A co tam w Różanym Dworze... czyli podróże wesołe i niewesołe
Oj,działo się... działo. Najpierw na świętej dla kultury polskiej scenie w Piwnicy pod Baranami w Krakowie. Byłam, byłam... i to nie jako widz zacny, siedzący w półmroku sali, tylko na scenie, w świetle przy mikrofonach. A nade mną portret Mistrza Piotra Skrzyneckiego. Czy można marzyć o czymś więcej?
Z dawnych czasów pamiętam rozmowy moich kochanych Rodziców, lekarzy, intelektualistów... pamiętam jak bezskutecznie starali się kupić bilet do kultowej Piwnicy pod Baranami, gdzie największe gwiazdy polskiej kultury rozpoczynały swoją magiczną podróż. Ewa Demarczyk, Zbigniew Wodecki, Mieczysław Święcicki, Grzegorz Turnau, Marek Grechuta i wielu, wielu Innych.
I tak bardzo moi Rodzice pragnęli pojechać razem do miasta królewskiego Krakowa, zasiąść tam w ciemnościach Piwnicy pod Baranami i pić kulturę wolnej Polski tuż u źródła. Nigdy tam nie dojechali, nie udało się kupić biletu i wybrać w tę wymarzoną podróż.
A jednak, spójrzcie na ten los prze-dziwny, co czasem tak karty rozdaje i takie pisze scenariusze, że życiu niepodobne. Bo oto ich córka, jedynaczka, książki swoje promowała na scenie Piwnicy pod Baranami – Madonnę nieświętą i powieść Żebrak i Pies. A w tym roku wystąpiła na scenie ze swoim wierszem Koronki i kastaniety z napisanym do poezji utworem muzycznym autorstwa kompozytora Marcina Szczepankiewicza. Opowiadałam historię pewnej skargi kobiety z małego miasteczka w dolinie ciemnej, tańcząc z kastanietami – taniec hiszpański. I co Państwo na to? Ciemna sala Piwnicy pod Baranami wypełniona po brzegi publicznością, światła na scenie, mikrofony, Kabaret Pół-Serio z Warszawy i... Monika Maciejczyk z kastanietami, poezją i muzyką. I czy uwierzycie ? To uwierzcie proszę, bo to święta prawda. I scena święta i duchy przeszłości zapisane pieśnią w świętych ścianach. I ja... i publiczność i brawa. Myślę sobie tak po cichu... po wielkiemu cichu, czy by to moi kochani Rodzice uwierzyli, gdyby wiele, wiele lat temu, gdy byłam jeszcze dzieckiem, ktoś powiedział im, że córka będzie występowała w Piwnicy pod Baranami. Nie uwierzyli by, a ja wcale się nie dziwię. Bowiem sama bym w to nie uwierzyła.
Pan Prezes Piwnicy pod Baranami – Bogdan Micek, otrzymał ode mnie egzemplarz Antologii Pokoju pod moją redakcją. Książki, której był jednym ze sponsorów.
I już zmienia się dekoracja w tym teatrum życia, i już wszystko poważnieje, bo oto Walny Zjazd Związku Literatów Polskich w Warszawie. Dzień upalny. Widok z okna Domu Literatury na Plac Zamkowy i Kolumnę Zygmunta. Przyjechało 114 delegatów z całej Polski, aby wybrać nowe władze ZLP. Wśród tych zacnych i wybitnych ludzi, znalazłam swoje miejsce jako delegat z Dolnego Śląska. Pojechaliśmy tam mocną grupą reprezentującą Dolnośląski Oddział Związku Literatów Polskich. Pośród delegatów z kraju spotkałam wielu ludzi, których poznałam przez te 17 lat mojej współpracy i pracy w naszym związku zawodowym pisarzy. Spotykaliśmy się wielokrotnie w wielu miejscach w kraju i za granicą. Gościli często w Różanym Dworze w Polanicy Zdroju, a ja gościłam u nich. Pracowaliśmy razem i mieliśmy wspólne plany na przyszłość. I oto, gdy zgłoszono mnie jako kandydata do Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, to w wyborach tych uzyskałam 47 głosów na 114 głosujących delegatów na zjazd krajowy. Tak, to prawda... prawie połowa tych wybitnych i mądrych ludzi, zasłużonych dla kultury polskiej, dało mi swój mandat zaufania i poparcie do dalszej pracy mojej w strukturach Związku Literatów Polskich w kraju.
I w tym miejscu pragnę powiedzieć młodym ludziom, że praca się opłaca. Bowiem nic innego nie czynię przez te wszystkie lata, tylko... pracuję. A gdy zaczynałam przed 17 laty, to nie znałam nikogo ze środowiska literatów. Nie mogłam więc liczyć na wsparcie nieznanego człowieka. A gdyby tak, ktoś z tych zacnych, z którymi się teraz przyjaźnię, zechciał z początkiem lat dwutysięcznych zajrzeć do internetu, to... z pewnością nie chciałby mieć ze mną nic wspólnego. Tak, tak... pragnę powiedzieć, że człowiek na swej drodze, którą idzie pokonuje wiele przeszkód i tylko od Was zależy czy poddacie się, czy pójdziecie dalej. Radzę iść swoją drogą. Pomimo wszystko iść dalej.
Wracając na salę obrad Domu Literatury w Warszawie, zabrakło jednego głosu. Czasem mówicie Państwo... nie pójdę na wybory, bo co tam ten jeden mój głos. Otóż nie, ten jeden głos może zmienić wynik wyborów i zaważyć na dalszej pracy człowieka, na szacunku społecznym i jego solidnie zapracowanej pozycji. Ten jeden głos może sprawić, że nie zostaną zrealizowane ważne dla środowiska projekty przygotowane w oparciu o wieloletnie rozpoznanie problemów środowiska. Projektów przygotowanych w oparciu o kilkuletnie doświadczenie parlamentarne. Ten jeden, jedyny głos, którego zabrakło. I wiem... czyj to głos. Ten głos, którego zabrakło. Znamy się wiele lat, a on zna moją pracę, pasję i oddanie. Obiecał poparcie. Zmienił zdanie. Przecież wolno mu było, bo to demokracja i chylić czoła należy przed jej wielkim majestatem. Patrzę temu człowiekowi w oczy i wiecie Państwo co wtedy czuję. Ogromny żal i smutek. Wielką stratę i świadomość, że nie pozwolił mi pracować dalej na rzecz mojego związku w takim zakresie do jakiego byłam dobrze przygotowana. Tyle planów i projektów, które chciałam realizować wspólnie z innymi działaczami. Tyle ważnych spraw i jeszcze te siły moje, które drzemią, pomimo wszystko i pasja, która daje energię do tej trudnej i odpowiedzialnej społecznej pracy. Niestety, zabrakło tego jednego głosu człowieka, któremu ufałam. I nie dlatego piszę to, aby skarżyć się, choć bardzo mi przykro. Piszę to dlatego, abyście Państwo pamiętali jak ważny jest jeden Wasz głos oddany w wyborach demokratycznych. Oddany lub... nieoddany.
A w tle proszę abyście Państwo pamiętali o ważnej prawdzie artykułowanej staropolską mądrością pewnego przysłowia, a to, że aby poznać kogoś dobrze ... należy z nim beczkę soli zjeść. A jedzenie tej beczki soli trwa i trwa. Trwa bardzo długo. Jednak widocznie na dnie tej beczki jeszcze coś zostało, a ja nieopatrznie myślałam, że... beczkę soli z człowiekiem zjadłam, więc... ufać mogę. I to na przestrogę daję Wam, abyście uważali. I sprawdzali dokładnie tę przysłowiową beczkę soli, czy aby tam na dnie jeszcze coś nie pozostało.