No i siedzę przed komputerem i zamierzam ... ...no właśnie, co? – lipcowe dumania
Jest koniec lipca. Pogoda u nas, to znaczy na Ziemi Kłodzkiej, dość łaskawa, szczególnie kiedy oglądam obrazki z innych stron Polski, czy z południa Europy. Słońce jest, chmurki też są, upalnie jest, ale niekiedy wieczorem można zapalić w kominku, bo „rześko” na polu i jakieś 14 st. C. Żyć, żyje się spokojnie, gdyby nie ten podział na swoich i tych, z drugiej strony. Bo atakuje nas (mnie) nieustannie „polityka”. Ale jakaż to „polityka”. Ni pies ni wydra a tak według mnie – to nieustanne babranie się w piaskownicy grupki chuligańskich dzieciaków w długich spodniach pod krawatami (zdarza się) i dużych dziewczynek co to gotują własne dania, chyba na niby, bo zjeść się tego nie da.
Ale, ale, na Ziemi Kłodzkiej w miarę spokojnie i pod tym względem. I pod jeszcze jednym: żywność, jedzenie, nie strzela tak w górę – jak np. nad morzem. Jeszcze w tym roku tam nie byłem, ale znajomi aż lekko przerażeni. U nas też nie możemy ogonić się od turystów a cen tak nie windujemy. Można nieźle zjeść w naszych barach a i obfitość wszelaka ... Żeby tylko nie te podziały wśród nas ... jeszcze staramy się nie zahaczać o drażliwe tematy ze znajomymi ( i z tymi od wielu lat znajomymi). Jeszcze „przymykamy oko” na niektóre zdarzenia, bo przecież to taki fajny był znajomy, co mu się stało?... ale zbliżają się do nas wybory do sejmu... I trzeba się będzie opowiedzieć po jednej bądź drugiej stronie. Albo zamknąć się „na amen” – niech se tam głowy pourywają ...
A mnie się tak nie da. Nie potrafię „zamknąć się” jak w tv mnożą się wulgaryzmy, mnożą się „wycieczki osobiste” typu „ryży”, które nawet u dzieci są naprawdę mało tolerowane ... Mam „znajomych”, tych, co to wędrują przez Kłodzko dzień w dzień w poszukiwaniu „kierownika dla dwóch złotych”. Nawet oni, jak używają wulgaryzmów, to potocznie, jako przecinki w zdaniu. I tak mnie to razi, więc często mówię: nie używaj wulgaryzmów bez powodu – one są do używania tylko w chwilach naprawdę koniecznych kiedy już nic po zwykłym słowie nie dociera do rozmówcy. Niekiedy słuchają, niekiedy patrzą na mnie „jakbym z księżyca spadł”, niekiedy nawet się nad tym co powiedziałem – zastanawiają. Czyżby wśród polityków, rozmówców już nie ma innych słów niż wulgaryzmy czy też inaczej, „po ludzku”, uzgadniać stanowisk już się nie da? Mam sporą pewność co do tego, że naprawdę systemowo doprowadziła nas do tego stanu obecna polityka rządzących. Wśród nas postawili wieżę dziwnego prawa, gdzie nie ma podziału na dobro i zło, nie ma podziału na prawdę i kłamstwo. I najdziwniejsze jest to, że zatarły się podziały: są tylko półprawdy, półkłamstwa i jeszcze na dodatek zamglone, bez jakichkolwiek konturów. Dziwna to gra. Niedobra to gra. Kiedy trochę można, trochę nie, trochę dobrze, trochę „nie tak”...
W tym systemie wszyscy są usprawiedliwieni, wszyscy są winni, nikt nie jest winny... I chyba tak jest kiedy na polu szarówka, kiedy rozmazują się postacie, kiedy nie wiadomo czy to cień czy postać rzeczywista.
Ot, zapędziłem się „ponad góry, ponad lasy” w tereny, gdzie kombinować można, byleby zgodnie z wolą rządzących, gdzie można być uczciwym byleby nie za bardzo deptać po piętach decydentom, gdzie można być obojętnym na wszystko co poza mną byle bym dostał za darmo, co mi obiecali...
Ot, zapędziłem się daleko, daleko ... a chciałbym wrócić do zwyczajności, czyli: odpowiedzialności za swoje postępowanie, za swoje słowo, za czynienie. Chciałbym mieć zapłatę za dobrze wykonaną pracę i nie uchylać się od odpowiedzialności a nawet kary kiedy przekroczę próg uczciwości.
I tak sobie dumam: „baju baju, będziesz w raju”. Koniec.