Święta. Atmosfera

Autor: 
Katarzyna Redmerska

W powietrzu zaczęła unosić się atmosfera świąt, spychając smog na boczny tor. Na wystawach sklepowych powoli pokazują się świąteczne ozdoby, w tym Mikołaje z rubasznym i rumianym licem. Tacyż Mikołaje wyskakują także z reklam telewizyjnych, namawiając do zakupu golarek, pobrania kredytów, tudzież przeżywania rodzinnych chwil z nosem w smartfonie po uprzednim jego zakupie, po przystępnej cenie, bądź w przychylnych portfelowi ratach (zerowe oprocentowanie, cokolwiek to znaczy). Kolorowe gazety drukują przepisy na świąteczne smakołyki - mniam! O zbliżających się świętach uroczyście doniesiono z Białego Domu - para prezydencka przyjęła podarowaną w prezencie choinkę bożonarodzeniową. Metrowa jodła z Karoliny Północnej przyjechała na wozie ciągniętym przez konie. Odebranie drzewka nastąpiło przed rezydencją prezydenta USA. Trumpowie w świetle fleszy, trzymając się za rękę i rozsyłając uśmiechy, obeszli wóz, przywitali się z woźnicą, następnie podeszli do zebranej niedaleko gawiedzi i ich także obdarzyli uśmiechami. Słowem było amerykańsko i tradycyjnie.
Jest pięknie! No przynajmniej powinno tak być. Święta, to nie tylko czas wzmożonego handlu, kupowania masy prezentów i objadania się - to także czas miłości. Niestety, jak widać gołym okiem, z tą miłością nie jest najlepiej. Owszem nadgania z amorami telewizja, wyświetlając multum seriali o miłości i sercach jak stodoła bohaterów tychże telenowel. Tak na marginesie, owe seriale bardziej przytłaczają swoją głupotą, niż wprowadzają w miły nastrój. Pojawiają się w kinach premiery romantycznych komedii, które są mówiąc delikatnie…słabe. Ważne jest jednak to, że w ogóle ta miłość jest obecna. Niestety nie ma tej miłości wśród społeczeństwa i wcale nie mówię tu o szanownej elicie politycznej, do jej „miłości” człowiek już przywykł. Mowa tutaj o zwyczajnych relacjach międzyludzkich. Fakt, „miłość” elity politycznej do społeczeństwa wpływa zapewne na obecny marazm uczuciowy w tym temacie, jednakże nie całkowicie. A tu jak sięgnąć okiem posucha, a jak już ktoś wyskoczy z miłością, to zazwyczaj dewiant. Daleko nie trzeba szukać, taki Chrzanów. W mieście grasował zboczeniec, a na pewno bezwstydny podglądacz. W jednej z toalet ustawionych przed kościołem zamontował kamerkę i upajał się widokiem pup! Kamerkę odkryła jedna z parafianek, która udając się za potrzebą zauważyła ów wymysł techniki. Kobiecina narobiła rabanu, co jest uzasadnione. Nikt przecież nie chce by jego pupę oglądały oczy osób postronnych. Do zamontowania kamerki przyznał się pewien mężczyzna, żądając zwrotu urządzenia (zapewne zakupił go w przedświątecznym rabacie za przystępne raty). Pozostając nadal w temacie intymnym, seksafera miała miejsce w Broniszowie na Podkarpackiem. Żona sołtysa oskarżyła wójta o molestowanie seksualne. Wójt miał jakoby pozwalać sobie na wkładanie rąk nie tam, gdzie trzeba (nie sobie, a sołtysowej). Rzecz jasna sam oskarżony nie przyznał się do winy. Stwierdził, że oskarżenia są bezczelnym kłamstwem i są częścią brudnej kampanii (sprawa wypłynęła podczas minionych wyborów samorządowych). Seksafera nie zaszkodziła wójtowi, został wybrany na kolejną kadencję i to w pierwszej turze. Polityczną cenę zapłacił za to mąż molestowanej, przez aferę nie został ponownie radnym. Cóż, być może, gdyby i on wkładał ręce tam, gdzie nie trzeba – zostałby radnym.
Miłość międzyludzka prowadzi także do rękoczynów i dosięga nas nawet za oceanem. Niedawno media upajały się napadem znanego aktora Aleca Baldwina na naszego rodaka. Aktor został aresztowany w Nowym Jorku po tym, jak rzekomo napadł oraz naubliżał Wojciechowi C. Poszło panom o miejsce parkingowe (każdy z nich chciał je zająć), jak widać wziął górę testosteron.
I to by było na tyle w ten przedświąteczny czas…

Wydania: