Ameryka rosyjska czy Rosja amerykańska?
Rzadko piszę tu o książkach, przynajmniej tych wydawanych w ostatnich latach, ale teraz nadarza się okazja i to z kilku powodów. Po pierwsze, mamy za sobą MŚ w Rosji i pomijając tu kwestię sportową, jest okazja spojrzeć na ten kraj inaczej niż przez rusofobiczną propagandę. Po drugie, mamy za sobą spotkanie prezydentów Trumpa i Putina, o którym niewiele wiemy, a w każdym razie o postanowieniach jakie tam zapadły. Po trzecie wreszcie, bo treści w książce zawarte mogą nas dotyczyć bardziej niż się to wydaje. Sam już tytuł: „Koniec rosyjskiej Ameryki?” Marka Budzisza musi zastanowić, bo nam Rosja i USA przedstawia się jako byty wobec siebie jeżeli nie wrogie to przeciwstawne, tymczasem związki obu państw faktycznie są dużo głębsze i sięgają XVIII w., kiedy to z jednej strony elity amerykańskie chciały wyzwolić się spod władzy imperium brytyjskiego, a Rosja była zainteresowana inwazją na Bałkany, czemu przeciwstawiała się Anglia. Budzisz metodycznie dowodzi na tle globalnej gry interesów jak doszło do sojuszu nowego państwa, jakim były Stany Zjednoczone a Rosją, co doprowadziło do przejęcia Alaski przez konsorcjum amerykańsko-rosyjskie, a potem jej sprzedaż Amerykanom. Wbrew bowiem obiegowym opiniom, Rosjanie dobrze wiedzieli o zasobach złota na Alasce, i nie ono stanowiło o pozycji handlowej konsorcjum, a skóry focze eksportowane do Chin. Krótko mówiąc: sprzedaż Alaski była kombinacją geopolityczną mającą na celu związanie sił brytyjskich w Meksyku i na Atlantyku. Brytyjczycy rewanżowali się wywoływaniem powstań antyrosyjskich m.in. w Polsce. Może się ktoś zapytać, skąd ten egzotyczny sojusz: rewolucyjnej Ameryki z Rosją carską? To stereotyp, jak dowodzi Budzisz, bo Rosja za Aleksandra II i Mikołaja II była państwem w polityce wewnętrznej, rewolucyjnym i to spowodowało, że rewolucje w Rosji w XX w. miały już przygotowany grunt. Poza tym, Rosja podboje traktowała jako misje; kraje podbite miały lepszą sytuację niż Rosja centralna, np. niższe podatki i tym różniła się od podbojów brytyjskich, których celem była bezwzględna eksploatacja. Co to ma wspólnego z na-mi? To dobre pytanie, na które trzeba odpowiedzieć, bo dla USA Rosja jest potencjalnym partnerem, zwłaszcza gdyby udało się „wyjąć” ją z sojuszu z Chinami. Polska, w takim przypadku, może zostać złożona na ołtarzu nowego sojuszu.
* HIV cywilizacyjny
Współczesna nauka dzieli wiedzę na segmenty i rozpatruje je oddzielnie, przez co traci z pola widzenia całość. To tak jakby widzieć poszczególne drzewa nie dostrzegając lasu. Tymczasem pewne procesy przebiegają podobnie i to w tak zdawałoby się oddzielnych dziedzinach jak medycyna, kultura czy cywilizacja.
Weźmy taki wirus HIV. Działa on w ten sposób, że zastępuje strukturę genetyczną komórki przekształcając ją w swoją kopię. Krotko mówiąc okrada ją z jej tożsamości. Co gorsza, ukrywa się w miejscach nie sprawdzanych przez białe krwinki, np. w węzłach chłonnych, gdzie produkuje identyczną otoczkę białkową, jaką układ odpornościowy wytwarza i przekształca komórki węzłów chłonnych w swoje kopie. Tym samym przestają one pełnić swoją funkcję – filtrów wyłapujących intruzów, zabijanych następnie przez krwinki białe. Z czasem węzły chłonne puchną i rozpadają się. HIV replikuje się w różnych komórkach w różny sposób, osłabia układ odpornościowy i choć sam nie zabija, wystawia bezbronny organizm na atak zwykłych wirusów i bakterii, ze skutkiem przeważnie śmiertelnym.
Dlaczego o tym piszę? Bo w podobny sposób działa ideologia lewicowa w szerokim rozumieniu i to bez znaczenia czy nazwiemy ją marksizmem, postmodernizmem, rewolucją czy jeszcze inaczej. Ona wchodzi w cywilizację jak HIV w organizm i ukrywa się w miejscach, w których trudno się spodziewać. I podobnie przybiera różne formy pozornie nieszkodliwe a wręcz pozytywne upodabniając się do wartości tradycyjnych i prawicowych. Gdyby nie to, zostałaby rozpoznana i niszczona, jak stało się z marksizmem, który został odrzucony ale się zreplikował i występuje pod innymi postaciami. I podobnie jak HIV umiejscowił się w miejscach tradycyjnie mających nas przed tym ochronić: w kościołach, na uniwersytetach, instytucjach kultury, itp. Gdy to się uda, zmienia je tworząc własne kopie. A gdy to się stanie, rozkłada tradycyjne wartości, stare pojęcia nie zmieniając formy, zastępuje nowymi znaczeniami, czyli niszczy cywilizację od środka. I wtedy nasza cywilizacja stanie się bezbronną wobec ataków innej, np. cywilizacji islamu. I nastąpi koniec. Czy jest on nieunikniony, o tym w kolejnej gawędzie.
* Czy papież Franciszek mija się z prawdą?
Nie chciałem już do pewnych tematów wracać, zwłaszcza że przetoczyła się dyskusja, ale co zrobić, skoro życie wymusza powroty, jak w tym wypadku. Co najważniejsze, media prawicowe nabrały wody w usta, więc trzeba je w tym wyręczyć. Oto papież Franciszek zmienił zapis katechizmu w ten sposób, że uznał karę śmierci za niedopuszczalną w świetle Ewangelii, ponieważ jest ona zamachem na nienaruszalność i godność osoby: „Kościół w świetle Ewangelii naucza, że kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby, i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie”. Poprzednio, w katechizmie Jana Pawła II art. 2267 brzmiał następująco: „Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem, władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.
Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale”.
Wcześniejszy Apologetyczny Katechizm Kościoła Katolickiego z 1932 r. w art. 266 mówi: „Wolno pozbawić życia bliźniego 1) zwierzchności dla ukarania zbrodni, 2) żołnierzowi w sprawiedliwej obronie ojczyzny i 3) każdemu w koniecznej obronie życia i dóbr dla życia koniecznych...” Widzimy więc, jak nauczanie ewoluowało. Gdyby w latach 50. lub 60. wprowadzono taki zapis jak teraz, Kościół spotkałby się z oporem, a tak metodą salami wywrócono prawie wszystko do góry nogami.
Papież Franciszek powołuje się na Ewangelię, w której jednak mamy uznanie kary śmierci choćby w wyznaniu dobrego łotra na krzyżu, nie mówiąc już o tym, że Bóg karze śmiercią, co mamy np. po potopie w Księdze Genesis 9,6: „kto przelewa krew człowieka, tego krew przez człowieka będzie przelana, bo na obraz Boży uczynił człowieka”. Ponadto, jak pamiętamy, Bóg ukarał śmiercią mieszkańców Sodomy i Gomory, więc jak to się ma do nienaruszalności i godności osoby. Czyżby Jezus na krzyżu także został pozbawiony godności?
Katolicy mają problem, ale także prawica, utożsamiająca się z Kościołem Rzymskokatolickim, która nie zauważa, że co najmniej od Soboru Watykańskiego II kościół ten skręcił mocno w lewo. Odbyło się to metodą salami ale teraz już nie można udawać, że nic się nie stało.
I tu dochodzimy do politycznego aspektu sprawy. A co z żołnierzami na wojnie i każdemu innemu w obronie koniecznej, czy i tu Kościół pójdzie tą drogą? Jeśli tak, to można w ten sposób unieważnić całą naszą cywilizację; nie mogąc się bronić, nasza cywilizacja gwałtownie zniknie, gwałtownie, bo i tak znika pomału, na razie na zachodzie tylko.
Nie ma przypadków, są znaki. Niedawno odbył się kolejny, trzeci już ślub Marty Kaczyńskiej, jakby ktoś nie wiedział, bratanicy Prezesa, cywilny, bo dokumenty unieważniające wcześniejszy jej ślub kościelny, nie dotarły na czas z Watykanu. No proszę, nie dotarły na czas. Jaka szkoda.
* Casus Marceliny Witek
Na koniec wrócę jeszcze do tematu sportu, a konkretnie kulisów sportu. Jak podaje TV Idź pod Prąd, Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA) pominął w powołaniach na Mistrzostwa Europy w LA w Berlinie najlepszą naszą oszczepniczkę – Marcelinę Witek. W tej sprawie również media głównego nurtu, zwłaszcza te prawicowe, wykazały dużą powściągliwość, mimo iż sprawa jest jak najbardziej medialna, bowiem Witkówna spełniła wymogi kwalifikacji rzucając 66 m i osiągając tym samym drugi wynik w Europie przy wymaganym minimum 59 m. Działacze sportowi, którzy w w ponadnormatywnej liczbie do Berlina pojechali, martwią się o jej zdrowie, a przynajmniej taki pretekst podali. No, jak zauważył Marian Kowalski, chodzi chyba o to, by tam za zdrowie wypić i zakąsić.
Kowalski idzie dalej sugerując, że jest to zemsta polityczna. Sama Marcelina, jej rodzina jak i cały Witek Team prezentują postawy patriotyczne oraz sympatie dla Ruchu 11 Listopada oraz TV Idź pod Prąd. To gorzej niż za PRL-u, gdzie zawodnicy w najwyższej formie byli powoływanie z przyczyn propagandowych. To, że któryś się niekiedy wyłamał jak Kozakiewicz ze słynnym gestem, to już inna sprawa. Wyniki jednak były.
Teraz nie dość, że potencjalni oponenci polityczni są sekowani to mamy tu jeszcze czynnik korupcyjny. Widać to po wynikach zwłaszcza piłkarskich. W piłce, w stosunku do innych dyscyplin, pieniądze są największe, toteż działają tu układy nie mające z wynikami nic wspólnego. Do klubów sprowadza się różnoraki, często zagraniczny szrot, aby trenerzy mogli podzielić się prowizją. Na podobnej zasadzie powołuje się do kadry, tyle, że w odwrotnym kierunku: aby wylansować i sprzedać za granicę jakiegoś ogórka i podzielić się kasą. Oczywiście, jest jeszcze sprzedaż meczy, ale to drobiazg, bo po aferze Fryzjera, korupcja stanęła na wyższym poziomie. Musi tak być, bo inaczej nie może, a wyniki naszych drużyn, czy to klubowych, czy reprezentacji, są na to widomym dowodem.
Albo taka Legia, pieniądze duże a rok w rok niemal, bo z nielicznymi wyjątkami, a to dostaną w papę a to od jakichś kazachskich pasterzy, a to od słowackich półamatorów, a to wreszcie od luksemburskich dostawców pizzy.
Dlaczego tak się dzieje, mimo że kluby w większości są prywatne? Moim zdaniem dlatego, że działalność sportowa to tylko zasłona mająca ukryć transfery pieniędzy, przy których co lepsi cwaniacy pieką swoje pieczenie. W skali makro, federacje typu FIFA czy UEFA, robią to samo: dzielą kasą pochodzenia jawnego i niejawnego. Krótko mówiąc, kluby i organizacje sportowe to dystrybutorzy różnych budżetów. W tej sytuacji poziom sportowy spada na drugi plan.