Hłasko (cz.II) Pomocnik kierowcy ciężarówki za 700 złotych. Nowych
I kolejna część poświęcona Hłasce: czyli tekst Miecia Kowalcze i Heni Szczepanowskiej - przytaczamy fragmenty (całość oczywiście w najnowszym wydaniu BRAMY).
"Z listów do mamy dowiadujemy się, że szesnastoletni Marek – pomocnik kierowcy na studebakerze zarabiał 700 złotych.
Warto przypomnieć parę informacji „ekonomicznych” z tamtego czasu. Danych, które dotyczyły zwykłych mieszkańców, nie rządzących. Bo rządzący tuż przed przyjazdem Marka Hłaski na Ziemię Kłodzką (połowa listopada 1950 roku) wprowadzają bardzo szybką denominację-reformę. Minister finansów Konstanty Dąbrowski w sobotę 28 października informuje posłów, że rząd podjął właśnie decyzję o wprowadzeniu do obiegu nowego pieniądza. Kolejnego zresztą. Złotego równego 0,222168 grama czystego złota, a którego kurs będzie wyglądał tak: 1 złoty równa się 1 rubel, 1 dolar równa się cztery złote. Jeśli chodzi o ceny i płace to wymiana będzie wynosiła 100 zł starych: 3 zł nowych, jeśli chodzi o gotówkę to relacja wyniesie 100:1. To nie wszystko. Stare nominały będą ważne, czyli będzie można je wymieniać od 30 października (poniedziałku) do 8 listopada 1950, później stracą ważność.
Jakie były szanse, żeby szybko zainwestować albo żeby dobrze ulokować zaoszczędzone pieniądze? Żadne po prostu. Przekonała się o tym dotkliwie Maria Dąbrowska. Mamy jej świadectwo. W niedzielę, czyli w dzień, kiedy coś można jeszcze było zrobić zadziałali jedynie ci, którzy mieli „wtyki” u rządzących i zdążyli pokombinować. Rodzina Hłasków do nich nie należała. Tak więc wróćmy do owych 700 złotych (nowych) pomocnika kierowcy i podajmy kilka przykładów z półki pod nazwą: co można było za to kupić? To też nie jest taka prosta sprawa i wymaga krótkiego wykładu z praktycznej ekonomii socjalizmu. A pokrętne to było niezwykle. Przeliczenie wszystkich cen odbywało się przy pomocy wartości kwintala żyta. I od razu: to 100 kilogramów miało trzy rodzaje cen. Z dostaw obowiązkowych: 58 zł, ze skupu ponadobowiązkowego: 185 zł, cena wolnorynkowa zaś to aż 276 zł. Jak sądzicie, która była brana pod uwagę przy zakupach butów, które kosztowały równowartość 120 kg żyta albo dobrego mydła, które było warte 65 kg żyta? I jeszcze zapytam, a ile wynosiła cena wódki, która była równowartością 11 kg? Dla uproszczenia pomijam sprawę przydziałów kartkowych, np. na chleb, bo te rządziły się swoimi prawami i swoimi cenami. Może ktoś z Czytelników „Bramy” przypomni sprawę bardziej szczegółowo! Osobiście.
A jakim narzędziem pracy „wyrabiał” swoje 700 złotych pomocnik Marek Hłasko?...."
"Hamulce na wagę życia /.../
Hotel robotniczy był domem dla wielu „przelotnych ptaków”, zaglądających zazwyczaj na kilka miesięcy do leśnego Eldorado. Zazwyczaj były to budynki po niemieckich schroniskach turystycznych, wyposażone w marny sprzęt, stare, przerdzewiałe łóżka, zapleśniałe materace. Bo można tu było dobrze zarobić, przetrwać trudne czasy, schować się na jakiś czas przed władzą lub niechcianą żoną. Rano trzeba było założyć niedosuszone spodnie, wilgotną kufajkę i koniecznie suche buty, a przynajmniej suche onuce. Wiadomo, że już końcem września w wysokich partiach gór leżał śnieg a normą były marznące deszcze i mokre zawieruchy. Jaka była jesień roku 50.? Nie wiem. Może słoneczna i ciepła i wtedy młody Hłasko mógł podziwiać przecudnej urody górskie lasy, kolorowe bajecznie, poprzetykane poranną mgłą i białą szadzią o poranku. Z jego książek wynika, że ta jesień była raczej zimna, mokra, ze wczesnym śniegiem...."