Biała Księga

Autor: 
Jan Pokrywka
JANPokrywka.jpg

„Wszystko zaczęło się na przełomie XIX i XX w. od niejakiego Johna Davisona Rockefellera, amerykańskiego przemysłowca, który poprzez finansowanie ośrodków naukowych – w największym skrócie, wprowadził zunifikowanie sposobów leczenia. To zaś otworzyło drogę do zmonopolizowania leczenia, które polegało na wyeliminowaniu wszelkich przejawów działań poza ustalonymi z góry i zatwierdzonymi przez wybrane gremia sposobami leczenia”. Tak pisze słynny lekarz pediatra, pulmonolog Włodzimierz Bodnar w tekście pod tytułem „Lekarz już nie leczy”.
Słowa te potwierdza opublikowana (także gratis w internecie) przez Fundację Ordo Medicus „Biała Księga Pandemii Koronawirusa – fakty i dane ukrywane przed opinią publiczną”.
Już na wstępie powstaje ciekawa zagwozdka chronologiczna, bo 11 marca 2020 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłasza fałszywą pandemię koronawirusa. Wcześniej, bo w 2009 r. ogłosiła równie fałszywą pandemię świńskiej grypy. W obydwu przypadkach śmiertelność była na poziomie grypy sezonowej (odpowiednio: 0,23% i 0,15%), co oznacza, że kovid nie mógł doprowadzić do 200 tysięcy nadmiarowych zgonów w Polsce. Skąd zatem pandemia? A stąd, że wystarczyło zmienić definicję, aby zmienić rzeczywistość. Medialną, czyli wirtualną.
Nie jest tajemnicą, że WHO działa w interesie firm farmaceutycznych. Wcześniej, pandemia (grypy) występowała wtedy, gdy pojawił się nowy wirus, na który ludzkość nie miała odporności. Wirus musiał wybuchnąć kilkoma epidemiami w różnych częściach świata czemu musiały towarzyszyć duże liczby zgonów. Od 2009 roku pandemia jest wtedy, gdy pojawi się nowy wirus grypy, na który ludzkość nie jest uodporniona. Ta definicja, jest jakby skróconą wersją poprzedniej, ale wiele zmienia i pasuje do opisu grypy sezonowej. Nie trzeba już dużej ilości zgonów, wystarczają testy PCR.

Fałszywe testy PCR
Skąd zatem to całe zadęcie na temat ilości zakażeń i zachorowań? Biała Księga wyjaśnia to dokładnie, tu jedynie warto zaznaczyć, że co innego infekcja, a co innego zachorowanie. Infekcja to wniknięcie wirusa do organizmu i jego namnażanie, co nie musi dawać żadnych objawów, podczas gdy zachorowanie musi dawać objawy. Tymczasem testy PCR stwierdzają jedynie obecność materiału genetycznego w wymazie, który może, ale nie musi być sars cov2. Co więcej, testy nawet nie stwierdzają obecności całego wirusa, ponieważ powielane są tylko fragmenty nukleotydów. Wymaz jest mieszanką różnych materiałów genetycznych, co wyjaśnia, dlaczego aż 65% pozytywnych wyników było fałszywych.
Utożsamienie zakażenia z zachorowaniem jest manipulacją i instytucjonalną korupcją. Medycyna winna być oparta na dowodach, a nie opiniach „ekspertów” i polityków. Wyniki badań, nawet tych przeprowadzonych zgodnie z zasadami sztuki, są kosztowne, a ich wyniki bywają falsyfikowane przez koncerny farmaceutyczne, które używają do tego celu artykułów medycznych. Dlatego większość czasopism branżowych nie powinna być uznawana za naukowe.
Innym problemem jest fabrykowanie i wymyślanie chorób, bo jak powiedział manager pewnej firmy farmaceutycznej „głównym problemem firmy była sprzedaż leków chorym, więc trzeba dostarczać je zdrowym”.
Wniosek: trzeba wyeliminować firmy farmaceutyczne z procesu badań ich produktów.

Nauka nowym zabobonem
Autorzy „Białej Księgi” słusznie zauważają, że sekularyzacja współczesnych społeczeństw spowodowała, że nauka zajęła miejsce dawnych guseł i zabobonów. Zwłaszcza medycyna, stała się swoistym gusłem, zajmując miejsce dawnych wierzeń religijnych. Centralną wartością stało się zdrowie po detronizacji Boga, co z kolei, doprowadziło do medykalizacji społeczeństw, tj. wiary, że tabletki są dziś traktowane jako sposób na wszystkie kłopoty. Jak zauważył już w 1976 r. M. Foucault – nasza cywilizacja jest epoką biowładzy i biopolityki.
To więc jest główną przyczyną skutecznego wmówienia części światowej populacji, że eksperymentalne preparaty genetyczne są szczepionkami i mogą uchronić przed mitycznym covidem. Nie dziwią więc słowa J. Pinkasa: „...wygenerujemy zapotrzebowanie, emocjonalne zapotrzebowanie, taki stan ducha, że chcę to mieć, ponieważ jest to dla mnie niezwykle ważne”.
Nawet gdy wykazano znaczne, uboczne skutki iniekcji, jako dogmat przyjęto tezę, że korzyści ze szczepień przewyższają niepożądane odczyny poszczepienne, pomimo iż nie ma wyników badań potwierdzających skuteczność szczepionek na covid. Tym bardziej, że są to preparaty mRNA nigdy dotąd nie stosowane na szerszą skalę. Nie hamują transmisji wirusa, za to powodują bezprecedensową liczbą nop oraz zgonów, głównie choroby reumatologiczne, autoimmunologiczne, sercowo-naczyniowe, wzmacniają podatność na infekcje, itd. najgorsze jest to, że szczepionka powoduje zapalenie mięśnia sercowego wśród nastolatków płci męskiej.

Podatek wywłaszczeniowy
Odejdźmy na chwilę od „Białej Księgi”, bo oto rząd, za zasłoną różnych tematów jakimi nas epatuje, przygotowuje rzeczy niebezpieczne dla własności i wolności. Jedną z nich jest w/w podatek, a właściwie jego zmiana na gorsze. Chodzi o tzw. rentę planistyczną, która umożliwi odebranie komuś nieruchomość wmawiając, że coś mu się daje.
Do tej pory było tak: jeżeli gmina zmienia plan zagospodarowania przestrzennego, w wyniku czego działka będzie więcej warta i jeżeli w ciągu 5 lat od tej zmiany zostanie sprzedana, trzeba zapłacić 30% od dochodu spowodowanego tą decyzją. Jeżeli nie zostanie sprzedana, nie płaci się nic. Krótko mówiąc, płaci się podatek od zrealizowanego zysku.
Po zmianie trzeba zapłacić podatek nawet od niezrealizowanego zysku, czyli od samego faktu wzrostu nieprzewidywalnej wartości nieruchomości. Jeżeli ten podatek nie zostanie zapłacony, można odebrać nieruchomość.
Możliwa jest fikcja urzędnicza i korupcja. Nietrudno sobie wyobrazić, że urzędy, czy to z własnych inspiracji, czy powodowani brakiem kasy, fikcyjnie zawyżać będą wartości gruntów pod pretekstem równi fałszywych inwestycji. Niektórzy właściciele będą w stanie zapłacić podatek, ale nie wszyscy. Ci drudzy zostaną eksmitowani, a ewentualna kwota odszkodowania pomniejszona o wartość zaległego podatku. No i najważniejsze, ktoś później, na licytacji taką nieruchomość kupi. I być może, za dużo niższą cenę.

Wydania: