Polanicki Klub Poetycki HELIKON – cz. I: Janusz Olearnik „Czerwcowe nastroje optymistyczne (chociaż znów te wybory…)”
Poeci wychwalają czerwiec i jego nastroje. Najpiękniej, najbardziej melodyjnie jest chyba u Gałczyńskiego w „Pieśni o nocy czerwcowej”:
„Ja jestem noc czerwcowa,
królowa jaśminowa,
zapatrzcie się w moje ręce,
wsłuchajcie się w śpiewny chód” (…)
A u Stanisława Grochowiaka w wierszu „Czerwiec” pojawiają się wybory, gdzie na te wakacje wyjechać?
„Nie oszczędza nas czerwiec. Zwiastuje wanilią
Prędki odjazd, jak trąbką naglący pocztylion.
W mapach świata szukamy: wonne lasy, może
Szczerby gór wyraziste, parujące morze?
Inny w spalin zaduchu waży: wziąć rodzinę, zawieźć
W plastry pasiek buczących, między gruszki, na wieś?” (…)
Bogusław Leśmian w wierszu „Oczy w niebiosach” postrzega czerwiec po swojemu – jako zbłąkany i śniący, ale rozkwitły.
(…) „Widzimy Czerwiec, zbłąkany wśród cieni,
Rozkwitły w nieba szafirowym skwarze
Bez drzew, bez kwiatów — a śniący w bezmiarze
O jagód leśnych padolnej czerwieni” (…)
O czerwcu można też frywolniej, tak jak Józef Birkenmajer w wierszu „Czerwiec”:
„Pachnie łączka wykoszona
i zapachem swym nas wabi.
Hej, na folwark pobiegnijmy,
tam, gdzie Kachna siano grabi!
Pachnie łączka, sianko pachnie;
idźmy płatać figle Kachnie!” (…)
Znalazłem też nastrojowy opis czerwca w wierszu Krystyny Sobocińskiej „Czerwiec” (www.marhan.pl):
„Piwoniami się czerwiec rozszalał,
krótkie noce jaśminem rozbielił,
do jeziora tyle wody nalał,
że rozkwitły tysiące grążeli.
I te łąki, te łąki nad strugą
firletkami, jaskrami upstrzone,
te irysy kwitnące tak długo,
złotą falą w sitowie wplecione.
A ja marzę, tym pięknem olśniona,
w twe ramiona wtulona bezpiecznie,
by ten czerwiec, ta kwiecista ikona
był i w zimie, w jesieni, trwał WIECZNIE!”
Na koniec tego krótkiego przeglądu czerwcowych nastrojów przywołajmy westchnienie Ani z Wyspy (Lucy M. Montgomery, „Ania z Wyspy”): „Ciekawam, jakie byłoby życie w świecie, gdzie panowałby stale czerwiec”…
Tak pięknie można by o tym czerwcu marzyć, tymczasem przyszedł czerwiec 2024, a w nim znów wybory. Pójdziemy głosować, wybierać, decydować, uczestniczyć w sprawowaniu władzy, piękne to i niełatwe. A najtrudniej wytrzymać ten jazgot przedwyborczy, niekulturalny bełkot kandydatów skonfliktowanych stronnictw: my – cacy, oni – be. Będą się tak okładali inwektywami, oskarżeniami, epitetami, nie bacząc na to, że wyborcy chcieliby usłyszeć jakiś program, konkret, realistyczną obietnicę, a nawet zobowiązanie do zmiany na lepsze, może nawet przewrotu, jak w tym wierszyku Aleksandra Fredry „Wybory”:
„Cóż oznajmi wybór bliski,
Kto najwięcej głosów skupi?
Ów rozumny, ale śliski,
Ten poczciwy, ale głupi,
Ów ubogi, ten bogaty;
Wszystko to jedno w istocie,
Biały, czarny, czy srokaty,
Musi myśleć o przewrocie,
A przewrotu nic nie wstrzyma,
Na to człowiek siły nie ma.
Bo ruch życia jest objawem,
Życie światów Boskiem prawem.
Wyznajmy zatem w pokorze,
Że inaczej być nie może.”
W czerwcu mamy wybory do Parlamentu Europejskiego, wszyscy krzyczą, że ważne, bardzo ważne, decydujące. A o czym one zadecydują? Idąc do tych wyborów, oddając swój głos, wybieramy drogę dla naszych potomnych: głosując (jakkolwiek) – jesteśmy za drogą do Europy, pełną wyzwań, ale i szans; pozostając w domu – wybieramy nasz polski grajdołek, żeby było tak jak teraz. Pierwsza droga jest trudniejsza, więc może posłuchać rady mądrego poety Zbigniewa Herberta: „Jeśli masz dwie drogi do wyboru, wybieraj zawsze drogę trudniejszą dla ciebie" (Herbert nieznany. Rozmowy. Wyd. Fundacja Zeszytów Literackich).
Szczęśliwie do końca roku nie będzie już żadnych wyborów, więc można będzie się spokojnie dalej kłócić i dzielić. Jest takie powiedzenie „pięknie się różnić”, ale my Polacy tego nie potrafimy, jak na razie. Wołam zatem z odrobiną patosu – różnijmy się pięknie i gódźmy się w sprawach najważniejszych, a słowem-kluczem dla wszystkich niechaj będzie słowo TOLERANCJA! Jak w tym sympatycznym wierszyku dziecięcym Emilii Wazner pt. „Wyspa tolerancji” (https://zspligotaksiazeca.szkolnastrona.pl/art,1313,wiersze-dzieci-o-tol...):
Kiedyś popłynę w rejs daleki,
by poznać egzotyczne kraje,
podziwiać lasy, góry, rzeki
i rajskie ptaki, jakby z bajek.
Wokół równika świat opłynę
i z Antarktydy po Arktykę,
aby odnaleźć cud- krainę,
gdzie nikt nie sięga po krytykę.
Nikt nie zna kłótni, fochów, dąsów
i zgodnie obok siebie żyją
w wesołym gwarze zabaw, pląsów
ci, co są chudzi, ci, co tyją.
Nikt rudych włosów nie wyśmiewa
piegi też nie przeszkadzają.
Dla wszystkich tutaj rosną drzewa,
dla wszystkich strumyk szemrze w gaju.
Przezwiska nie są tutaj znane,
ni zazdrość, ani też nienawiść.
Każdy szanuje twoje zdanie
i z kim chcesz, to się możesz się bawić.
Jeśli odkryję takie miejsce -
być może w czasie tych wakacji -
zaraz na mapie je umieszczę
i nazwę WYSPĄ TOLERANCJI.
Dosyć o polityce i o podziałach. Wróćmy do czerwcowych nastrojów. Przed drzwiami czeka już lato, wakacje, wypoczynek, dni takie długie, tyle słońca, dojrzewają owoce. W obliczu tego piękna nie mamy żadnego wyboru – musimy się radować, po prostu – całym czerwcem i całym sercem.