Słowo. Styl
Elegancki styl słowa już dawno przeszedł do lamusa. Obecnie panuje styl słowa brukowy, by nie rzecz dobitniej – wulgarny. Na przestrzeni lat zatraciliśmy umiejętność kulturalnej rozmowy. My teraz ze sobą nie prowadzimy dialogu, my do siebie szczekamy i obrzucamy się nawzajem epitetami. Co do tego ostatniego, wachlarz słownictwa jest nader rozbudowany. W polityce, szkołach, urzędach, ulicy – rozpanoszyło się słowo grubiańskie, ordynarne, niemoralne, a nawet obsceniczne.
Nie tak dawno miałam przyjemność przeprowadzać wywiad z osobą, która na temat słowa wie wszystko – profesorem Janem Miodkiem. Temat wywiadu dotyczył komunikacji lekarz – pacjent, jednakże pewne sformułowanie, jakiego użył pan Profesor można śmiało przytoczyć w temacie stylu słowa jako takiego. Otóż, Profesor zauważył, że brak umiejętności rozmowy wynika bardzo często z niewiedzy. Po prostu nie wiemy, na jakiej zasadzie powinna się ona odbywać, bo nas tego nie nauczono. Otóż to! Jeżeli żyjemy i wzrastamy (mowa tutaj o młodych ludziach) w świecie, gdzie stylem słowa rządzi rynsztok, to jak możemy mieć jakiekolwiek pojęcie o stylu słowa, które cechuje kultura, wytworność oraz takt.
Nie ma wzorców, które wytyczałyby trend kultury słowa. Styl odszedł wraz z odejściem takich postaci jak: Jerzy Waldorff, Nina Andrycz, Bogusław Kaczyński czy Barbara Wachowicz. Obecne elity przyzwalają na grubiaństwo oraz prostactwo. Mało tego, one to grubiaństwo i prostactwo promują.
Jak ktoś mądry kiedyś powiedział: chamstwo było i jest społecznym faktem. Prostactwo, nieokrzesanie czy też brak manier miały miejsce zawsze, i dlatego właśnie w walce z takimi cechami stworzone zostały kanony zachowania, mówienia, a także reguły grzeczności. Miało to na celu poprawić jakość życia oraz wpłynąć na łagodzenie międzyludzkich relacji. Chamstwo oficjalnie pozostawało na marginesie, starano się je wykorzeniać.
Tak było kiedyś, a dzisiaj? Dzisiaj chamstwo jest stylem prowadzącym – ordynarny język nie gorszy. Spowszechniał do tego stopnia, że nie zwraca się na niego uwagi. Elity polityczne wypluwają z siebie paletę przaśniego, jak i niewybrednego słownictwa. Mowę ich cechuje głównie nieokrzesanie oraz kołtuneria. Chamstwo i grubiaństwo zostały włączone do ideologicznego projektu. Obecnie to przejaw autentyzmu, jak i nieukrywanych emocji.
Poprawność słowa to przeżytek, który budzi jedynie niezrozumienie i uśmieszek politowania. Grubiaństwo życia politycznego stało się faktem. Co za tym idzie, trend rozpanoszył się i na inne organy. Przyzwolenie na chamstwo, ładnie określane mianem wypowiadania tego co się myśli – to ogólnie przyjęta norma, która ma się dobrze, bo…jest dobrym sposobem na niszczenie przeciwnika.
Zdaniem naukowców, zmiany ustrojowe po 1989 roku wpłynęły na kształt językowy w polityce. Do 1989 roku dominował monolog nad dialogiem. Po zmianach nastąpiła swoboda wypowiedzi, można mówić co się chce. Obecnie odbiorca ma takie samo prawo wypowiedzi co nadawca. Wszystko fajnie, tylko, że nadawca i tak narzuca „styl” wypowiedzi, a odbiorca się temu nie sprzeciwia. Mało tego, uważa to za wzór do naśladowania.
Tak więc logicznie rzecz biorąc, wychodzi na to, że transformacja systemowa po 1989 roku, która zakończyła układ monopolu, gdzie miejsce centralne i decydujące miał nadawca – zatoczyła obecnie koło. Wciąż nadawca decyduje o tym jak się mówi, z tą tylko różnicą, że odbiorca nie odbiera tego jako ucisku, a jako wywalczoną wolność…