Nieznany marsz śmierci. Spotkanie w Muzeum Ziemi Kłodzkiej
Temat marszów śmierci z obozu Auschwitz-Birkenau, mających na celu zapewnienie siły roboczej na terenach pozostających jeszcze pod kontrolą Wehrmachtu, jest na ogół powszechnie znany. Zaczęło się wtedy, gdy 12 stycznia z przyczółka baranowsko-sandomierskiego przypuściły szturm oddziały 1. Frontu Ukraińskiego, przesuwając się w kierunku Wisły i Śląska. Ale marsze śmierci odbywały się wówczas w całej Europie, było ich około 100, w których maszerowało pod knutem groźbą śmierci w przypadku zwolnienia tempa 250 000 więźniów.
Nieznany był jednak fakt, że także Kłodzko i Ziemia Kłodzka były punktami trasy jednego z nich. O marszu śmierci, który przeszedł przez Kłodzko w styczniu 1945 r. mówiono w Muzeum Ziemi Kłodzkiej na spotkaniu 27 kwietnia 2023 roku.
Z Oświęcimia pochód 3000 wycieńczonych, półżywych więźniów, zmuszonych do marszu przez zaśnieżone drogi na czasem dwudziestostopniowym mrozie, do tego odzianych w obozowe pasiaki i drewniane chodaki, przeszedł wcześniej przez Gliwice, Prudnik, Złoty Stok. Z Kłodzka miał przez Ząbkowice, Bielawę i Jelenią Górę dotrzeć do Geppersdorfu (obecnie Milęcice koło Lubomierza). Jednak nie prostą drogą, a klucząc, powracając, dzieląc i łącząc się po drodze. Do Raciborza dotarło 1500 więźniów, do Kłodzka 1400, do Bielawy 1100, do Wałbrzycha 750, do Jeleniej Góry 400, a do Geppersdorfu 280. Z 3000 osób.
W Kłodzku więźniowie byli kwaterowani w budynku dawnego urzędu skarbowego (Finanzamtu) przy obecnej ulicy Wandy, na terenie zajmowanym obecnie przez Kłodzką Szkołę Przedsiębiorczości. Paradoksem jest to, że niecały rok później obiekt ten był punktem zbornym Niemców wysiedlanych z powiatu kłodzkiego w ich drodze na Dworzec Gł. do Niemiec.
Organizatorem spotkania było Muzeum Ziemi Kłodzkiej, a koordynatorami Joanna Stoklasek-Michalak oraz Henryk Grzybowski. Jednak inicjatorem był dawny mieszkaniec miasta Rembert Boese, którego mama, siostra i sąsiadka były 29 stycznia 1945 roku świadkami pochodu przez dzisiejszą ulicę Wandy. Boese, sam wtedy zbyt mały, by to oglądać, od lat zabiegał o przywrócenie pamięci o tym wydarzeniu. Czterej uczestnicy: Rembert Boese, Lion Tokkies (Holandia), Marek Pędziwol (dziennikarz Deutsche Welle) i Henryk Grzybowski omawiali wyświetlane prezentacje i rozmawiali. Spotkanie zakończyło się ożywioną dyskusją. Tłumaczem podczas spotkania była Arleta Kalinowska.
H. Grzybowski przedstawił prezentację opartą na materiałach Boesego. O tym, jak w Muzeum Zagłady Jad Waszem w Jerozolimie, patrząc na mapę, uświadomił sobie, ze marsz przechodził przez jego Kłodzko i wtedy przypomniał sobie opowieści matki i siostry. Rembert Boese sądzi, że nie wszyscy ci, którzy nie dotarli do Geppersdorfu, zginęli na trasie marszu. Część z nich przekazywano do innych komand. W Glatz straciło życie 15 więźniów, córka dozorcy opisywała, że w dzień po odejściu pochodu robotnicy wywozili ich ciała. Inne źródła podają, że w koszarowych barakach więźniowie z marszu śmierci byli przetrzymywani do 8 maja. Kłodzko wyzwoliły oddziały 59. Armii I Frontu Ukraińskiego, te same zresztą, które wyzwoliły Auschwitz.
Badacz tamtych wydarzeń, pochodzący z Holandii Lion Tokkies opowiedział o swoich badaniach. Odnalazł Marka Pędziwola i Boesego po publikacji Marka w Deutsche Welle, kiedy nie zgadzała mu się podana trasa marszu. W różnych źródłach podawana jest w kilku wariantach. Ale też ułożona jest wg relacji tych niewielu świadków, którzy przeżyli. Rembert i Lion dotarli do wielu świadków ze śląskich ulic, m.in. do Johanny Adler,późniejszej założycielce Towarzystwa Przyjaźni Bensheim–Kłodzko. Lion potrafi mówić o marszach w sposób bardzo poruszający, widać, że przeżywa to, co stało się 80 lat temu. Z Holandii deportowano do obozów koncentracyjnych 107 tysięcy Żydów, wróciło 5 tysięcy. Zginęło 126 członków jego rodziny.
Następnie Marek Pędziwol poprowadził dyskusję na temat przyczyny marszów śmierci i ich przebiegu. Wspomniał przy tym wątek kłodzki, a właściwie kudowski. Marsze śmierci związane są z Kudową poprzez osobę śląskiego gauleitera Fritza Brachta, który tutaj szukał schronienia w lutym 1945 roku. Podlegały mu trzy oświęcimskie obozy: Auschwitz I, czyli obóz główny, następnie obóz zagłady Auschwitz-Birkenau oraz obóz Monowitz, czyli więźniowie zatrudnieni w zakładach chemicznych IG Farben. Bracht jako komisarz obrony Rzeszy 21 grudnia 1944 roku wydał wytyczne dotyczące ewakuacji więźniów i jeńców wojennych, a na ich podstawie zorganizowano marsze śmierci, w których SS wypędzało więźniów z obozów koncentracyjnych na zachód. Na prośbę Pędziwola H. Grzybowski przedstawił sylwetkę gaulei-tera i jego kłodzkie losy. Otóż Bracht po ucieczce ze Śląska zatrzymał się w Kudowie „dla podratowania zdrowia”. Nie zdążył uciec z ostatnim oddziałem pancernym w stronę Bawarii. Usłyszawszy o rychłym wkroczeniu oddziałów radzieckich wraz z żoną popełnił samobójstwo 9 maja 1945 roku. Słyszało się opinię, że ktoś mu w tym pomógł, aby nie zdradził miejsc ukrycia na Śląsku zagrabionych i zgromadzonych przez hitlerowców skarbów. Po wojnie przeprowadzono nawet ekshumację zwłok pochowanych na miejscowym (nieistniejącym już) cmentarzu ewangelickim, która jednak nie przyniosła rozwiązania.
M. Pędziwol zaprosił do dyskusji uczestników spotkania, a następnie słuchaczy. Dyskusja była niezwykle ożywiona i obfitująca w sprzeczne komentarze. Ale o tym w kolejnym odcinku.