SENTYMENTALNE LĄDECKIE POWROTY
Ostatnio wyjątkowo rzadko bywam w kłodzkiej krainie. W czerwcu i lipcu miałem jednak okazję dwukrotnie odwiedzić mój – przepraszam nasz – Lądek. Zawsze chętnie tu wracam i promuję wokół to miejsce. Zrodziło się jednak przy okazji kilka refleksji. Być może inaczej odbieram lądecką rzeczywistość z pewnej odległości i perspektywy.
O ile lądecka starówka staje się coraz bardziej odmłodzona i zadbana, tego nie można jednak powiedzieć o uzdrowiskowej części. Niestety straszą tu zbyt liczne zaniedbane, wpadające w ruinę domy. Wyjątkowym tego przykładem jest m.in. dawne przedszkole naprzeciw „Jana”, gdzie balkony już tylko wiszą i lada dzień spadną – dobrze, że nie na ulicę. Podobnie dawna Kaskada i sąsiednie budynki usytuowane przy głównej ulicy Kościuszki. Nie lepiej naprzeciw Rezydencji Victoria, zresztą przykłady można mnożyć. Na Alei Marzeń zburzono dawne sanatorium, może to i dobrze, bowiem ostatnio było istną meliną. Dawni właściciele tych obiektów zapewne szybko sprzedali, ciesząc się, że mają już problem z głowy. Nowi nie kwapią się raczej do jakiegokolwiek remontu, nie mówię już o przywróceniu dawnej świetności. Władze miasta mają zapewne związane ręce, to już własność prywatna, niewiele podobno mogą zdziałać. Może zabrakło w umowie wymogu remontu w określonym czasie i zachowania obiektu w miarę w dobrym stanie technicznym. Podobne praktyki stosuje się np. we Włoszech, sprzedajemy za niską sumę, ale nowy właściciel ma 2-3 lata na przywrócenie dawnej świetności. U nas jak zwykle nic się nie da. Wiele obiektów ma pewnie zabytkowy charakter, stąd duża rola miejscowego konserwatora zabytków. Przykro przechodzić obok takich ruin, najlepiej byłoby zasłonić sobie i gościom oczy. Nie ma tego problemu w innych uzdrowiskach, tu nas inni wyprzedzają. Stąd Polanica, Kudowa i szereg innych uzdrowisk przyciąga nowych gości a nie straszy takim widokiem. Może to przykre, ale niestety prawdziwe.
Stąd gościom lepiej pokazać jedynie majestycznego „Wojciecha”, zaprosić na kawę do Albrechtshalle czy przejść się jedynie w bliskim sąsiedztwie, bo park wokół uroczy.
Szukając przez internet noclegu okazuje się, że duży wybór i wiele wolnych miejsc. Na każdą kieszeń i w dowolnym miejscu, mimo że sezon w pełni. W innych uzdrowiskach raczej trudno cokolwiek znaleźć. Być może brak pełnego obłożenia spowodowany jest takim stanem uzdrowiska. Dobrze, że sytuację ratują sanatoryjni kuracjusze i stali pasjonaci tego miejsca.
Wybieram się na Wrzosówkę, nie byłem tu już ponad 4-5 lat. I ponowne rozczarowanie. Lutynia i świetnie zagospodarowane miejsce przy kościółku daje chwilę wytchnienia. W drodze przewrócona wiata, warto ją postawić do pionu. Niewielu turystów, ale za to pasjonaci – jak wynika z rozmów – tego magicznego miejsca. Niestety kościółek zarośnięty wielką trawą i samosiejkami, trudno nawet do niego dojść. Kiedyś miejsce wypielęgnowane, dzisiaj wyjątkowo zaniedbane. Może dzielni strażacy sprawujący tu dawniej opiekę, postarają się przynajmniej wykosić wokół te chaszcze. Niestety Wrzosówka, a widać to z oddali, jest już częściowo zabudowywana. Kiedyś walczyliśmy o zachowanie jej w stanie wolnym, niestety zabiera się ostatni kawałek tak magicznego miejsca. Niewielu wróci to po raz kolejny, żal tylko tego miejsca.
Może lepiej wybrać szlak na Borówkową wprost z granicznego przejścia. Kolejne niestety lądeckie rozczarowanie.
Za to Trojan wynagradza wszystko. Nowozbudowana platforma widokowa wynagradza trud wspinania, z wnukami wybraliśmy jednak mniej uciążliwą drogę pożarową. Tego miejsca nie można sobie odpuścić. To kolejna prestiżowa wizytówka naszego Lądka, stąd liczne grupy turystów zwłaszcza rodzin z dziećmi.
Po drodze źródło św. Jadwigi. Miesiąc temu zaniedbane, dzisiaj może za przyczyną odbywającego się festiwalu już posprzątane i czyste. Jedynie ławeczka nadal zdewastowana, mała wprawdzie rzecz a jednak szpeci.
Wybieramy się do Jaskini Radochowskiej. Miejsce warte odwiedzenia zwłaszcza dla dzieciaków. Jedynie oznakowanie dojazdu warto poprawić i uzupełnić.
Wcześniej była kopalnia złota, miejsce już bardziej komercyjne, ale za to jaka frajda dla młodych. Złoty Stok postawił ostatnio ostro na gości, przygotowano trasy spacerowe i wiele atrakcji. Frajdą jest Retro City Tour czyli zwiedzanie z przewodnikiem stylizowanym starym samochodem.
Przysłowiową wisienką na lądeckim torcie jest właśnie odbywający się tu w dn. 6-13 lipca Międzynarodowy Festiwal Tańca. Wtedy lądecki amfiteatr, ale i inne miejsca ożywiają się na nowo. Wysoki poziom artystyczny, liczne spektakle, stąd i tłumy wokół. Swoją obecnością zaszczyciły Lądek takie baletowe zespoły, jak Opera Śląska z Bytomia, Teatr Wielki z Poznania czy Olsztyński Teatr Tańca.
Mnie jednak a i zapewne widzów zachwycił spektakl „Dziewczynka z zapałkami” w wykonaniu uczniów Akademii Sztuki Baletowej „Balerina” z Żarek w choreografii Łukasza Zasika. Młody zespół jest zresztą laureatem Międzynarodowego Konkursu Choreograficznego im. B. Kociołkowskiej w Bytomiu. Zaskakująco wysoki poziom i ta muzyka, to był faktycznie wieczór wielkich artystycznych doznań i wrażeń. I jak tu nie wracać do Lądka ...
Korzystając z okazji dziękuję p. Agnieszce za miłe przyjęcie.