Helikon – Polanicki Klub Literacki – Janusz Olearnik: Lato pachnące miętą…
„…lato koloru malin, lato zielonych lasów, lato kukułek i czajek” (Katarzyna Jamroz). Oto są słowa starej piosenki wakacyjnej, które przywołują wiele wspomnień z czasów jeszcze przed erą smartfonów, internetu, facebooka. Wtedy to ludzie inaczej cieszyli się latem – mięta pachniała, maliny dojrzewały, kukułki odliczały wróżby. Czasy się zmieniły radykalnie, ale nawet poza naszymi zmysłami lato wciąż pachnie ową miętą i to jest cudowne, zawsze na to czekamy. Czekamy na lipcowe lato, właśnie przyszło! Jak w tej nastrojowej strofie Ewy Pilipczuk:
„Czas rozedrgany pszczół brzęczeniem,
pole wyzłaca się orkiszem,
drzewa upalne kładą cienie
piaszczystym traktem stąpa lipiec. (…)”
W lipcu nabieramy dystansu do świata i tych codzienności, które zwykle nam dokuczają, doświadczamy luzu, gapimy się na zieleń wszechobecną i na błękit nad głowami, troski stają się trochę mniejsze, przyjemności zjawiają się nie wiadomo skąd, lepiej się żyje. I po prostu cieszymy się tym, że jesteśmy, jak w tym wierszu Kazimierza Wierzyńskiego „Na łące”:
Leżę na łące,
Nikogo nie ma: ja i słońce.
Ciszą nabrzmiałą i wezbraną.
Napływa myśl:
- To pachnie siano.
Wiatr ciągnie po trawach z szelestem,
A u góry
Siostry moje, białe chmury,
Wędrują na wschód.
Czy nie za wiele mi, że jestem?
Podobny klimat beztroskiego lata znajdujemy w wierszu „Lipiec” zapomnianej poetki międzywojennej – Loli Szereszewskiej
Pić światło, róże wdychać, rozgrzane i krwawe,
Zataczać niby mucha oszalałe kręgi,
Rzucać się w nurty łąki, na wilgotną trawę,
Deptać ścieżek omszonych zaśniedziałe wstęgi.
Patrzeć w niebo bez końca, do zawrotu głowy,
Śledzić pochód obłoków, tańczące jaskółki,
Głaskać szare owieczki i łaciate krowy,
Złoty miód, złote masło kłaść na złote bułki.
Zapach leśnych poziomek gnieść na podniebieniu,
Dotykać lepkich grzybów, brodzić w polnych kwiatach,
Łykać ogień na słońcu i srebrny chłód w cieniu,
A w żyłach mieć żar lipca i dojrzałość lata.
W lipcu moja wena robi sobie przerwę i znika gdzieś w wirze wakacyjnych przyjemności. Bez niej trudno o nowe pomysły poetyckie. A tak w ogóle, to te pomysły zazwyczaj przychodzą nocą, ale nie tą lipcową, widać ona za krótka na poetyckie poczęcie. Potem już jest łatwiej, choć odbywa się to kosztem bezsenności, jak w tym moim wierszu „Narodziny”:
Żegluję
po nieruchomym oceanie nocy
czekając na sen
otulony puchem marzeń
spełnionych i niespełnionych
zatopiony pośród wspomnień
dobrych i niedobrych
targany wichrami uniesień
minionych i wyśnionych
spętany listą zadań
na jutro i pojutrze
zanurzony w mroku
beznadziejnych poszukiwań
niczego nie znajdę
w końcu dotrę do przystani poranka
zmęczony
ale szczęśliwy
kolejnym nowym dniem
czasami
w tym nocnym wędrowaniu
narodzi się wiersz
Lipiec jako miesiąc otwierający czas wielkiego wypoczynku, podróżowania, beztroski jest okresem podatnym na rzeczy niezwykłe, czasem doprowadzając nas do granic (wakacyjnego) szaleństwa. Widać to w przebojowej niegdyś piosence zespołu Formacja Nieżywych Schabuff, gdzie słowami Aleksandra Klepacza snuje się taki refren: „lato, lato wszędzie, zwariowało, oszalało moje serce”. Znacznie spokojniej, ale jakże porywająco opowiada o tym przebój Urszuli do tekstu Marka Dutkiewicza:
Dmuchawce latawce wiatr
Daleko z betonu świat
Jak porażeni
Bosko zmęczeni
Posłuchaj
Muzyka na smykach gra
Do ciebie po niebie szłam
Tobą oddycham
Płonę i znikam
Chodź ze mną
Zawsze jest tak, iż nasze postrzeganie świata, nasze doświadczenia i przeżycia, wszystko to zależy od czasu i miejsca. Niechaj tym czasem będzie lipiec, a tym miejscem – Polanica-Zdrój. Zaglądnijmy więc do lipcowego Zdroju polanickiego – kolorowo tam i ciepło, na ogół gwarnie, ale można znaleźć nastrojowe miejsca do zadumy, wyciszenia, czy przeczytania wiersza. Podsuwam tu dwa wiersze Walentyny Anny Kubik, zanurzone w zdrojowym, lipcowym klimacie.
Wczesnym świtem
Świt przeciera zaspane oczy
park leśny jeszcze drzemie
psy wyprowadzają swoich właścicieli
na poranny spacer
Mechaniczny koń
z pomarańczowym kogutem na głowie
burczy i prycha
wiatr zaszył się w leśnej ściółce
i śpi w najlepsze
Wstaje dzień szary przymglony
skurczony z chłodu
przeciąga się ziewając
zapala kosmiczny lampion
i płonie rzęsiście nad Zdrojem
Letnia impresja
Polanica pachnie jaśminami,
słodką wonią wzdycha kremowy kwiat,
lubię spacerować przy księżycu,
chwytać w dłonie roztańczony wiatr,
przy fontannie usiąść w srebrnej mgle,
tchnieniem nocy letniej upić się,
wziąć swe miasto w ramiona,
zatańczyć przy neonach
lekki walc w letnią noc
Polanica i ja.
Polanica jest coraz to inna, właśnie w czerwcu oddano mieszkańcom i kuracjuszom odnowiony Park Zdrojowy, otwarto charakterystyczny pomnik-ławeczkę profesora Zbigniewa Horbowego i doktora Wiesława Malki, a Towarzystwo Miłośników Polanicy wydało piękną książkę „Polanickie kropelki słów” zawierającą wiersze poetów Klubu Literackiego Helikon oraz kolorowe obrazy Henryka Szypuły, pokazujące najpiękniejsze polanickie zakątki. Cieszmy się Polanicą, radujmy się słonecznym lipcem!