W Kłodzku zatrzymał się czas

Autor: 
Mietek Kowalcze
Bez nazwy 1aa.jpg

Spokojnie. Nie ma tym żadnego podtekstu. Tytuł to wyłącznie czytelniczy punkt widzenia po lekturze powieści Bartłomieja Malinowskiego „Zatrzymaj się” – dwutomowej prozy, której akcja toczy się w Kłodzku. Spotkanie z autorem, tuż po wydaniu drugiej części (informacja w bieżącym numerze „Bramy”), pozwoliło na bogatsze odniesienia do książki, na rozszerzenie naszych własnych interpretacji. Młody (1992) kłodzki twórca przyznaje, że wypełnił pomysł na powieść niejednowymiarową, niełatwą do zakwalifikowania do gotowej, wyznaczonej przez badaczy kategorii. To prawda. Lubimy jednak poruszać się po rozpoznawalnych modelach, stąd autor (naciskany) zasugerował, że najbliżej jego fabule do suspensu. Z tym także należy się zgodzić.
Z prostego powodu – stale w czasie czytania zadajemy sobie pytanie: co będzie dalej? Jakie sytuacje, postawy, zachowania i wybory wydarzą się w naszym mieście? W mieście,
w którym zatrzymał się czas. Nie płynie. Ten wymiar fizycznego świata nie ulega bowiem zmianie. Znieruchomiał. Co dzieje się wtedy z przestrzenią? Przestrzeń wraz z jej użytkownikami zamiera. Przyzwyczajeni do nieodwołalnej łączności newtonowskich wymiarów tracimy orientację? Przywykamy? A może przestają mieć one znaczenie? Tylko trochę zdradzę z treści książek, sam kierunek pomysłu. Czas zatrzymuje się (II tom) nie dla wszystkich bohaterów. Tajson, którego poznaliśmy w I tomie (i niezbyt polubiliśmy) pokonuje przestrzeń Kłodzka i okolic mimo nieruchomego czasu. Wyzwala się z objęć twardego, absolutnego współistnienia obu wymiarów. I owo wyzwolenie ma drugą, okropną stronę. Bohater jest postacią, która zachowuje się jak ktoś długo zniewolony przemocą własnych cech i oczekiwań innych, a teraz został spuszczony z uwięzi. I… hulaj dusza (i ciało), bo piekła nie ma. Uff, dzieje się, dzieje. Autor spokojnie i z umiarem komentuje – to przecież fabuła, która pozwala czytelniczce i czytelnikowi na odczytywanie ukrytych znaczeń i masek na indywidualnym poziomie emocji i przyjmowania fikcji. Skomplikowanej. Z niespodziewanymi zwrotami akcji i niebagatelnym pomysłami. No cóż, pozostaje prosta czytelnicza rada – zajrzyjcie do książki! A nawet książek. Warto. Bo i trochę baśni można w nich odkryć, a nie tylko (prawie) realistyczny obraz  naszego miasta i jego mieszkanek i mieszkańców. No i przekonać się, czy czas w końcu znowu ruszy.

Wydania: