Czytane dla fabuły (14). I chandleryzmów!

Autor: 
Mietek Kowalcze:
01-chandler.jpg

Na podsumowanie wakacji „Czytania dla fabuły” klasyka. Jednak nie tyle chodzi tutaj o samą fabułę, ile o specyficzne związane z nią wyliczenie. Jednak po kolei. Regularnie w piątki, co tydzień, w paśmie porannym jednej z rozgłośni radiowych profesor Ryszard Koziołek w ramach swoich felietonów rekomendował czytanie książek Raymonda Chandlera. Czyli wakacyjne klimaty w pełni. Warto zauważyć, że w tym samym tygodniu przed budynkiem, w którym profesor pracuje (rektorat UŚl) toczył się Tydzień Nudy w ramach Śląskiego Festiwalu Nauki. Zbieg okoliczności? No cóż, to na inną rozmowę. Wróćmy do tematu. Suspens, kryminalne i nie tylko zagwozdki, wyraziste postaci, „historyczne” już spostrzeżenia o życiu społecznym (od czasu do czasu mocno dziś niepoprawne politycznie), no i oczywiście wielopoziomowe zagadki. Z wyrazistym Philipem Marlowem. To wszystko wiadomo, to przecież dlatego sięgamy chętnie po raz kolejny po znane już nam kryminały. A szczególnie te, które należą już do kanonu popkultury a teraz mają i nowe tłumaczenia. Ale ale, dodaje rektor UŚl, pozostaje jeszcze bardzo ciekawa sfera u Chandlera właśnie. Językowa. Chodzi o porównania. Ciekawe, trafne, często niespodziewane. Wybrałem ich garść z najbardziej znanej powieści o kolejach życia Philipa Marlowe’a.
Spoglądał na zakurzone okna w ekstatycznym skupieniu, jak imigrant z Europy, który pierwszy raz ujrzał Statuę Wolności. Był to olbrzymi mężczyzna, mniej więcej sześć stóp i pięć cali wzrostu i gruby jak cysterna na piwo.
Nawet na Central Avenue, na której tłum wcale nie jest szary, wyglądał mniej więcej tak dyskretnie jak na przykład tarantula na biszkoptowym cieście.
…w oczach pojawił mu się daleki błysk jak światełko na końcu zakurzonego korytarza.
Jego uśmiech wyglądał tak samo podstępnie jak zepsuta pułapka na myszy.
Grzeszni ludziska padają jak rzeźne bydlęta, ale tam w górze czeka ich miłosierdzie. 
Prostokątne przejście prowadziło do pokoju stołowego z poplamionym stołem, a wahadłowe drzwi całe poznaczone śladami palców - do kuchni. Stały dwie sfatygowane lampy z jaskrawymi niegdyś abażurami, które dziś wyglądały tak wesoło jak wiekowe prostytutki.
Fałszywa czułość, cienka jak chińska herbata, pojawiła się na jej twarzy i w głosie.
Tu i ówdzie majaczyło w ciemności samotne żółte okno jak ostatnia pomarańcza.
Ten wóz widać z daleka jak getry na pikniku w Iowa.
Ma pan stosowne poczucie humoru... jak pomocnik grabarza.
Po drugiej stronie drogi ciągnął się pas nagiej gliny, na którego skraju rozsiane z rzadka polne kwiaty czepiały się wytrwale jak niegrzeczne dzieci, kiedy nie chcą iść do łóżka.
Pod stopami otworzyło mi się jezioro ciemności, dużo, dużo czarniejsze niż najczarniejsza noc. Wpadłem w nie. Nie miało dna.
Była bardziej nawalona niż kombatanci na zjeździe.
Jej chichot był coraz donośniejszy i rozchodził się jak szczury za boazerią.
Martwi ciążą bardziej niż złamane serca
.

Raymond Chandler, Żegnaj, laleczko. Tłum. Ewa Życieńska, Wydawnictwo C&T, Warszawa 2022.

Wydania: