Pomysły rabunkowe, stare i nowe

Autor: 
Jan Pokrywka

Co prawda to nie nowość, ale warto i to wiedzieć. Pod koniec ubiegłego roku Komisja Europejska zatwierdziła polski program dokapitalizowania instytucji finansowych, przygotowany przez ministra Rostowskiego, a mający na celu „utrzymanie stabilności polskiego sektora finansowego w dobie kryzysu finansowego”.
Przekładając to na język polski znaczy to, że owe instytucje finansowe mogą powiększyć fundusze własne poprzez emisję akcji lub obligacji. Ale, to miłe złego początki, bo choć papiery te można wyemitować, to trzeba będzie je sprzedać. A co jeśli nikt nie zechce ich kupić, co jest więcej niż prawdopodobne? W takim przypadku wykupi je Skarb Państwa.
A co jeśli instytucja finansowa zbankrutuje? W takim razie to Skarb Państwa może ją nawet przejąć. W efekcie trzeba będzie zwiększyć deficyt budżetowy. Plusem jest utrzymanie poziomu zatrudnienia w instytucjach finansowych i odpowiednich pensji. Niestety to nic dobrego, i dóbr na rynku zamiast przybyć to ubędzie.
To znakomity, jak pisze Stanisław Michalkiewicz „plan rabunku podatników pod pretekstem zapewnienia im bezpieczeństwa finansowego. Pod pretekstem – bo za to bezpieczeństwo będą musieli dodatkowo zapłacić tytułem wzrostu kosztów obsługi długu publicznego, które już wkrótce mogą przekroczyć 34 miliardy złotych, a więc – prawie 1000 złotych rocznie na osobę.
A ubocznym skutkiem tej operacji będzie zwiększenie socjalistycznego sektora państwowego, do którego tak wielu ludzi w Polsce tęskni. W sektorze państwowym, jak wiadomo, kto inny podejmuje decyzje, a kto inny ponosi ich konsekwencje ekonomiczne. Decyzje podejmują grandziarze lub biurokraci - co na jedno wychodzi, a płacić za to muszą podatnicy.”
Nie dziwi więc, że czeka nas podwyżka podatków. „Rzeczpospolita” dotarła do wyliczeń resortu finansów, z których wynika, że w zależności od wariantu wprowadzonych oszczędności budżet państwa zyska na tym zaledwie od 3 do 5 mld zł.
Prof. Stanisław Gomułka, ekonomista Business Centre Club, przypomina, że przyszłoroczny deficyt sektora finansów publicznych ma wynieść 90 – 100 mld zł. Dziura w budżecie w 2010 r., wliczając w to wydatki unijne, ma sięgnąć 67,5 mld zł.
Mimo to rząd wcale nie ma hamulców w trwonieniu pieniędzy. Takim przykładem z ostatniej chwili jest pomysł nowej ustawy o dowodach osobistych. Jak podaje jeden z dzienników „wymiana dokumentów ma nas nic nie kosztować”! A niby kto ma za to zapłacić? Może nie zapłacimy wprost, ale poprzez zwiększone podatki i to nie mało, albowiem nowy dowód będzie mieć każdy, także niemowlęta.
Z tym tylko, że dzieciom do pięciu lat nowe dokumenty wydawane będą na pięć lat, podczas gdy starszych będą ważne przez lat dziesięć, ale w wieku 18 lat trzeba będzie znowu je wymienić, co oznacza, że ten „osiemnastoletni” będzie trzecim dowodem, a na tym przecież nie koniec. Nowe dokumenty zaopatrzone będą w chipy z informacjami o nas, co oznacza, że oto sprawdza się fantastyczna kiedyś, a realna już dzisiaj wizja świata totalitarnego.
To musi kosztować, a ponieważ podatków nie da się podnosić w nieskończoność, trzeba oszczędzać. Konieczność ta pozwala lepiej zrozumieć motywy Narodowego Funduszu Zdrowia o ograniczeniu „niestandardowego” leczenia chorób nowotworowych. Z punktu widzenia państwa socjalistycznego, osoby nieprodukcyjne, to osoby zbędne.
Nie przypadkiem najwyższy, choć najbardziej skarykaturowany postęp eugeniki dokonywał się w Niemczech za Hitlera, w socjalistycznym Królestwie Szwecji, ale i we współczesnej Holandii pod pretekstem eutanazji.
Socjalizm zawsze potrzebuje wielu ofiar.

Wydania: