„Comenius” - Turcja, Karaman

Autor: 
Michał Flisak, Miłosz Koziołek, Dominik Szypuła, Wojtek Walczak
comenius-turcja.jpg

Projekt „Differences are richness” trwa już drugi rok, więc na czym polega wszyscy wiedzą. Tym niemniej od początku było wiadomo, że do Turcji, do Karawanu pojadą same hardkory. Tak się stało, że zostaliśmy nimi my, czyli Michał, Wojtek, Dominik i Miłosz. Oto co przeżyliśmy w kolejne dni wyjazdu.
Niedziela. Dzień wyjazduLoty przebiegły spokojnie. Sam dojazd z Ankary do Karawanu był bardzo długi. Głównie dlatego, że kierowca busa jechał bardzo przepisowo. Był więc czas, żeby podziwiać krajobrazy, odpocząć, poznać się z Hiszpanami, którzy jechali z nami. W czasie postoju – pierwszy kebab i herbata. Po przyjeździe krótkie powitanie, pożegnanie z nauczycielami i wieczór u „nowych” tureckich mam i ojców. Od razu okazali się bardzo mili, gościnni, zabawni.
Poniedziałek. Pierwszy dzień oficjalnego pobytu. Zaczęliśmy od wizyty w szkole. Zostaliśmy bardzo mile przywitani. Wzbudziliśmy wielkie zainteresowanie, wszyscy uczniowie chcieli nas oglądać, dotykać, rozmawiać. Gdy pojawiła się orkiestra złożona z 2 bębniarzy
i saksofonisty, to za nią wyszły tancerki, ubrane w tradycyjne stroje tureckie. Tańczyły długo i bardzo tradycyjnie. Po przemówieniach i powitaniach obejrzeliśmy jeszcze interesujący taniec derwiszów,
a na zakończenie pokaz o narodach biorących udział w projekcie. Później kolejne tureckie smakołyki, poznawanie miasta „od podszewki” i wieczór z goszczącymi nas rodzinami.
Wtorek. Dzień wśród zabytków.
Zaczęliśmy od miejsca bardzo ważnego dla Turków, czyli od Mauzoleum Mevlany w Konyi/Konii. Mevlana to jeden z największych (i najbardziej szanowanych) nauczycieli islamu, a także założyciel zakonu Wirujących Derwiszy. Oglądaliśmy to piękne miejsce, ale także szacunek, jaki Turcy okazują swojemu dawnemu mistrzowi. Mogliśmy zostać tam nieco dłużej, bo musieliśmy przeczekać oberwanie chmury. Naturalnie, jak każdego dnia podczas pobytu, odwiedzaliśmy kolejne meczety. Wielkie i małe, ciekawe architektonicznie i całkiem proste. Za każdym razem zdejmując buty, a dziewczyny dodatkowo musiały założyć chusty. Tego dnia dane nam było zobaczyć wykopaliska na terenie najstarszego miasta świata. Było nam miło, że wśród badaczy wymieniani są także polscy archeologowie z Gdańska i Torunia. To miasto nazywa się Catalhoyuk, ale to spolszczona pisownia. Umieszczono je na światowej liście dziedzictwa UNESCO.
Środa, czyli wyjątkowe atrakcje.
Zaczęliśmy od zwiedzania miasta kościołów (Binbir Kilise), a właściwie ruin po kościołach i budowlach bizantyńskich. Dobrze się po nich można było wspinać, oglądać także dzisiejsze budynki, wzniesione z kamieni z rozebranych świątyń. Spotkaliśmy stada kóz, owiec, osiołka, który pasł się razem z nimi. Nad rzeką we wsi Yesildere zjedliśmy dobrze usmażonego pstrąga, który został przyrządzony podobnie jak u nas. Po obiedzie zwiedzaliśmy (Manazan), miasto wykute w skale; głębokie, obszerne sale, podzielone na pojedyncze mieszkania, przygotowane na wielu poziomach. Niesamowite wrażenie. Miejsce nie do zdobycia, bo tak trudno się tam było wspiąć, przejść przez wąskie kominy i kanały. Ale co ciekawe zgubiony telefon dał się łatwo odnaleźć. Stamtąd ruszyliśmy do prawdziwej jaskini Incesuand. Długiej, dobrze przygotowanej dla turystów, ale nie tak ciekawej jak nasza Jaskinia Niedźwiedzia. Wyjątkową atrakcją było krótkie zwiedzanie wsi Taskale. Naprawdę warto sprawdzić w internecie, co to za miejsce.
W drodze powrotnej przewodnik zabrał nas jeszcze do typowej wiejskiej kawiarni. Czym się w niej zajmują goście? Oczywiście piją herbatę, grają w domino, rozmawiają, wszystko jak zwykle w otoczeniu mnóstwa portretów Ataturka. Naliczyliśmy ich 15 w niedużej wiejskiej kawiarni.
Czwartek, dzień podsumowań
Najpierw trochę rozgrywek sportowych. W meczu piłki nożnej z Hiszpanami przegraliśmy 2:13, różnica między reprezentacjami krajowymi taka sama! Później obiad, uroczyste wręczanie certyfikatów, podziękowania i wieczór u gospodarzy.
Piątek, typowe tureckie tradycje
Poznawaliśmy je najpierw w centrum kultury. Najciekawsze okazało się zdobienie papieru i pokazywanie typowych elementów stroju tureckiego łucznika, którzy uchodzili w swoim czasie za najlepszych na świecie. Odwiedziliśmy jeszcze typowy turecki dom, a następnie spotkaliśmy się w bardzo miłej atmosferze z władzami miasta. Turcy dbają o zabytki, bo zobaczyliśmy jeszcze ruiny klasztoru pobizantyńskiego Alahan, które właśnie są przygotowywane do zwiedzania. Wieczór to typowa turecka kolacja. Znów bardzo smaczna, starannie podana, elegancka. A później już tylko do domu. Nasze obawy, myślimy, że i obawy innych, w ogóle się nie sprawdziły. Turcja to bardzo ładny, nowoczesny kraj, z wieloma zabytkami, przyjaznymi ludźmi i dobrą atmosferą do realizowania projektów. Całość wyjazdu okazała się mądrze krajoznawcza i zgodna z tytułem projektu, czyli „Różnice są bogactwem”. I w ogóle to była świetna, ekscytująca wyprawa.

Wydania: