Wybory. Nagroda
Wybory, wybory i…po wyborach! Zastanawiałam się, czy nie skrobnąć czegoś w tym temacie, ale ostatecznie postanowiłam sobie odpuścić. No bo, czy jest, aby o czym pisać?
Inny temat, który chodził mi po głowie, to literacka nagroda Nobla, którą za 2018 rok przyznano polskiej pisarce. Ale też sobie ten temat odpuściłam – zbyt kontrowersyjny, jak sama nagrodzona. Jedni tę panią lubią, inni nie za bardzo. Jedni doceniają, inni nie, a jeszcze inni w ogóle nie rozumieją tego co pisze. Jedni chwalą za odwagę wypowiadania tego co się myśli, inni krytykują, że czasem lepiej zastanowić się dwa razy, za nim chlapnie się coś językiem.
Koniec końcem, po przeanalizowaniu postanowiłam zająć się trzecim tematem, który poniekąd łączy dwa wymienione powyżej, a jest nim – małżeństwo! Już widzę wyraz zaskoczenia na twarzach Szanownych Czytelników i myśl: co też ona znowu wykombinowała. Ano wykombinowałam i to całkiem błyskotliwie, jak sądzę.
Małżeństwo niewątpliwie łączy ze sobą i wybory, i nagrody właśnie. Już tłumaczę –bezdyskusyjnym „wyborem” jest sam wybór partnera. A i w samym małżeństwie tych wyborów jest bez liku: wybór szkoły dla dzieci, wybór kanapy do salonu, wybór miejsca, gdzie się pojedzie na wakacje etc. Co do nagrody w małżeństwie, to kluczową jest sam partner, który nas wybrał, no i my dla tego partnera również ową nagrodę stanowimy. Są też i te mniejsze nagrody, które bardziej bym nazwała tutaj: „wyróżnieniem”, jak na przykład biżuteria na rocznicę ślubu (nagroda dla żony za wytrwałość w związku), zgoda na wypad do pubu (nagroda dla męża za dobre zachowanie).
Niestety jak to z wyborami bywa, czasem przynoszą jedynie rozczarowanie. Nie inaczej stało się na królewskim dworze w Tajlandii. Król Maha Vajiralongkorn pozbawił swoją szlachetną małżonkę (tak naprawdę „oficjalna kochanka”) rang oraz tytułów. 34-letnia piękność musi się wynieść z pałacu. Oficjalny powód popadnięcia w niełaskę u króla „oficjalnej kochanki”, to „zbytnia ambitność”. Tak sobie analizowałam i stwierdzam z całym szacunkiem dla króla, że popełnił zdaje się duży błąd - ambitna „oficjalna kochanka”, to przecież skarb. Lepiej by była ambitna niż, by była nieambitna. Jednakże sprawa przedstawia się tutaj o wiele poważniej, jak podaje w oświadczeniu pałac, „oficjalna kochanka” – szlachetna królewska małżonka, jest niewdzięczna i zachowuje się w sposób niewłaściwy dla swojego tytułu. Nie jest też zadowolona ze swojego tytułu i robi wszystko, by wznieść się do poziomu królowej. Pytam się: czy król nie zdawał sobie sprawy, że tak będzie? W myśl powiedzenia, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, taki scenariusz był wielce prawdopodobny. Co do samej „oficjalnej kochanki”, to na własnej skórze doświadczyła, że nie warto być pazernym – zamiast cieszyć z nagród, jakie otrzymała, chciała więcej, no i została z niczym.
Przyznam szczerze, że temat „oficjalnej kochanki” pobudził moją nader rozwiniętą wyobraźnię. Dałam się jej ponieść i powyobrażać sobie, jakby to było mieć „oficjalnego kochanka”, zaaprobowanego przez małżonka. W fantazjach poszłam o krok dalej i „oficjalnego kochanka” zamieniłam na „oficjalnych kochanków”. Drogie Czytelniczki, ależ to byłby raj na ziemi. Mieć powiedzmy na to, pięciu „oficjalnych kochanków”. Jeden dbałby o nasz status finansowy, drugi by nam gotował, trzeci by sprzątał, czwarty dbałby o nasz rozwój kulturalny i zabierał do teatru, opery, a piąty dostarczałby rozkoszy w sypialni. Ech… pomarzyć sobie można, a wybór i tak zawsze jest tylko jeden, że o nagrodzie z nim związanej już nie wspomnę.