W kilku zdaniach - Szczytna
*Koronawirus nie odpuszcza.
Na szczęście odpryski pandemii nie dotarły do Szczytnej i gminy: nie zanotowano u nas konkretnych zakażeń (w każdym razie nie ogłoszono takich przypadków) poza konieczną kwarantanną. Jednak i nasza gmina odczuła ograniczenia związane z zaistniałą sytuacją. Od 12. marca do dzisiaj – 22.maja – towarzyszą nam konkretne ograniczenia w dostępie do placówek zdrowotnych, instytucji państwowych, jednostek Gminy i punktów sprzedaży. I trzeba przyznać, że są one przez mieszkańców przestrzegane. Oczywiście powoduje to określone utrudnienia, ale dajemy radę. Z obserwacji wynika, że najbardziej brakuje nam kasy w Urzędzie Miasta, gdzie normalnie można wpłacać obowiązkowe należności. Nie każdy bowiem ma dostęp do Internetu, a opłaty w bankach kosztują nie tak mało. W Szczytnej utworzyła się także grupa – 11 osób – szyjąca maski (materiały na nie dostarczali mieszkańcy w odzewie na prośbę UM). Gminnym seniorom 65+ dostarczali je sołtysi lub strażacy. Gdy znalazłam swoją wciśniętą do skrzynki pocztowej bez żadnego zabezpieczenia, pomyślałam najpierw, że ktoś mi podrzucił wirusy, ale okazało się, że tak potraktowano wielu z moich znajomych.
*Ostry cień wirusów.
Parafrazując popularny ostatnio oksymoron, śmiem twierdzić, że cień ten padł także na czystość miasta; tylu porzuconych odpadów komunalnych jeszcze w różnych miejscach naszego uroczego miasteczka nie notowano, leżą wszędzie, w lesie, na poboczach, w miejskich koszach na śmieci (i przy nich), na uczęszczanych ulicach przy kubłach na śmieci – drastyczny przykład to ul. Handlowa. W tym miejscu służby próbują je uprzątać, ale po 2 – 3. dniach jest to samo. Wygląda na to, że wyraźnie nie potrafimy sobie z tym poradzić, albo brudasów nam przybyło: swoich lub cudzych. Może jakaś komisja śmieciowa? Co jakiś czas spotkać można na mieście inne atrakcje: potłuczone szkło, pozrywane kosze na śmieci, płyty z murków (dawne boisko szkolne). Można by tak jeszcze wymieniać.
*Fantazja – sposób na nudę.
Szczytna robi się niebezpieczna. Na drogach, po których moc swoich pojazdów wypróbowują motocykliści i samochodowcy, a nawet we własnych domach. Tu życzliwa rada: jeśli do Państwa domów o północy wejdzie grupa rozfantazjowanych nienaturalnie młodych ludzi, radzę przeczekać, szczególnie, gdy Pan/Pani mieszka sama. Policja, owszem, przyjmie skargę na zakłócanie ciszy nocnej, zidentyfikuje gości właściciela, nawet ich przesłucha, ale oni działają w kupie; zeznają, że miała pani wyjątkowo przykry koszmar senny, że oni chcieli tylko obudzić, ale – uprzedzam – mogą jeszcze od siebie parę rzeczy dodać, np. że z nimi jest prokurator. Sąsiedzi też mogą w swoich mieszkaniach po drugiej stronie budynku mocno spać. I przechlapane. Zawsze może się Pan/ Pani odwołać do sądu. Proszę jednak pamiętać, jesteś człowieku sam, a oni są w kupie i pewni, że się wywiną. I pewnie już mają wprawę.
*Koronawirus a sesja.
Zwykle staram się bywać na sesji RM osobiście, wcześniej – na zebraniu komisji Rady. Dopiero wtedy wiem, o co chodzi. Teraz z powodu koronawirusa, nie miałam tam wstępu, więc skorzystałam z transmisji. To było oficjalne spotkanie radnych po miesięcznej przerwie. Na pewno mamy wszyscy nowego radnego, który zajął mandat Elżbiety Rusińskiej, która ten mandat złożyła jakiś czas temu. Jak poinformowała sekretarz Urzędu Aneta Sitarz, przewodnicząca Komisji Wyborczej. Tym nowym radnym jest Marek Szpanier. Na sesji, o której mowa, złożył ślubowanie i zadeklarował chęć pracy w dwóch komisjach stałych RM – Komisji Budżetu i Rozwoju Gospodarczego i Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Tu mała dygresja: ja osobiście bardzo się cieszę – rozwijając swoją zapowiedź wiceburmistrz Krzysztof Żak – szczerze oznajmił. Burmistrz (Marek Szpanier) zawsze pomagał i wymagał – wspomniał – pamiętam, że często wpadał do mnie do gabinetu i mówił: daj mi jakiś długopis, bo znowu mi wszystkie zabrali.
Dlatego na nową – starą drogę ofiarował nowemu radnemu pióro i długopis.
*Deptak w naprawie.
Od około trzech tygodni część deptaku jest ogrodzona biało-czerwoną taśmą, na znak, że nieprzewidziana okoliczność. Pracujący wtedy robotnicy orzekli, że jest awaria rury. Zrobili, co trzeba, wyrównali teren, złożyli kostkę w jednym miejscu i zniknęli. Tak już jest. Mamy się do tego przyzwyczaić?
***
Proszę wybaczyć kpiarski ton niektórych informacji. Zapewniam, że wszystko jest jak najbardziej poważne i prawdziwe. Są takie chwile w życiu człowieka albo nawet społeczeństwa, że albo płakać, albo śmiać się można. Zdecydowałam się na lekką kpinę.
„I śmiech niekiedy
może być nauką” J. I. Krasicki.