Wywiad z panem Adamem Buczyńskim – pułkownikiem w st. spocz., członkiem Klubu Stanisławowian we Wrocławiu
B.G.: Kresowianie to ludzie tworzący historię Polski. Myślę, że ich historię można opowiadać poprzez wspomnienia.
Wojewódzkie miasto Stanisławów było miastem szczególnym. Wiem, że już przed wojną większość młodzieży starała się zdobyć minimum średnie wykształcenie. Działało tu wiele szkół powszechnych, gimnazja, seminaria, filia Uniwersytetu Jagiellońskiego przy Kolegiacie Stanisławowskiej. Członkowie Klubu Stanisławowian to ludzie różnych profesji. Są wśród nich m.in. historycy, lekarze, dziennikarze, autorzy książek, a więc ludzie z ambicjami. Lubię rozmawiać z ciekawymi ludźmi a zwłaszcza z seniorami z kresów, którzy mają bogatą wiedzę, za sobą cały bagaż doświadczeń osobistych, wojennych i kulturę osobistą.
Do dzisiejszej rozmowy tj. dnia 8 listopada 2021 wybrałam najstarszego klubowicza i sympatyka naszych spotkań pana Adama Buczyńskiego – lat 98.
A.B. Spotkał mnie zaszczyt. Jestem otwarty na dialog i chętnie udzielę odpowiedzi, aby one czemuś służyły.
B.G.: Jest Pan pułkownikiem.
Z przysposobienia obronnego pamiętam, że jest to najwyższy stopień oficerski. Zapytam, czy karierę wojskową rozpoczął Pan jeszcze w Stanisławowie, bo Stanisławów był drugim garnizonem Wojska Polskiego w Małopolsce Wschodniej i trzecim miastem Galicji?
A.B. W Stanisławowie byłem jeszcze za młody, żeby robić karierę. Przed samym wybuchem wojny w okresie 1 VIII – 28 VIII 1939 r. w wieku 16 lat przebywałem na obozie żeglarskim nad jeziorem Narocz, największym jeziorze II RP. Obecnie jezioro to jest w obwodzie mińskim na Białorusi. Obóz organizowany był przez Ligę Morską i Kolonialną oraz harcerzy o kierunku żeglarskim. Liga ta organizowała m.in. kursy żeglarskie. Udział w tym obozie był dla mnie nagrodą za wykonane modele żaglówek. Niestety pobyt został skrócony o 3 dni ze względu na zagrożenie wojenne.
B.G. Panie Pułkowniku, gdy wybuchła wojna miał Pan piękny młodzieńczy wiek – 16 lat. Jak przeżył Pan ten tak burzliwy dla każdego okres wojenny?
A.B. Wojna to okres trudny dla każdego, człowiek przeżył głód, był żądny chleba, który dawano na kartki.
W 1944 r. gdy powstawały szkoły oficerskie, w Jarosławiu była grupa organizacyjna, która skierowała mnie do Chełma Lubelskiego. Jesienią 1948 r. przybyłem do Wrocławia. Po wojnie byłem wykładowcą w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych im. T. Kościuszki we Wrocławiu, później Komendantem Ośrodka Wypoczynkowego w Ostrej Górze na D. Śląsku administrowanym przez Wyższą Szkołę Oficerską we Wrocławiu.
B.G. Proszę powiedzieć o latach szkolnych przed wojną. Wtedy był inny system oświatowy.
A.B. Tak w Stanisławowie oprócz szkół powszechnych były gimnazja; żeńskie i męskie, licea żeńskie i męskie, licea pedagogiczne – dawne seminaria nauczycielskie, prywatne gimnazjum i liceum Sióstr Urszulanek. Ja ukończyłem II Gimnazjum Męskie im. Józefa Piłsudskiego na Placu I. Paderewskiego w Stanisławowie.
B.G. Czyli blisko Kolegiaty Stanisławowskiej związanej m.in. z pułkownikiem Michałem Wołodyjowskim, a portret wybitnego człowieka, którym był Ignacy Paderewski usytuowano na czołowym miejscu w naszym klubie.
A.B. Moim rówieśnikiem i kolegą był Roman Ropek urodzony również w 1923 r., który ukończył gimnazjum w Stanisławowie a w latach PRL-u był generałem brygady. Odwiedzałem go w Warszawie. Zmarł w 2007 r. i jest pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie.
B.G. Skoro jesteśmy przy tematyce wojskowej, chcę powiedzieć, że niedawno oglądałam wojenny film brytyjski – „O jeden most za daleko” i tu w bitwie pod Arnhem w Holandii wsławił się generał brygady – dowódca brygady spadochronowej – Stanisław Sosabowski, urodzony w Stanisławowie, który w tym mieście spędził swoją młodość a jest pochowany również na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Mężczyźni często interesują się sportem. W Stanisławowie było kilka klubów sportowych, proszę je wymienić.
A.B. Klub „Rewera” – największy w lidze okręgowej, drużyna piłkarska „Górka Stanisławów”, „Bystrzyca” na Majzlach, „Strzelec”, Towarzystwo gimnastyczne „Sokół” przy Pl. A. Mickiewicza, drużyna piłkarska „Stanisławowia”. Ojciec mój był Prezesem Związku Strzeleckiego.
B.G. Jak wspomina Pan dawny Stanisławów?
A.B. Bardzo pozytywnie. Miasto niezbyt stare a dobrze zorganizowane przez ówczesne władze. Swój Urząd piastowali tu: wojewoda, prezydent i starosta, którzy dobrze współpracowali ze sobą dla dobra miasta.
B.G. Uznana powszechnie i ceniona aktorka Anna Seniuk, to również Stanisławowianka. Z młodszego pokolenia moją ulubioną aktorką jest śp. Gabriela Kownacka. Prawdopodobnie rodzice Gabrieli byli członkami Wrocławskiego Klubu Stanisławowian a jej ojciec Pana kolegą?
A.B. Tak jej matka Iza Tumidajska i ojciec Kwasz zwany „Tuszkiem” to moi koledzy. Ojciec Gabrieli chodził do tego samego gimnazjum, tylko do innego oddziału. Matka Gabrieli wyjechała z Wrocławia do Warszawy aby opiekować się chorą córką.
B.G. Czy miał Pan jakikolwiek kontakt z panem Tadeuszem Olszańskim, który napisał książki: „Kresy kresów. Stanisławów” oraz „Stanisławów jednak żyje”. Wiem, że jego syn Michał Olszański – poprzedni redaktor programu „Ekspres reporterów” był w Stanisławowie.
A.B. Osobistych kontaktów nie miałem.
B.G. Czy to prawda, że pochodzi Pan z rodziny długowiecznych?
A.B. Oczywiście. Moja mama miała 108 lat w chwili śmierci, najmłodsza siostra 103 lata, druga siostra 99 lat i brat, który był oficerem zmarł w wieku 99 lat.
B.G. Panie Pułkowniku mieszka Pan przy ulicy generała Józefa Hallera, a w jego życiorysie pojawia się również miasto Stanisławów. Józef Haller po ukończeniu studiów jako podporucznik artylerii w 1895 r. służył w 11 pułku artylerii korpuśnej we Lwowie a od 1896 r. w szeregach 31 pułku artylerii dywizyjnej w Stanisławowie i tu został awansowany na stopień porucznika artylerii polowej z dniem 1 listopada 1899 r.
Dziękuję bardzo za rozmowę
i mam nadzieję, że za 2 lata spotkamy się uroczyście z okazji jubileuszu w równie w miłej atmosferze.