeum w Pardubicach pod dyrekcją Františka Šebeka. Mocno zaangażowanymi w przygotowanie konferencji polsko-czeskich byli: ze strony polskiej Ryszard Gładkiewicz, a ze strony czeskiej Lenka Bobková i Petr Vorel. Scenariusz wystawy biograficznej w Pardubicach przygotował F. Šebek, scenariusz wersji kłodzkiej zaś Krystyna Oniszczuk-Awiżeń. Dodam też, że poprzedziłam ją licznymi kwerendami archiwalnymi, dzięki którym po raz pierwszy ujrzały światło dzienne na kłodzkiej wystawie oryginalne, unikalne pergaminowe średniowieczne dokumenty z pieczęciami Arnoštowymi, udało mi się też wypożyczyć na naszą wystawę z Archiwum Państwowego we Wrocławiu (dzięki prywatnym, sympatycznym kontaktom ze śp. już niestety dr. Romanem Stelmachem) Kronikę Czacheritza. A dokumentacja fotograficzna zaprezentowanych wówczas eksponatów, do dziś służy jako archiwum muzealne. Miłe i satysfakcjonujące wspomnienia. W przygotowaniu kłodzkiej wystawy współpracowali: Cezary Twardowski i Krzysztof Truss (oprawa plastyczna) oraz Lucyna Świst (aranżacja, koordynacja).
To wówczas wykonane zostały, przez zespół konserwatorów – członków katowickiej i krakowskiej Sekcji Konserwatorów Dzieł Sztuki pod kier. R. Dubiel-Białas, dwie kopie słynnej Madonny Kłodzkiej (jeden obraz dla Kłodzka, drugi dla Pardubic) oraz rekonstrukcja rzeźby nagrobka Arnošta wykonana przez artystę plastyka G. Kocha. Do dziś oba te eksponaty możemy zobaczyć na wystawie „Z dziejów Kłodzka” w Muzeum Ziemi Kłodzkiej.
Sporo powstało wówczas na wysokim poziomie edytorskim druków okolicznościowych, projektowanych m.in. przez Cezarego Twardowskiego: program obchodów, programy koncertów... No właśnie – koncerty muzyki średniowiecznej, a szczególnie Tryptyk muzyczny, to były niezapomniane wydarzenia Obchodów Jubileuszowych. Przedsięwzięciu temu towarzyszyła też akcja edukacyjna – lekcje muzealne i konkursy na temat związany ze średniowieczem w Kłodzku i postacią Arnošta. Zwieńczeniem Obchodów (Finis Operis) były konferencje naukowe, a wygłoszone wówczas referaty znalazły się w wydawnictwach pokonferencyjnych (pod red. ze strony polskiej R. Gładkiewicza).
Dla przypomnienia dodam jeszcze, że aula w Liceum Ogólnokształcącym w Kłodzku, w której odbywają się różne miejskie i powiatowe uroczystości, została nazwana im. Arnošta. Opracowano też inne publikacje, m.in. ukazała się pierwsza polska popularnonaukowa biografia Arnošta, autorstwa Zdzisława Szczepaniaka, wydana przez Kłodzkie Towarzystwo Oświatowe. Włączyły się więc w Arnoštowe uroczystości także inne osoby i placówki.
By być rzetelnym w swej informacji, zainteresowanych odsyłam do publikacji „Tradycja Arnošta z Pardubic w kulturze Ziemi Kłodzkiej”, pod red. R. Gładkiewicza i F. Šebeka, Wrocław – Pardubice, 2008, a w niej m.in. do artykułu K. Toczyńskiej-Rudysz, Arnošt z Pardubic. Program Obchodów jubileuszowych 2003-2005. Próba podsumowania oraz K. Oniszczuk-Awiżeń, Arnošt z Pardubic (1297-1364) – wystawa w Muzeum Ziemi Kłodzkiej.
Obecne obchody mają nieco inny przebieg. Mam wrażenie, że realizowane są dość spontanicznie, to nie znaczy oczywiście, że gorzej. Zaistniały „oddolnie” – od początku nie stały za inicjatorami żadne instytucje, choć nie obejdzie się bez ich udziału z uwagi na rangę wydarzenia i potrzebę finansowania (np. Urząd Miasta Kłodzka). Tu chciałabym wymienić najważniejsze, według mnie, osoby, które realizują program – regionaliści, społecznicy: Mietek Kowalcze i Janusz Laska oraz ksiądz proboszcz o. Andrzej Migacz SJ. Podsumujmy dotychczasową akcję popularyzacyjną: banery informacyjne, przybliżenie biografii Arnošta podczas wszystkich mszy św. w jedną z niedziel kwietniowych, wydanie książeczki z biografią Arnošta autorstwa I. Klimaszewskiej oraz w maju spektakl w reż. E. Karkulewskiej powstały na podstawie bajki o Arnošcie I. Klimaszewskiej, w wykonaniu grupy seniorów.
Chyba nie ma już w Kłodzku osoby, która nie wiedziałaby kto to jest Arnošt! I oto właśnie chodziło organizatorom obu wydarzeń na przestrzeni ostatnich 20 lat. Nikt nie zapyta się już chyba „a kto to jest ten Arnošt?”.
Nie znam szczegółowego planu dalszych tegorocznych obchodów, z chęcią będziemy anonsować je i następnie podsumowywać wraz z wyszczególnieniem organizatorów, bo chwała im za to.

No i miejmy nadzieję, że za kolejne dziesięciolecia, w następne rocznice, Arnošt z Pardubic znów zainspiruje i zjednoczy kolejne grupy osób czy instytucje, by kreatywnie upamiętnić jego zasługi dla Kłodzka.
Krystyna Oniszczuk-Awiżeń

PS Miało być krótko, ale wyszło nieco dłużej… i kto to teraz przeczyta??? (Mirek – na pewno!).

Starostwo Kłodzkie informuje: Posiedzenie Stowarzyszenia Gmin Polskich Euroregionu Glacensis
02.jpg
01.jpg

W dniu 27 maja, odbyło się posiedzenie Stowarzyszenia Gmin Polskich Euroregionu Glacensis w Bardzie. W trakcie spotkania podsumowano zrealizowane projekty oraz dokonano wyboru nowych władz na kolejną kadencję.

Starostwo Kłodzkie informuje: ZREALIZOWANE! „Budowa nowego przejścia dla pieszych na drodze powiatowej nr 3312D ul. Radkowska w Nowej Rudzie”
02_n.jpg
01_n (1).jpg

Wartość zadania: 121 401,00 zł, z czego:
- 72 950,40 zł Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg
- 48 450,60 zł Powiat Kłodzki
Wykonawca robót: DAR-KOP Firma Usługowo Handlowa Dariusz Chrobociński z siedzibą: ul. Wiejska 59 57-420 Wambierzyce
Zakres zadania polegał na wykonaniu w ciągu drogi powiatowej nr 3312D ul. Radkowska w Nowej Rudzie nowego przejścia dla pieszych, przez oznaczenie nawierzchni jezdni technologią grubowarstwową w kolorystyce biało czerwonej z nowym oznakowaniem pionowym. Po obu stronach przejścia wykonano nową drogę dla pieszych wraz z włączeniem do istniejącego chodnika. Zastosowane zostały rampy krawężnikowe jako dojścia przy zejściach i system płytek fakturowych w kolorystyce żółtej z wypustkami typu "STOP". Wykonano nowe oświetlenie przejścia przez budowę 2 szt. punktów oświetleniowych z asymetryczną optyką prawą.
Głównym celem inwestycji była poprawa bezpieczeństwa niechronionych uczestników ruchu.

Starostwo Kłodzkie informuje: Powiatowe Centrum Psychologiczno-Pedagogiczne w Kłodzku otrzymało dotację

Kwota przyznanej dotacji wynosi 250 000 zł i przeznaczona jest na dofinansowanie realizacji szkoleń i zakup narzędzi dla pracowników pedagogicznych zatrudnionych w publicznych poradniach psychologiczno-pedagogicznych, z zakresu profesjonalnego wielowymiarowego testu umożliwiającego obserwację autyzmu, tj. ADOS-2.
W dniu 21 marca 2024 r. podczas sejmiku Województwa Dolnośląskiego została podjęta uchwała nr LXVIII/1451/24 w sprawie udzielenia z budżetu Województwa Dolnośląskiego pomocy finansowej w formie dotacji celowej jednostkom samorządu terytorialnego, z przeznaczeniem na dofinansowanie funkcjonowania publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych na Dolnym Śląsku. Zgodnie z zapisami ww. uchwały wartość pomocy finansowej dla Powiatu Kłodzkiego na wsparcie publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych wynosi 120 000 zł; przeznaczona ma być w szczególności na:
1. Udzielanie dzieciom, młodzieży oraz rodzicom bezpośredniej pomocy psychologiczno-pedagogicznej,
2. Realizację szczegółowych zadań wynikających z przepisów dotyczących zasad działania publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych,
3. Doposażenie poradni, w tym zakup narzędzi diagnostycznych i sprzętu diagnostycznego,
4. Bieżące funkcjonowanie poradni.

No i pojechali.... 22 edycja Cykloglacensis z Polski do Czech wystartowała
04.jpg
03.jpg
02.jpg
01jpg.jpg

No i pojechali.... 22 edycja Cykloglacensis z Polski do Czech wystartowała (17.05.).

NOC MUZEÓW 2024 w Muzeum Ziemi Kłodzkiej
04.jpg
05.jpg
03b.jpg
03a.jpg
02.jpg
03.jpg
01.jpg

Kolejna NOC kłodzkiego muzeum za nami, odbyła się w piątek, 17 maja. Jak zwykle cieszyła się dużą frekwencją, bo tradycyjnie organizatorzy przygotowali różne atrakcje. A najważniejszą z nich była na pewno nowa wystawa czasowa pt. „Franz Wagner (1887-1942) kłodzki rzeźbiarz/ein Glatzer Bildhauermeister”.
Franz Joseph Wagner żył w latach 1887-1942, urodził się w Kłodzku. Kształcił się początkowo w warsztacie znanego snycerza, stolarza i rzeźbiarza Aloisa Schmidta w Lądku-Zdroju, potem w Szkole Snycerskiej w Cieplicach, a w wieku 19 lat został stypendystą Wrocławskiej Izby Rzemieślniczej. Mieszkał w Kłodzku przy obecnej ulicy Korfantego 11 (d. Fischerstrasse). Zmarł w wieku 55 lat, w wyniku pooperacyjnego zapalenia płuc w szpitalu w Bystrzycy Kłodzkiej. Pochowany został na dzisiejszym cmentarzu komunalnym w Kłodzku.
Rzeźby artysty znajdziemy dziś w wielu wsiach i miejscowościach Ziemi Kłodzkiej, przede wszystkim w Kłodzku, także w Międzylesiu, Domaszkowie, Bystrzycy Kłodzkiej, Żelaźnie, Lądku-Zdroju, Wojciechowicach, Boguszynie, Nowej Wsi, Nowej Rudzie, Sokolcu i Wambierzycach. Również w Bardzie, Henrykowie, Ziębicach i Wiązowie. Artysta zajmował się działalnością konserwatorską, był autorem rzeźb sakralnych, szopek bożonarodzeniowych.
Na wystawę prezentującą biografię i dorobek artystyczny Franza Josepha Wagnera udało się pozyskać różnorodne oryginalne pamiątki związane z artystą ze zbiorów prywatnych oraz przykłady jego prac: drewniane rzeźby wypożyczone z kościołów pw. św. Mikołaja w Domaszkowie, św. Marcina w Żelaźnie, świątyni Wniebowzięcia NMP w Henrykowie, Muzeum Filumenistycznego w Bystrzycy Kłodzkiej oraz Domu Dziecka Sióstr Służebniczek NMP w Kłodzku.
Autorką scenariusza wystawy i jego kuratorką jest Joanna Jakubowicz, oprawę plastyczną przygotowała Malwina Karp.
Na otwarcie tej wystawy przyjechały z Niemiec wnuczki F. Wagnera, a w wydarzeniu uczestniczyli radny wojewódzki Adam Jaśnikowski i wiceburmistrz Kłodzka Sebastian Nowak.
Muzeum Ziemi Kłodzkiej zaprasza do odwiedzania wystawy, która będzie czynna do 10 października br.
Oprócz tego zagościli tej NOCY w Muzeum Ziemi Kłodzkiej młodzi artyści, którzy zorganizowali w przestrzeni muzealnej nawiązującą do średniowiecza wystawę „Faex Veritas”, na którą złożyły się obrazy, performance oraz oprawa muzyczna. Swoje prace zaprezentowali z kolektywu Naked Man: Weronika Kowalczyk, Anastazja Azowska, Konrad Brzozowski, Tomasz Wyłomański. Z Kolektywu Kościół Nihilistów: Justyna Baśnik, Nikita Krzyżanowska, Jędrzej Sierpiński, Paweł Baśnik, Michał Kowalczys, Agata Pałkus, Boża Bożena, Krzysztof Bykowski, Michał Gątarek, Miłosz Zieliński, Nadia Swoboda, Szymon Osiński, Kuba oraz Marlena Kruk. Niektóre prace zadziwiały, niektóre zachwycały, a były też takie co szokowały. Na pewno nie można było przejść obojętnie obok nich. Przykłady zaprezentowanych prac i instalacji pokazują zdjęcia.
Krystyna Oniszczuk-Awiżeń

Niekoniecznie regionalia, ale na pewno uniwersalia (9)
01-ksiegarz.jpg

Ostatnio trafiły w me ręce książki, dotyczące moich zawodowych zainteresowań. Rzecz o antykwariatach i punktach sprzedaży antyków, a więc także – jak w muzealnictwie – o środowisku ludzi przebywających na co dzień wśród różnych eksponatów, książek i innych „staroci”.
Wszystko przez to, że po serii poważnych i „dołujących” pozycjach o samotności, przemijaniu, zmaganiu się z przeszłością i ze starością, zażyczyłam sobie czegoś lżejszego i bardziej optymistycznego.
I tak trafiły do mnie pamiętniki pisane przez księgarza, antykwariusza, bibliofila ze Szkocji: Shaun Bythell, Pamiętnik księgarza.
Z pozoru monotonna treść – powtarzające się opisy codziennego rytmu dnia, podsumowania ilości zamówień internetowych i uzyskanych dochodów dziennych – wydawało by się, że może znudzić, jednak nie. Pamiętnik pisany jest od lutego 2014 do lutego 2015 r. Już sam opis codziennego dnia jest interesujący. Praca księgarza, to ciężki kawałek chleba i raczej rzadko jest chwila na odpoczynek. Szczególnie uciążliwe jest codzienne porządkowanie książek po klientach, którzy najczęściej sięgają po różne pozycje i rozrzucają je na podłodze, do tego nic nie kupując, trzeba też znaleźć czas na przegląd setek tysięcy starych książek, oferowanych księgarzowi na sprzedaż i w związku z tym odbyć wiele odległych podróży. Nic dziwnego, że nasz bohater w wieku czterdziestu paru lat, nosząc często ciężkie pudła z książkami, musi zasięgnąć porady fizjoterapeuty. Podsumowując, problemy księgarza to: opłakany stan finansów, ciągłe sprzeczki z personelem i nieustanne, wyczerpujące targowanie się z klientami oraz nieustająca lawina głupich pytań. Oto, przytoczone na okładce książki pytanie klientki, która na spotkanie klubu książki ma przeczytać Drakulę, ale nie pamięta co napisał. To czego najbardziej nie lubią księgarze i antykwariusze, to rozmowy z klientami – oczywiście nie ze wszystkimi. Niektóre wypowiedzi klientów są naprawdę irytujące, czasem śmieszne. Dobrze, że nasz księgarz ma poczucie humoru. Najpiękniejsze momenty przeżywa, gdy wśród przeglądanych tysięcy książek, znajduje rarytas, niespodziewane znalezisko, które wywołuje tyle emocji, że rekompensuje mu wszystkie mankamenty tego zawodu.
Bardzo interesujące są też refleksje dotyczące sensu istnienia obecnie tego typu placówek, kiedy sieciówki zdominowały drobnych księgarzy, jest duża konkurencja sprzedaży internetowej i przez Amazon, który oferuje znacznie niższe ceny. Zagrożeniem dla przyszłości księgarń są także e-booki oraz plany digitalizacji książek(!). Zauważa, jak bardzo zmieniło się w ciągu 15 lat jego funkcjonowanie, ale stara się iść z duchem czasu, realizuje zamówienia internetowe, korzysta z facebooka, tworzy Klub Przypadkowych Książek. Przypomniał, że to co nastąpiło w branży księgarskiej i wydawniczej w XXI wieku, to nie pierwszy przełom. Kiedy Gutenberg wynalazł ruchome czcionki i pojawiły się pierwsze masowe wydawnictwa, słynny florencki księgarz Vespasiano da Basticci był tak oburzony, że książki nie będą już przepisywane ręcznie, że w przypływie złości zamknął swój sklep.
Antykwariat mieści się w małym, rodzinnym miasteczku autora – Wigtown. Znajdujemy tu ciekawy jego opis i przemiany jakie się dokonywały na przestrzeni wieku. Niegdyś z wieloma sklepami, usługami, destylarnią, prężnie rozwijające się, pełne życia, potem jednak przyszły lata, kiedy dawne lokale świeciły pustkami, upadła mleczarnia (1989), też destylarnia (1993) i nic się nie opłacało. Po okresie kryzysu, znów powstał jakiś pomysł na rozwój, nastawiono się na turystykę, a miasteczko stało się centrum książkowego biznesu i wymyślono dlań nawet specjalny festiwal książek. Sam proces, jak widzimy, nie jest odosobniony… Trzeba jednak zawsze mieć jakiś pomysł na ciąg dalszy.
Autor opisując każdy miesiąc zaczyna od cytatu z dzieła Orwella, który także dorabiał niegdyś jako pomocnik w antykwariacie i ma krytyczne spojrzenie na ten zawód (George Orwell, Bookshop Memories, Londyn, 1936). Towarzyszące bohaterowi postacie też można zaliczyć do dość ekscentrycznych, np. Nicky, która jest w niepełnym wymiarze zatrudniona w księgarni, nigdy prawie nie wykonuje poleceń szefa, a układając książki na półki dziwnie je kwalifikuje i niekiedy te dotyczące spraw np. wojskowych znajdowane są w poezji itp. Ale za to często przywozi mu w ramach „piątkowego łasuchowania” „pyszności” wygrzebane z kontenera za supermarketem. Ot taka ekstrawagancja.
Książka pełna humoru, ciepła oraz różnych ciekawych informacji nie tylko dla bibliofilów.

Shaun Bythell, Pamiętnik księgarza.
Przełożyła: Dorota Malina. Wydawnictwo Insignis Media, Kraków, 2019.

Poleca: Krystyna Oniszczuk-Awiżeń

Mietek Kowalcze: Rosja ze swojej strony. Czytane dla fabuły IX
01-image_123650291.jpg

Znajdowanie w fabule podpowiedzi, co sobie myśleć w niełatwych kwestiach to sprawa karkołomna. Szczególnie, kiedy próbujemy sobie uporządkować tematy, w których polityka ma podstawowe znaczenie. Po wskazówkach na temat wzajemnego rozumienia się Polaków i Rosjan w książkach naszych autorów (Reszka, Mackiewicz) czas zerknąć i na drugą stronę. Jak obraz Rosji i Rosjan wygląda w książkach ważnego współczesnego pisarza Dmitrija Glukhovsky’ego? Autor popularnego (i znakomitego) cyklu „Metro” ma w swoim dorobku interesującą fabularnie powieść „Tekst”. Sporo w niej obrazów i ocen społeczeństwa rosyjskiego, ciekawych uogólnień. O tym jednak za chwilę. Sprawdźmy i zarekomendujmy samą fabułę. O pomyśle, strukturze, bohaterach autor chętnie i interesująco opowiadał w czasie licznych spotkań autorskich przed kilku laty, np. w poznańskim Empiku w Starym Browarze. Dał świadectwo, że znakomicie panuje nad pomysłem, wypełnia go materiałem, który dozuje napięcie i uznaje zasadę, którą można z powodzeniem nazwać zasadą kostek domina - usunięcie bowiem jednej kostki powoduje, no właśnie, narastającą kumulację wydarzeń, emocji, konsekwencji. Główny bohater wraca właśnie z łagru, po siedmiu latach uwięzienia. Uwięzienia za próbę wydyskutowania swoich racji z milicjantem. Jakie motywacje będą nim kierowały? Czemu się podda próbując wrócić do społeczeństwa? Zapewniam, jak o tym mówił w 2017 roku autor, akcja toczy się dynamicznie, ma swoje sceny niczym tragedia antyczna, a do tego wiele dzieje się za sprawą przejętego, nie własnego, smartfona. To swoją drogą znakomity pomysł. Z dodatkową mocną przestrogą dla nas, użytkowników. I jako że „Tekst” to fabuła kompletna, to podążamy za obrazami Moskwy i jej przedmieść, poznajemy relacje między ludźmi, dotykamy świata urzędów, służb czy kręgów przestępczych, oglądamy co najmniej dwie odmiany miłości – mocno toksyczną i z drugiej strony pełną idealizmu. Jeszcze jedną rzecz zdradzę. Mamy w tej książce przedstawiony proces stopniowego narastania szaleństwa, stąd pytanie: czy w czytających powstanie chęć porównania tej książki z cechami fabuł Fiodora Dostojewskiego, z konkretnymi tytułami? Namawiam do takiego zestawienia. Jako że ta fabuła została również potraktowana jako probierz poszukiwania w powieściach wskazówek w rozumieniu sąsiadów, to przytoczmy kilka spostrzeżeń Dmitrija Glukhovsky’ego w tej materii.
Przyjmiemy je jako ważne? Taki przykład uogólnienia pisarskiego: Życie jest tak zorganizowane, żeby wszyscy ludzie trafili do piekła, szczególnie w Rosji.
A zaraz po nim inny: Świat się wali, tylko ojczyzna jeszcze się trzyma.
Jest po napaści na Krym (powieść wydana w 2017) - bohater w taksówce słyszy zadowolenie kierowcy z faktu wyrzucenia ukraińskich faszystów z Półwyspu. A łańcuch zależności między ludźmi? Doświadczyłem poniżenia, poniżam następnych. Czy to tylko rosyjskie? Nie brakuje w „Tekście” obrazów traktowania obywateli przez władzę, np. taki - ruch na ulicach zamiera całkowicie, bo car jedzie. A potoczna opinia o samym carze - lepszy car niż p…. (słowo niepoprawne) u władzy. Mentalność, którą się kierują mieszkańcy, a która została im umiejętnie wtłoczona: Kto jest winny, ten się słucha. Więc słuchają. Z poczucia winy.
Na zakończenie jeszcze jedna refleksja Ilii – głównego bohatera słuchającego przemówienia prezydenta swojego kraju, w którym ten mówi o tzw. opluwaczach ojczyzny: używa słów, które Ilia słyszał po raz pierwszy w zonie.
Czy tych kilka spostrzeżeń Dmitrija Glukhovsky’ego pomoże nam budować myśli o sąsiadach i o relacjach z nimi? Zapewniam, że to dobry, mądry materiał. I jeszcze wróćmy do samej fabuły - warto ją przeczytać do końca, bo i tu finał rzeczywiście wieńczy dzieło.
Dmitry Glukhovsky, Tekst. Tłum. Paweł Podmiotko, Wydawnictwo Insignis, Warszawa 2017.
Mietek Kowalcze

Nowinki akordeonowe i nie tylko - prezentuje Liliana Stopka
03-akor.jpg
02-akor.jpg
01-akordeon06.jpg

Wakacje już blisko ale praca wciąż trwa i to na wysokich obrotach. Nasi akordeoniści bardzo dobrze zaprezentowali się 11 maja na Ogólnopolskim Konkursie Akordeonowym w Pruszkowie pod Warszawą, zdobywając wyróżnienia: w kategorii pierwszej uczeń Jędrzej Kraśnikiewicz a w kategorii drugiej Gabriel Charęza. Obaj uczniowie przygotowani przez nauczyciela klasy akordeonu Tomasza Brusińskiego. Gratulacje dla uczniów, dla ich Rodziców oraz dla nauczyciela. Całą ekipę bezpiecznie zawiozła do Pruszkowa i przywiozła do domu mama Gabrysia Charęzy –zawodowy kierowca - serdecznie dziękujemy.
W tym miesiącu rokrocznie prowadzone są spotkania z uczniami szkół podstawowych oraz z przedszkolakami. Na tych spotkaniach prezentowana jest muzyka wykonywana na różnych instrumentach w celu zainteresowania i zmotywowania uczniów do nauki gry w naszej szkole. Chętni do gry na akordeonie mieli okazję spróbować jak się trzyma ten instrument i w jaki sposób wydobywa się dźwięk.
Nasi aktywni młodzi akordeoniści występują na wszystkich koncertach organizowanych w szkole i poza nią. W maju na koncercie Promocje młodych muzyków wystąpił Gabriel Charęza solo a z okazji Dni Kłodzka zagrał na stadionie w duecie z Wiktorem Styrkaczem.
Wszyscy uczniowie mają przed sobą czas intensywnej pracy aby jak najlepiej zaprezentować się na egzaminie rocznym. Trzymamy kciuki i życzymy satysfakcji z osiągniętego wyniku.
Oprócz akordeonowych nowinek chciałam się z czytelnikami podzielić wrażeniami ze spotkania z Mirosławem Zbrzeźniakiem w Domu Klahra w Lądku-Zdroju. Wystawa jego prywatnych zbiorów dotyczących historycznego szkła oraz pocztówek z dawnego Lądka-Zdroju miała miejsce dnia 25 maja. Oba zbiory robiły ogromne wrażenie: najstarsze szkło pochodzi z roku 1834 a najstarsza widokówka z drugiej połowy XIX w. Oprócz zbiorów robiła wrażenie potężna wiedza pana Zbrzeźniaka dotycząca historii naszej Ziemi Kłodzkiej. Serdeczne gratulacje cennych zbiorów, cennej wiedzy i sympatycznego jej przekazu zainteresowanym.
Liliana Stopka

Spotkanie z Afryką
03.jpg
02.jpg
01.jpg

W niedzielę, 26 maja odbyliśmy wspaniałą podróż muzyczną do Afryki i wcale nie musieliśmy pokonywać wielu tysięcy kilometrów, by zrealizować to spotkanie z Afryką. Otóż w Starej Plebanii w Konradowie koło Lądka-Zdroju, na zaproszenie gospodarzy – pana Stanisława i Jego żony pani Teresy – odbył się 25 i 26 maja szczególny koncert z żywiołową muzyką bębniarską pochodzącą z Afryki Zachodniej. A wystąpił zespół 5-osobowy AFRO POZNAŃ: grający na bębnach: Łukasz, Mateusz, Hania i Sebastian oraz Asia, specjalizująca się w tradycyjnych tańcach, które nierozerwalnie łączą się z granymi rytmami.
Na program spotkania złożyło się kilka elementów, oprócz samego koncertu i pokazu tradycyjnego tańca, miał miejsce pokaz zdjęć i ciekawa opowieść z wyprawy do Gwinei.
Zespół powstał niedawno, działa dopiero od stycznia tego roku, ale – jak podkreślają artyści - „każdy z nas od lat interesuje się tradycyjną muzyką afrykańską. Droga do bębnów każdego z nas wyglądała bardzo podobnie tzn. słysząc transową pulsację bębnów pierwszy raz w życiu, każdy z nas od razu wiedział, że chce zaopatrzyć się w drewniany bęben ze skórzaną membraną i zacząć grać. Od pierwszego razu odnaleźliśmy siebie w energetycznych pulsacjach nakładających się na siebie rytmów. Asia, kiedy bębniła, zazdrościła tym, którzy tańczyli, więc jej zainteresowania poszły w stronę zgłębiania tańców, które odpowiadają w Afryce konkretnym rytmom. Łukasz natomiast w 2019 roku odbył wyprawę do Gwinei, zarówno jako pasjonat muzyki bębniarskiej ale i jako badacz etnomuzykolog. Mieszkał u jednego z mistrzów tej muzyki, Mansa Camio, i pobierał od niego nauki”.
Bardzo nam się podobało spotkanie, jesteśmy urzeczeni opowieścią o tej części Afryki, bębniarską muzyką i oczywiście tańcem, do którego aż rwały się nam nogi… Tańce te charakteryzują się wdziękiem, charakterystycznymi, energetycznymi i sprężystymi ruchami, wyróżniają się pierwotną dzikością i grą. Trzeba podkreślić, że taniec ten towarzyszy społeczności afrykańskiej w ważnych wydarzeniach i etapach w życiu; ujawnia wydobywający się potencjał, siłę i moc, daje wolność. Szkoda, że zabrakło trochę odwagi, by uczestniczyć w zapowiadanych na zakończenie spotkania warsztatach z tańca afrykańskiego. Ale, miejmy nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się z zespołem w Starej Plebanii w Konradowie.
Gratulujemy organizatorom i zespołowi, a kto nie był niech żałuje!!!
A w rozmowie z p. Stanisławem, dowiedzieliśmy się, że Stara Plebania podejmuje kontynuację spotkań, m.in. planowany jest cykl poświęcony ekologii, zdrowemu odżywianiu się, także muzyczne spotkania, na które być może z entuzjazmem zareaguje Sławomir Pietras, goszczący często w Konradowie z niezapomnianymi prelekcjami-gawędami.
Krystyna i Mirosław Awiżeń

KONKURS „WZOROWA PASIEKA POWIATU KŁODZKIEGO roku 2024”
01pasieka 2.jpg

Zapraszamy do udziału pszczelarzy z powiatu kłodzkiego. Zgłoszenia przyjmujemy do 31 lipca br. w 2 kategoriach: do 20 uli i ponad 20 uli.

Konkurs Drzewo Powiatu Kłodzkiego 2024
01drzewo_n.jpg

Serdecznie zapraszamy do udziału w II edycji konkursu pn.: „Drzewo Powiatu Kłodzkiego 2024” organizowanego przez Starostwo Powiatowe w Kłodzku, w ramach działań mających na celu wzmocnienie świadomości ekologicznej mieszkańców powiatu kłodzkiego. Na zgłoszenia czekamy do 30 czerwca 2024 r.
Celem konkursu jest wybranie wyjątkowego drzewa, stanowiącego cenny element przyrodniczy, kulturowy, historyczny, bądź środowiskowy, które będzie promowało Powiat Kłodzki, a także zgłoszone zostanie do konkursu „Drzewo Roku” organizowanego przez Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne Klub Gaja.

Starostwo Kłodzkie informuje: Miodobranie w pasiece starosty
02.jpg
01.jpg

W połowie maja, miało miejsce miodobranie w pasiece Starosty Kłodzkiego ulokowanej na tarasie w budynku starostwa przy ul. Okrzei 1 w Kłodzku. W tym roku pszczoły zapełniły ule nektarem 2 tygodnie wcześniej niż zwykle. Rośliny z okolicznych parków, klombów i ogródków zakwitły obficie. Z 3 uli pasieki udało się pozyskać około 18 litrów miodu wielokwiatowego.
Pasieką Starosty Kłodzkiego opiekuje się pan Henryk Cieślik, doświadczony pszczelarz, członek „Zrzeszenia Pszczelarzy Ziemi Kłodzkiej”, zawodowo emerytowany były wychowawca w Kłodzkiej Szkole Przedsiębiorczości.
Starostwo od wielu lat wspiera pszczelarzy z powiatu kłodzkiego, realizując wspólnie wiele projektów edukacyjnych i promocyjnych, w tym coroczny konkurs „Wzorowa pasieka powiatu kłodzkiego”.
Pachnący miód, w kolorze złota zostanie teraz przeznaczony na cele promocyjne powiatu.

Felieton Jana Pokrywki (czerwiec 2024)
!jan-pokrywka.jpg

Samorządy powyborcze
Największym i najważniejszym nieszczęściem samorządu w Polsce jest jego upartyjnienie. Niestety polski system partyjny jest patologią, swoimi patologiami zaraził system samorządowy.
Sprawny samorząd ma własne pieniądze i radnych, odpowiedzialni są tylko przed własnymi wyborcami. W latach 90. ubiegłego wieku ten system w Polsce działał i się sprawdzał, dzięki czemu polska prowincja dokonała skoku cywilizacyjnego. Partie polityczne były jeszcze w powijakach, a ich aparaty słabe. Dominowały lokalne komitety społeczne. Ważne było czy samorząd potrafi tak gospodarować, żeby mieć jak najwięcej własnych pieniędzy. Było również główne kryterium oceny wójta, burmistrza i prezydenta. Np. w Kamieniu Pomorskim burmistrzem został prawicowy Stefan Oleszczuk.
To się zaczęło zmieniać po 2002 roku, gdy na skład rady gminnej coraz większy wpływ uzyskały partie polityczne. Rósł ich wpływ na system samorządowych finansów i był on przeważnie negatywny. Samorządy traciły coraz więcej pieniędzy, których coraz więcej przechodziło do dyspozycji rządu, czyli do różnych partii klik i koterii, bo to przecież one tworzyły rządy.
Bez partyjnej desygnacji bardzo trudno zostać radnym, wójtem, burmistrzem, czy prezydentem miasta. Podobnie w powiecie i samorządzie wojewódzkim, zostanie radnym bez partyjnego stempla jest w zasadzie niemożliwe.
Coraz większego znaczenia nabierała skuteczność w zabieganiu o pieniądze z Unii Europejskiej i o rządowe dotacje. Dzisiaj skuteczność wygospodarowania własnych pieniędzy na inwestycje ma niewielkie znaczenie. Ten ma największe „kwalifikacje”, kto ściąga pieniądze od rządu lub z funduszy unijnych. Wiadomo, że pieniądze od rządu, to faktycznie pieniądze od partii politycznych, ale podobnie jest z funduszami unijnymi, których system dzielenia też zależy od tego, która partia rządzi.
Upadek samorządności nie ogranicza się tylko do samorządów. Upartyjniły się również instytucje, których fundamentalną zasadą jest niezależność, jak np. Regionalne Izby Obrachunkowe i Samorządowe Kolegia Odwoławcze, co już kompletnie wypaczyło idę samorządności.

Szpryce pod specjalnym nadzorem
AstraZeneca właśnie przyznana, że szpryce na C-19 mogą powodować rzadkie, ale śmiertelne zaburzenia krwi, czyli zakrzepicę, zwane z zespołem małopłytkowości (TTS). Przyznanie zostało niejako wymuszone przed brytyjskim sądem w trakcie rozprawy z powództwa ofiar wartości 125 mln dolarów.
Z danych British Pharmacertical Service wynika, że co najmniej 81 osób zmarło z tego właśnie powodu.
TTS jest spowodowana białkiem kolczastym deformującym płytki krwi. Obrazowo wygląda to tak, że zwykle płytki w kształcie krążka przyjmują kształt wydłużony. Białko kolczaste zawiera tzw. domenę RGD – peptyd trzech aminokwasów aktywujących komórkę i jej nieprawidłowe zachowanie.
Szpryce są szczególnie niebezpieczne dla sportowców, np. zawodnik Holandii upadł bez powodu i zmarł podczas meczu Euro 21.
Na tym tle szczególnie ważne jest niedopuszczenie do przyjęcia globalnej władzy przez WHO. W Genewie miało miejsce spotkanie Międzynarodowego Ciała Negocjacyjnego (INB) w ramach sesji nadzwyczajnej Biura Narodów Zjednoczonych na temat traktatu pandemicznego, o czym była już mowa wcześniej. Celem jest uzależnienie państw od globalnej władzy przez lockdowny, paraliż gospodarczy oraz ograniczenia praw i wolności ludzi.

Buteyko powraca
Podczas długiego, majowego weekendu widać było wielu uprawiających jogging. Czy to zdrowo? Nie za bardzo. Jogging nadwyręża stawy, ale nie to nie wszystko. Jest jeszcze syndrom wymuszonego, głębokiego oddychania.
Autorem koncepcji choroby głębokiego oddychania jest prof. Konstantin Buteyko. Dochodzi w niej do hiperwentylacji, w rezultacie której w organizmie jest za mało dwutlenku węgle (CO2), czyli występuje hipokapnia stan obniżonego ciśnienia CO2 we krwi poniżej normy wywołanego hiperwentylacją. To z kolei sprzyja takim chorobom jak astma, zapalenie śluzówki nosa, alergie czy nadciśnienie.
W obecnej atmosferze Ziemi mamy od 10 do 20 razy za mało CO2. Wbrew pozorom, ten „niedomiar” sprzyja niedotlenieniu organizmu, a niedobór tlenu (O) ustrój rekompensuje zwiększoną produkcją hemoglobiny i erytrocytów, co z kolei jest powodem zagęszczenia krwi, zwiększenia jej lepkości, a w konsekwencji powstawanie zakrzepów. Innym negatywem jest
utrudnione doprowadzenie składników odżywczych do tkanek i odprowadzenie metabolitów komórkowych.
A zatem lepszy od joggingu jest slow jogging. Jeżeli jednak ktoś bardzo chce się wysilać, powinien skorzystać z komory normobarycznej, w której nie powstają zakwasy i wszelkie inne minusy wysiłkowe. W fizjologicznych komorach normobarycznych przy ciśnieniu 1500 hektopaskali i atmosferze składającej się z ok. 32 do 35% przeliczeniowych tlenu, natlenienie jest aż o 50% lepsze niż na zewnątrz. Jest tam ok. 0,5% dwutlenku węgla (w obecnej atmosferze CO2 jest ok. 0,04%).
Dlaczego więc różne „autorytety” panikują nad rzekomym zwiększaniem się zawartości CO2 w atmosferze? To zupełnie inna kwestia, nie mająca z rzeczywistością wiele wspólnego. Cele tej nowej mitologii są zupełnie inne, a o jednym z nich poniżej.

Mit globcio się chwieje
Profesor Leszek Marks z Państwowego Instytutu Geologicznego okazał się zabójcą mitu globalnego ocieplenia. Z jego prac wynika, że nic takiego nie ma miejsca po zbadaniu średnich temperatur w okresie holocenu, tj. ostatnich 11700 lat.
Badając pobrane rdzenie lodowcowe stwierdził, że w okresach lat:
11700 – 11200 lat p.n.e. temperatura wzrosła, choć pod koniec spada;
11200 – 8900 temperatura była o 2 stopnie C średnio wyższa niż dziś;
8900 – 5700 to optimum klimatyczne z temp. wyższą o 2-3 stopnie C niż obecnie i o większej wilgotności;
5700 – 2600 to klimat suchy i ciepły, ale chłodniejszy od poprzedniego;
2600 do teraz – klimat chłodny i wilgotny.
W każdym z tych przedziałów czasowych występowały krótkotrwałe okresy ocieplenie i ochłodzenia. I tak w latach 300 p.n.e. do 530 n.e. mamy ocieplenie czego skutkiem jest m.in. uprawa drzew cytrusowych i winorośli w Anglii do muru Hadriana. Podobne ocieplenie wystąpiło w okresie 900-1400 r. n.e., gdzie temperatura była wyższa od 0,5 do 1 stopnia C. Recesja lodowcowa umożliwiła rolnictwo w Alpach i na terenie Niemiec na wysokości 200 m wyższej niż obecnie. W tym czasie Wikingowie skolonizowali Islandię i Grenlandię docierając do Nowej Fundlandii.
Zmiany zależne było od położenia geograficznego, a do głównych przyczyn zaliczono zmianę cyrkulacji wód oceanicznych i mas powietrza jako skutek zmiany orbity Ziemi i położenia jej osi. Drugim czynnikiem jest ilość promieniowania słonecznego, trzecim zaś wybuchy wulkanów.
Wniosek jaki z tego płynie to taki, że zarówno straszenie nadmiarem dwutlenku węgla jak i wzrostem temperatury Ziemi, jest oszustwem. A w czyim interesie – o tym następnym razem.
Jan Pokrywka

Starostwo Kłodzkie informuje: Młodzieżowa Rada Powiatu Kłodzkiego
03_n.jpg
02_n.jpg
01_n.jpg

Dnia17 maja zostaliśmy zaproszeni do udziału w konferencji „Z nami – o nas" zorganizowaną przez Społeczny Zespół Szkolno-Przedszkolny w Kudowie-Zdroju. Nasz przewodniczący Rafał Czuczwara wraz z Pawłem Lekanem przewodniczącym Młodzieżowego Sejmiku Województwa Dolnośląskiego oraz Igorem Sławińskim przewodniczącym Młodzieżowej Rady Miejskiej Kłodzka mieli okazje opowiedzieć uczestnikom o naszej działalności oraz o tym jaki mamy wpływ na życie codzienne. Wysłuchaliśmy także bardzo ciekawych słów zaproszonych gości biorąc przy tym udział w bardzo ciekawych dyskusjach. Cieszymy się oaz jesteśmy dumni, że w naszym powiecie organizowane są takie wydarzenia, w których podkreśla się rolę młodszego pokolenia w kształtowaniu życia społecznego oraz przyszłości naszego regionu i państwa. W spotkaniu uczestniczyli również opiekunowie MRPK Michał Cisakowski i MRMK Damian Ślak.