Mietek Kowalcze: Czytane dla fabuły (25) – Nie samą fabułą żyje czytający!

01.jpg

Spotkanie z poetą Tomaszem Różyckim, także twórcą prozy („Złodzieje żarówek”), pokazało, że warto od czasu do czasu sięgnąć po wiersze. Dodajmy: dobre wiersze.
Omawiany w czwartkowy wieczór (i świetnie czytany przez autora) tom „Hulanki&Swawole” pozwala bowiem na to coś, co jeszcze ściślej wiąże piszącego z czytającymi. Mianowicie na to, żeby umowa, jaką stale zawieramy z twórcą sięgając po książki, a dotycząca zrozumienia tego czym jest literatura wypełniła się ściślej. Pełniej. Im pełniejsze bowiem obustronne, najpierw wykonanie, a później zrozumienie owej umowy, tym lepiej wiemy, że mamy do czynienia z dobrym (lub nie) tekstem. Czy to fabularnym, czy poetyckim. A dodatkowe myśli, przesłania, ba, wskazówki, to już sprawa naszej wrażliwości, sposobu myślenia, doświadczeń. Jakie tematy, jakie sfery emocji proponuje nam autor „Ręki pszczelarza” w „Hulankach”? O tematach za chwilę. Emocje i autorskie, i czytelnicze stały się bowiem pretekstem do eleganckiego sporu, wymiany myśli dotyczących tego, jakie są, jakie mogą być ich granice w tekstach, i w ich czytaniu. Ujawniliśmy nieco (trochę więcej w dyskusjach w internecie), jaki jest nasz paradygmat i jakie przyzwyczajenia w tej materii, jakie mamy oczekiwania. Tomasz Różycki, jak wyznał, znalazł własną twórczą równowagę.
Między emocjami, które przepracowuje („wychadza” je, przechodzi, dosłownie), a tym, co zostawia nam, czytającym. Nie jest zwolennikiem autorskiego, widowiskowego „rozdzierania szat”. Tak pracuje nad tekstem, żeby emocje zostawić nam. I w moim przekonaniu to się udaje.
W trakcie spotkania usłyszeliśmy o okolicznościach powstawania tekstów tomu. O pracy jako wykładowcy w Berlinie, o wojnie w Ukrainie, o licznych znajomych stamtąd, którzy poszli bronić ojczyzny przed okrutną napaścią, a Tomasza Różyckiego prosili o wiersze, nie o kolejne kamizelki kuloodporne. Poeta spełnił prośbę. Sporo tekstów ma swoje źródło we współodczuwającym obserwowaniu nieludzkości wojny. „Fabuła życia” przekształciła się w wiersze. Mamy je w zbiorze. Czytając tom spotykamy się też często z Kalipso, która przestrzega Odyseusza (i nas), żebyśmy się nie zakochiwali. Dlaczego? Czy tylko dlatego, że ona sama poświęciła dla miłości swoją nieśmiertelność? Och nie, nie tylko.
Tom zamyka wiersz „List”. Oto odnajdujemy (pewnie w butelce nad brzegiem) wyznanie poety, w którym zapisał wyznanie o tym, czym jest/była dla niego poezja, co stawało się dla jego pisania inspirującą materią.
George Steiner, któremu poeta dedykuje pierwszy wiersz tomu („Dwadzieścia siedem”), twierdzi, że „języki w chwilach przełomowych bywają konserwatywne”. Czy to oznacza, że możemy w nich znaleźć wsparcie? Siłę dla zrozumienia i przetrwania kolejnego przełomu, np. wojennego? Przy pomocy zbioru Tomasza Różyckiego zapewne to się uda.

Tomasz Różycki, Hulanki&SwawoleMietek. Wydawnictwo a5, Kraków 2024.
Mietek Kowalcze

PS Od PT Redaktorów „Bramy” dowiedziałem się, że rozmowa o emocjach w tekstach poetyckich, rozpoczęta w czasie wieczoru autorskiego, będzie miała w portalu ciąg dalszy. To dobra wiadomość. Dyskutujmy.