Powiedzcie mi, czy to normalne?

Autor: 
Henryk Grzybowski
2stolpersteiny z Landshut kl.jpg
3Glatz Matthias Gerung 1536 popr..jpg

Członek facebookowej grupy Kłodzko przed rokiem 1945, Zbyszek Drobik, na swoim profilu opublikował zdjęcie kamieni chodnikowych z tabliczkami (tzw. stolpersteinów) w bawarskim mieście Landhshut.
Z napisów na nich wynika, że Jeanette Scheinmann i jej mąż Nathan przeżyli Zagładę, bo w 1938 r. uciekli do Polski.
Moja fiksacja (możecie to nazwać fiołem lub rozwiniętą wyobraźnią, czy to normalne?) natychmiast podsunęła mi związki z Kłodzkiem przed rokiem 1945. Wiecie jakie?
Pierwszy. W październiku 1938 roku Niemcy wyrzucili z kraju na granicę polską w Zbąszyniu 15 000 Żydów pochodzących z Polski (prawdopodobnie także Scheinmannów z Landshut). Ludzie ci przez kilkanaście dni koczowali na granicy, bez jedzenia i picia itp. Władze sanacyjne nie kwapiły się, by przyjąć aż taką ich liczbę. W listopadzie Herschel Grynszpan zastrzelił za to (na granicy była jego rodzina) radcę ambasady niemieckiej w Paryżu. Naziści urządzili wtedy noc pogromu i spalili synagogi w całych Niemczech, także tę w Kłodzku. Paradoksalnie nieliczni z deportowanych wówczas do Polski Żydów ocaleli.
Drugi. Warto odwiedzić ratusz w Landshut, bowiem na jego ścianach namalowane są sceny wesela – słynnego Wesela z Landshut.
10 października minęło 548 lat od chwili, gdy Jadwiga, najstarsza córka Kazimierza Jagiellończyka, opuściła Polskę. W 1475 roku wydano ją bowiem za księcia Bawarii Jerzego Bogatego. Był naprawdę niebotycznie bogaty a wesele kosztowało miliony. Od 1903 roku, co cztery lata, wesele w Landshut za przyczyną pewnego sprytnego restauratora obchodzone jest jako święto. No dobrze, ale gdzie tu Kłodzko?
Otóż rozrzutny wnuk Jadwigi Jagiellonki, Otto Henryk (niem. Ottheinrich), któremu już skończyły się pieniądze (ach te wyprawy do Ziemi Świętej, Wenecji, Kastylii, Aragonii, słodkiej Francji, uczty i dwór...) przypomniał sobie o niewypłaconym posagu babki (704 kg srebra i to bez odsetek). Sprawę mógł uregulować brat Jadwigi, król Polski Zygmunt I Stary. Ottheinrich udał się więc pod koniec 1536 roku do Krakowa. W czasie tej podróży towarzyszący mu rysownik Matthias Gerung wykonał ok. 50 wedut napotkanych miejscowości, w tym Nachodu z zamkiem Homole oraz Kłodzka z widocznym zamkiem na Fortecznej Górze. Są to ich najstarsze przedstawienia.
Pamiętniki księcia Ottheinricha nie dotrwały do naszych czasów. Nie wiadomo, jaki był prawdziwy cel jego podróży do Krakowa i Berlina, bo tak naprawdę bankierom z Norymbergi i Augsburga więcej możliwości dawał niewykupiony weksel królewski, niż gotówka. Desperacja? Przeszpiegi... czyżby te rysunki?... Poszukiwanie kolejnej zasobnej narzeczonej? Książę był wprawdzie żonaty i to z Zuzanną, córką Albrechta Mądrego (który wcześniej chciał zagarnąć Landshut, no tak, z rodziną to najlepiej na zdjęciu) a wdową po margrabim Ansbach Kazimierzu, najstarszym synu Zofii Jagiellonki... domyślacie się już?... tak, siostry jego babki Jadwigi! Był też Kazimierz starszym bratem wielkiego mistrza krzyżackiego Albrechta Hohenzollerna (tego od Hołdu). Jednak z Zuzanną Ottheinrich nie miał dzieci. Choć ona miała ich pięcioro z Kazimierzem. Może ze strachu, bo słynął z okrucieństwa (wobec zbuntowanych chłopów).
Na widoku Kłodzka Matthiasa Gerunga widoczne są: zamek, poniżej kościół augustianów, ratusz w stanie sprzed budowy nowego renesansowego budynku w 1549 r., kościół parafialny Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z wieżami o różnej wysokości (widoczny jeszcze żuraw budowlany), na prawo (pewnie przy drodze do Nysy) miejsce egzekucji Rabenstein (Kruczy Kamień). Jak to dobrze, że mamy tę wedutę. Dwadzieścia lat później Ottheinrich nie zdzierżyłby łatwo trudów podróży, o ile w ogóle wszedłby w buty... wtedy ważył już 200 kg!
Z całą pewnością nie przepił babcinego wiana, bo... przejadł!
No i powiedzcie mi teraz, czy to normalne?

Wydania: