POCZTÓWKA ZE LWOWA (11)
Czas kończyć nasze lwowskie wędrówki. Raz, że nie chciałbym zanudzać Państwa tak długim cyklem a dwa – że w okresie zimowym może nie czas na takie też wędrówki. Inna sprawa, że Lwów zawsze jest uroczy i magiczny bez względu na porę roku.
Spacerując ulicami Lwowa mimo woli przywołuję postacie – które kiedyś tu żyły, tworzyły i chodziły tymi samymi ulicami. Postacie, które stąd się wywodziły lub spędziły tu szmat czasu. Wchodziły do tych samych kościołów, wstępowały do tych samych kawiarni. Tych co budowali i tworzyli duchową tkankę tego miasta, ale i całej dopiero co odrodzonej Rzeczpospolitej.Trudno wszystkich wymienić, brakło by nam na to zarówno miejsca jak i czasu.
Wielcy architekci. Juliusz Hochberger, twórca gmachu Sejmu Krajowego, późniejszego Uniwersytetu Jana Kazimierza. Julian Zachariewicz, twórca majestatycznego gmachu politechniki. Zygmunt Gorgolewski – twórca Teatru Wielkiego czy Władysław Sadłowski, który podarował nam prawdziwy klejnot jakim jest bez wątpienia lwowski dworzec. Szukam też na lwowskim bruku śladów młodego Rudolfa Indrucha (1892-1927), który zaprojektował Cmentarz Orląt. Całe honorarium za to dzieło zamiast na swoje leczenie (a zapadł na gruźlicę) przekazał na budowę cmentarza.
Wielcy twórcy i artyści. Konopnicka, Zapolska, Kasprowicz, Staff, Makuszyński, Parandowski, Boy-Żeleński, Modrzejewska, Grottger, Kossakowie, Styka, Kilar ... Niemniej zasłużeni i znani jak Łukasiewicz, Smolka, Stefczyk, Mościcki, Rydygier ... Długo można by ich wymieniać.
To również bliższy nam Jerzy Michotek, który we wrocławskim kościele Jezuitów zaśpiewał nam kiedyś „Matko nasza, Matko lwowska trwaj...”. To Stanisław Lem określający się „bo ja jestem wypędzony ze Lwowa...”. Andrzej Hiolski wybitny głos, który zapamiętałem z Opery Śl. w Bytomiu, do której chodziłem kiedyś z moją klasą. Wrócił z koncertem do swojego Lwowa dopiero jesienią 1999 r., wtedy to zaśpiewał w wyziębionym kościele Dominikanów. Zmarł wkrótce i chociaż pochowany na Powązkach, na jego grobie rozsypano ziemię ze Lwowa.
Może podczas wieczornego spaceru po lwowskim bruku odnajdę jeszcze ślady Hemara, Herberta, Janickiego, Szolgini, Hanuszkiewicza czy Górskiego. Ludzi różnych profesji, których łączyło jedno. Wielki talent, pasja i wielka miłość do Lwowa.
Przechodząc obok katedry czy kościoła św. Elżbiety przywołuję również postać św. Józefa Bilczewskiego. Pochodząc z biednej rodziny został cenionym profesorem i rektorem uniwersytetu, arcybiskupem Lwowa, aby dojść do świętości. To jego śladami podążali jesienią członkowie Zespołu Regionalnego „Wilamowice”, których spotkałem na lwowskim bruku. Wywodzą się z miejsca gdzie urodził się święty, to wyjątkowe zresztą miasteczko. Postaram się niebawem do niego zaprosić.
Zespół swoimi bogatymi strojami wzbudzał zainteresowanie na rynku i ulicach miasta. Uczestniczył w uroczystościach parafii na Sichowie. Uświetnił liturgię a później na przykościelnym placu dał popis artystycznych umiejętności. Wspomniana parafia ma nie tylko polskie korzenie, ale i żywe więzi z Polską. Erygowana w 1927 r. obejmowała obrzeża wielkiego Lwowa. Poprzedni kościół mieścił się w byłej leśniczówce Potockich. Jedenaście lat temu rozpoczęto budowę nowego kościoła. Tego dzieła podjął się tuż po papieskiej wizycie ks. Jacek. Budowa trwała 10 lat i była możliwa dzięki ofiarności wiernych diecezji katowickiej.
Sam kościół jest zresztą prawdziwą architektoniczną perełką, jest bowiem dziełem wybitnego polskiego architekta Stanisława Niemczyka. Mimo że parafia liczy ok. 700 wiernych prowadzi aktywne życie religijno-społeczne. Siostry Służebniczki prowadzą np. ochronkę dla dzieci. Sichów jest zresztą wyjątkowym miejscem. Dzisiaj ta dzielnica Lwowa liczy bagatela ok. 300 tys. mieszkańców. Ta kiedyś typowa sowiecka dzielnica z szarymi blokami przypominająca Nową Hutę miała być w założeniu dzielnicą bez Boga i wszelkich religijnych śladów. Stało się zgoda inaczej. To tutaj miało spotkanie naszego Papieża z młodzieżą. Dzisiaj w tym miejscu stoi okazała cerkiew i pomnik św. Jana Pawła II.
Kiedy ukaże się ten odcinek będziemy zapewne w okresie poświątecznym. Zapraszam jednak Państwa do bożonarodzeniowego Lwowa. Zazwyczaj odwiedzamy to miasto w okresie letnim, spróbujmy jednak wybrać się w tym nieco nietypowanym dla nas okresie. Wprawdzie ceny zwłaszcza hoteli skaczą wtedy wyjątkowo w górę, ale i tak warto. Większość mieszkańców to grekokatolicy czy prawosławni, stąd według ich kalendarza święta przypadają 7 stycznia. Polacy jednak obchodzą je w dniach 24- 26 grudnia. Dla miejscowych to dni pracujące, chociaż od 2017 r. dzień 25 grudnia stał się nowym ukraińskim świętem. Wigilijna Wieczerza – podobnie jak u nas – to wspólne rodzinne spotkanie i tradycyjne 12 dań. Nadal część Ukraińcow przestrzega postu przez 40 dni. Dla katolików w ten wigilijny wieczór niemniej ważna jest sama Pasterka. Na ogół wybieramy się na nią do naszej łacińskiej katedry, odprawiana jest też w pozostałych polskich kościołach. W święta czekają nas tu również koncerty kolęd. Nie bądźmy zdziwieni kiedy odwiedzą nas dzieci z szopką chodząc po kolędzie. Niestety ten piękny zwyczaj dzisiaj już u nas powoli zanika, chociaż jeszcze moje dzieci chodziły może nie z szopką co z wielką gwiazdą po sąsiadach i znajomych. Przed świętami w siedzibie lwowskiej Kurii czekał na nas kiermasz bożnonarodzeniowy, w tym loteria i aukcja, z którego dochód przeznaczono na chore dzieci. Wielką pomocą są zawsze dary przywiezione z Polski, każde kresowe środowisko organizuje bowiem takie wsparcie. Wiele darów płynie z Dolnego Śląska, ale też początkiem grudnia wyjechał z Bytomia wielki transport kolejnych darów. To zawsze jest nieoceniony dar naszych serc a podziękowaniem są łzy, które wielokrotnie widziałem w oczach naszych rodaków. Niestety tuż przed Mikołajem zawrócono z ukraińskiej granicy transport darów od dzieci z Tarnowa. Zawsze znajdzie się jakiś powód, jak w porzekadle „kij się zawsze znajdzie...”. Pozostawiam to bez komentarza.
Dobrze, że już nastaje radosny świąteczny czas i taki też klimat. Atrakcją jest m.in. wielkie lodowisko na lwowskim rynku, którego tradycja sięga jeszcze lat sprzed I wojny. Wrócono do niej ostatnio. Przed Teatrem Wielkim czeka nas z kolei wielki Kiermasz Bożonarodzeniowy, który trwa od 7 grudnia aż do 20 stycznia. Spotkamy tam występy różnych grup etnicznych, poznamy ich zwyczaje, jest zagroda Św. Mikołaja, konkurs rzeźb lodowych, stoiska sztuki ludowej i wszelkich łakoci. Ciekawe są np. warsztaty, na których możemy nauczyć się tkać tradycyjne wełniane huculskie tkaniny. Jest i wielka choinka i ta niesamowita zawsze atmosfera, w której zapomina się o troskach często trudnego tutejszego życia. W takiej też atmosferze proszę przyjąć najlepsze życzenia, wszelkiego dobra i radości w Nowym 2020 Roku.
Kończąc ten cykl chciałbym podziękować tym wszystkim, którzy odkrywali dla mnie na nowo nasz Lwów. Szczególnie dziękuję red. Danucie Skalskiej redagującej z tak wielką pasją „Lwowską Falę” na antenie Radia Katowice.
Cykl ten chciałbym zadedykować szczególnie mojemu wnukowi Stasiowi. Jego przodkowie ze strony dziadka Edwarda wywodzą się z kresowej Atlantydy a później wypędzeni znaleźli się w okolicach Barda. Niech będzie on nieco spóźnionym świątecznym prezentem. Kochany Stasiu – niech przyświecają Tobie strofy Norwida „Aby mierzyć drogę przyszłą. Trzeba wiedzieć, skąd się przyszło.”