Dwie twarze ubezpieczeń
Na zamku w Kliczkowie k/Bolesławca miał miejsce wykład prof. Krzysztofa Ostaszewskiego pt. „Spiskowa teoria ubezpieczeń”. Wykład jest ważny ze względu na przewijającą się tezę: ubezpieczenia wcale nie mają na celu dobro ubezpieczonych, co rzecz jasna może się zdarzyć jako wartość dodana, lecz finansowanie państwa. Patrząc od innej strony ważne jest, jak ubezpieczenia wpływają na zachowanie ludzi. Wg profesora, na przestrzeni dziejów, ubezpieczenia służyły temu, by skłonić ludzi do
podejmowania ryzyka, czyli by uczynić ludzi zuchwałymi. Chodzi oczywiście o prywatne ubezpieczenia i prywatnych ubezpieczycieli wpisujących się w politykę państwa, jak w przypadku Wielkiej Brytanii. Znana chyba wszystkim firma od setek lat specjalizująca się w ubezpieczaniu nietypowych ryzyk – Lloyd’s of London, oficjalnie powstała w roku 1727, choć faktycznie starsza o ponad 60 lat, przyczyniła się do powstania potęgi imperialnej tego królestwa. Krótko mówiąc: ubezpieczenia angielskie rozwijały się jako asekuracja handlu zamorskiego, a jeszcze inaczej – to była polityka wymierzona we wrogie państwa a jednocześnie gwarant własnych ryzykownych przedsięwzięć gospodarczych.
Innym rodzajem są ubezpieczenia społeczne. Ustanowione są przez państwo tak co do wysokości składek jak i świadczeń. To spora wada, bo jak wiadomo, wszystko co państwo robi jest nieefektywne, kosztowne; w tym przypadku nie ma związku między wysokością płaconych składek a wysokością otrzymywanych świadczeń. Ubezpieczenia w firmach prywatnych, tworzących z reguły konglomeraty, choć nie stanowią znaczącego quantum wpływu są ważne, bo poprzez systematyczny napływ tworzą tzw. płynność finansową. Pierwsze na świecie ubezpieczenia społeczne wprowadził Otto von Bismarck jako ubezpieczenia zdrowotne, od wypadków przy pracy oraz system emerytalny i rentowy. Oficjalnie miały to być konkurencyjne cenowo ubezpieczenia do ubezpieczeń prywatnych, które były zbyt drogie. Naprawdę „ubezpieczenia społeczne to system finansowania państwa stworzony jako specjalny spektakl, którego fasadą są emerytury, renty, czy opłaty za opiekę medyczną”.
W przypadku Niemiec ubezpieczenia społeczne miały na celu sfinansowanie zbrojeń przed I wojną światową. U nas, za tzw. I komuny składki wpływające do ZUS-u były większe od wydatków a nadwyżkę zagospodarowywano w PGR-ach.
W odróżnieniu od ubezpieczeń tworzących społeczeństwo zuchwałe, „ubezpieczenia społeczne tworzą społeczeństwo posłuszne i ulegle, a bardziej precyzyjnie: posłuszne i ulegle wobec instytucji państwa. Bo ubezpieczenia społeczne nie są tworzone w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku, lecz w odpowiedzi na zapotrzebowanie państwa na finansowanie jego imperialnych planów.”
Reasumując: „system prywatnych ubezpieczeń pozwala społeczeństwu na zwiększenie skali i zasięgu podejmowanego ryzyka, co buduje społeczeństwo zuchwałe. System państwowych ubezpieczeń społecznych to samo społeczeństwo zuchwałe niestety niszczy, ale jest to innowacyjna i skuteczna metoda finansowania ekspansji państwa. O tym się nie mówi nikomu.”
Co mają wspólnego Białystok i Toruń?
Na pozór nic, w rzeczywistości wiele. Miasta te wybrane zostały do eksperymentu, jak daleko można posunąć się przy wprowadzaniu tolerancji represywnej. Jak pamiętamy, w Białymstoku miały miejsce 3 legalne demonstracje, czy manifestacje, jak kto woli, w tym jedna LGBT. Wywołało to trochę zamieszania, które w mediach przedstawiono jako napad nazistowskich na Bogu ducha winnych „kochających” inaczej. Nie we wszystkich mediach, ale w tych głównych. Jakoś nikt nie zauważył starej
rzymskiej zasady: chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeżeli ktoś wychodzi na ulice demonstrować, to musi się liczyć z różnymi scenariuszami sytuacji, mogących się wymknąć spod kontroli. I tak pewnie było, choć jak dokładnie – nie wiadomo, bo próżno szukać rzetelnej relacji z przebiegu zdarzeń. Z pewnością była to prowokacja.
W Toruniu z kolei szkoła zawiadomiła sąd o zachowaniu 10-letniego ucznia, który miał skrytykować gloryfikowanie Bandery przez swojego ukraińskiego kolegę. Temu drugiemu zaś nie podobali się żołnierze wyklęci, doszło więc do konfliktu, którego przebiegu też dokładnie nie znamy. Konfliktu, który szkoła zinterpretowała na korzyść Ukraińca wnioskując do sądu o pozbawienie praw rodzicielskich rodziców.
Co łączy te dwie sprawy? Tolerancja represywna, wymyślona przez komunistę Herberta Marcuse i opublikowana w 1965 r. w eseju pod tym tytule. Założenie jest następujące: zwycięski pochód komunizmu potrzebuje proletariatu zastępczego, gdyż marksistowska idea walki klas nie sprawdziła się. Robotnicy zamiast walczyć na barykadach woleli się bogacić. Proletariatem zastępczym są więc wszelkiego rodzaju mniejszości od seksualnych po narodowe. Aby jednak zmusić je do działania, konieczne są prześladowania. Stąd konieczność tworzenia jednokierunkowo-tolerancyjnych konfliktów, prowadzących do rzeczywistych bądź tylko medialnych prześladowań. Narzędziem jest tu tolerancja represywna, tj. taka, którą objęte są te mniejszości, ale wyłączona jest spod niej większość, która ma być poddana represjom.
Na końcu zaś ma być terror wymierzony w tę ostatnią, ale i mniejszości, które po spełnieniu zadania, zostaną zlikwidowane. Wydarzenia z Białegostoku i Torunia, a zwłaszcza to, co się po nich stanie, mają pokazać, w jakim stopniu społeczeństwo polskie jest zaorane. I tego musimy być świadomi.
W miarę postępu w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się
Te spiżowe słowa wypowiedział nie kto inny jak Józef Stalin, który coś na ten temat musiał wiedzieć, bo kilkakrotnie robił czystki w szeregach własnych i cudzych. Wstępem do zaostrzenia walki klasowej była propaganda zgodna z jedynie słuszną linią, to z jednej strony, a likwidację innych, niekoniecznie zgodnych z linią tub z drugiej. Inaczej być nie mogło i nie może.
Wszystko wskazuje na to, że obecnie zbliżamy się do jakiegoś przełomu, na co wskazuje już nie tyle zaostrzenie się walki klasowej, co walki mniejszościowej, bowiem tradycyjny elektorat w postaci mas proletariackich zaczął się bogacić i przekształcać w mieszczaństwo. Lewica zatem musiała poszukać mas zastępczych, np. mniejszości sodomicko-gomoryckich, które stały się zarzewiem walki rewolucyjnej, a tej, jak zresztą każdej innej, towarzyszyć musi propaganda.
W tym przypadku walki z faszyzmem, homofobią i Bóg wie, co tam jeszcze wymyślą. Ponieważ jednak argumenty są tu dość skromne, skromniejsze niż takież strony przeciwnej, trzeba więc przeciwników uciszyć. Niezawodny pod tym względem You Tube zaczął najpierw dawać ostrzeżenia, potem czasowo banować kanały prawicowo-patriotyczne, w rodzaju wRealu24tv, pch24tv, Stanisława Michalkiewicza i wielu innych. Pretekstem jest mityczna „mowa nienawiści”, która jest bardzo podobna
do „kontrrewolucyjnej agitacji” z art. 58 Kodeksu Karnego Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Radzieckiej, a który przyprawił o śmierć kilkanaście milionów osób. Póki co, tzw. organa ścigania i niezawisłe sądy do tego jeszcze nie doszły, ale spoko, wszystko przed nami, zgodnie z przytoczoną w tytule zasadą.
Kończy się bowiem czas pieredyszki a zaczyna czas terroru. Na razie tęczowego.
Co wobec tego należy zrobić? Wyjściem najlepszym byłoby uruchomienie własnej platformy, na której można by umieszczać własną produkcję filmową i odtwarzanie strumieniowe na wzór YT właśnie. Jest to dość drogie ale dlaczego nie wejść w jakieś zagraniczne układy z organizacjami prawicowymi? Póki co jednak trzeba obejść YT korzystając z własnych stron internetowych zmieniając w ten sposób konwencję. Najważniejsze jest przeciwstawienie się chaosowi semantycznemu, czyli podmianie
znaczeń słów w dyskusji. Bo właśnie to chaos semantyczny i zmiana znaczenia pojęć jest warunkiem niezbędnym do zwycięstwa rewolucji.
Dlaczego nie odnosimy sukcesów w piłce kopanej?
Oglądanie rozgrywek, w których występują nasze reprezentacje piłkarskie jak i drużyny klubowe to nieustające dejavu. Najpierw są duże nadzieje podsycane przez media, trenerów i piłkarzy, potem rozczarowanie, gra o wszystko a na końcu już tylko o honor. To schemat, który powtarza się w każdych rozgrywka i za każdym razem. Często pada takie usprawiedliwienie, że poziom się wyrównuje.
Oglądałem ostatnio finały Ligi Mistrzów i Ligi Europy, co prawda tylko przelotnie i w pierwszej połowie, bo w drugiej można było zasnąć z nudów i muszę powiedzieć, że poziom się wyrównuje ale w dół. Jeśli tak, to dlaczego my nie równamy w górę i nie możemy nawiązać choćby do średniaków a skórę łoją nam kelnerzy z Luksemburga? Przecież nie jest możliwe aby nie było u nas uzdolnionej młodzieży! Odpowiedź jest jedna. Korupcja na poziomie selekcji.
Kontrakty w klubach a i powołania do kadry dostają znajomi i krewni decydentów, tacy, których rodzice opłacają swoich synów w akademiach oraz układy menadżerskie. Powie ktoś, że nie ma dowodów, ale dowodem są właśnie wyniki! Czy na zachodzie nie ma układów?
Są oczywiście, tyle, że tam nikt nie odważy się zejść poniżej pewnego poziomu, za duża oglądalność i za duże pieniądze wchodzą w grę. U nas jest tak, że każdy zdolniejszy od innych z miejsca jest wyautowany, bo jego obecność i poziom zdemaskowałby pozostałych.
Czy jest z tego wyjście? Jest. Po pierwsze, kluby trzeba urynkowić w całości. Nie może być klubów finansowanych przez spółki skarbu państwa (np. Zagłębie Lubin – KGHM), czy miasta (np. Eląsk Wrocław, Piast Gliwice). Kluby muszą być prywatne. Może w efekcie być ich mniej, ale to lepiej, będzie większa konkurencja na rynku pracy piłkarzy.
Bo z tym wiąże się drugi warunek: koniec przepłacanych pracowników. Dziś piłkarz w Polsce zarabia od 20 do 100 tys. zł na miesiąc, piłkarz słaby i co tu dużo mówić – bez ambicji. Czy dla takiego kogoś perspektywa zapie....a na treningach w mglistą perspektywą sukcesów ma sens? Dla niektórych, dla większości nie. Bo po co się męczyć skoro można przytulić np. 50 tysiaków miesięcznie? Nie jestem przeciwnikiem wysokich zarobków u prywatnych właścicieli, to ich forsa, ale niech się potem nie dziwią brakiem ambicji i wyników. Zarobki powinny być niskie ale z perspektywą wzrostu i to dużego po osiągnięciu jakiegoś sukcesu na arenie międzynarodowej.
To przyciągnie do sportu ludzi ambitnych, zdolnych do poświęceń i ryzyka. Bo tylko tacy odnieść mogą sukces, o co przecież chodzi.