Pisanie to przyjemność

Autor: 
Mirosław Awiżeń
kaśka-wywiad.jpg

O najnowszej książce, pisaniu romansów, miłości jak ważna jest w życiu – z pisarką i dziennikarką Katarzyną Redmerską rozmawia Mirosław Awiżeń.
Katarzyna Redmerska pochodzi z Polanicy Zdroju, obecnie mieszka we Wrocławiu. Pierwsze szlify dziennikarskie zdobywała w „Gazecie Prowincjonalnej”, do dziś jest w niej stałą felietonistką. Obecnie jest dziennikarzem medycznym, współpracującymz wieloma poczytnymi tytułami m.in. „Praktyka lekarska”, „Medical Tribune”. Jest także pisarką, którą pokochały Czytelniczki za „Sekret sprzed lat”, który był jej debiutem. Powieść nazwano m.in. majstersztykiem literackim. Druga książka „Zacisze” ugruntowała pozycję Redmerskiej na rynku literackim; Autorkę określono mianem „pisarki subtelnych romansów”. Czy kolejna książka pt. „Pejzaż we mgle” będzie równie rozchwytywana? Dowiemy się o tym niebawem, najnowszy tytuł ukaże się na rynku jeszcze tego lata.

- Czy Twoja najnowsza powieść także jest o miłości?
- Oczywiście! W końcu piszę romanse (śmiech).
- Będzie jakiś sekret i Ziemia Kłodzka?
- Będzie sekret. Polubiłam ten wątek i umieszczam go jak na razie we wszystkich swoich książkach. Myślę, że nie jest to niczym nadzwyczajnym; każdy z nas ma większe bądź mniejsze sekrety. Są one nieodzownym elementem życia. Co do Ziemi Kłodzkiej, nie mogłoby jej zabraknąć w mojej książce. Kocham to miejsce i mam do niego sentyment. Tym razem będzie to urokliwa wieś Kamieńczyk. Ponadto w powieści przewinie się wątek Międzylesia. W „Pejzażu we mgle” zabiorę Czytelniczki do wielu zakątków, m.in. Prowansji i romantycznego zamku, Roztocza oraz Zwierzyńca.
- Przybliż trochę fabułę?
- W książce są opisane dwie historie miłosne – jedna sprzed lat i obecna, które splatają się ze sobą.
To opowieść o dwóch rodzinach, które łączy wspólna przeszłość. Los bohaterom zafundował wiele zawirowań. Staną przed trudnymi wyborami, będą zmuszeni zweryfikować poglądy i uprzedzenia. Myślą przewodnią powieści jest ukazanie jak przeszłość kształtuje teraźniejszość, a także przyszłość.
- W twoich książkach lubię specyficzny klimat i postaci w tle, czy tym razem także mogę liczyć na barwne charaktery?
- Rzecz jasna, że tak! Myślę, że się nie rozczarujesz. Zwłaszcza postać sołtysa Kamieńczyka – Gustawa Alfreda Ptaszka, jest wyjątkowo interesująca (śmiech).
- Skąd bierzesz pomysły na fabułę?
- Powstają samoczynnie w mojej głowie. Myślę, że dużą zasługę ma w tym moja Mama, która od najmłodszych lat podsuwała mi książki i w ten sposób kształtowała moją wyobraźnię.
- Zostałaś nazwana autorką „subtelnych romansów”. Skąd takie określenie?
- W moich książkach nie znajdzie się opisu rodem z „50 twarzy Greya”. Ja pozostawiam niedomówienie i pole do popisu wyobraźni Czytelniczki.
- W obecnej dobie, gdy wszystko kręci się wokół cielesności, to ryzykowne.
- Ależ skąd! To o wiele bardziej intrygujące niż wyłuszczenie wszystkiego.
- Decydując się na pisanie romansów, nie bałaś się zaszufladkowania i przypięcia łatki „pisarki czytadeł”?
- W ogóle o tym nie myślałam. Piszę dla przyjemności i by dawać tę przyjemność moim Czytelniczkom. Nie robię tego by dostać Nike czy też Nobla. Po prostu chcę, by kobiety czytając moje książki relaksowały się, mogły na chwilę oderwać się od codzienności. Największym komplementem dla mnie jest, gdy słyszę na spotkaniach autorskich, że moje książki działają odstresowująco.
- Romanse to literatura lekka. Zgadzasz się z tą opinią?
- Nie. Problem takiego określenia tkwi tak naprawdę w nieznajomości tego gatunku literackiego przez osoby, które uzurpują sobie wypowiadanie się na ten temat. Do jednego worka wrzuca się romanse, harlequiny, erotyki. Każdy z wymienionych gatunków mówi o miłości, ale przedstawia ją w inny sposób. Przydomek „literatura lekka” w przypadku powieści obyczajowych – romansów, jest dla mnie chęcią zepchnięcia książek o miłości na margines pisarski. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Miłość to przecież kwintesencja naszego życia.
- Jak ważna jest miłość w Twoim życiu?
- Jest bardzo ważna. Kształtuje mnie, dodaje energii, pozwala w pełni żyć.
- Dozujesz informacje.
- Wybacz, ale tylko tyle bądź aż tyle mogę wyjawić (śmiech).
- Nie masz instagrama, to odważne. Jako osoba publiczna powinnaś być aktywna na portalach społecznościowych. W obecnej dobie popularność wyznacza ilość lajków.
- Dziękuję za taką popularność (śmiech). Instagram nie jest mi do szczęścia potrzebny. Nie sądzę, aby na sprzedaż moich książek miało wpływ publikowanie zdjęć z głupimi minkami i w głupich pozach. To idiotyczna moda.
- Popularność to nie tylko sama przyjemność. Jak sobie radzisz z zawiścią i złośliwościami?
- Zauważyłam, że im jestem starsza, tym mniej się przejmuję tym, co mówią na mój temat inni. Staram się być ponad to. Decydując się na pisanie zdawałam sobie sprawę, że będę poddawana krytyce. Wraz z wiekiem nauczyłam się odróżniać krytykę konstruktywną od złośliwości i zawiści. Mój nieżyjący już niestety przyjaciel, poeta krasnostawski Mariusz Kargul, powiedział mi przed wydaniem mojej debiutanckiej powieści, że po jej wydaniu znacznie zweryfikuje się liczba moich znajomych. Pamiętam, że oburzyłam się na te słowa. Jakże się myliłam (śmiech). Ilość znajomych spadła diametralnie. Co ciekawe, wykruszyli się także znajomi Rodziców. W naturze na szczęście musi być równowaga; komplementy i słowa uznania otrzymałam od osób, po których tego się nie spodziewałam. To było bardzo miłe i budujące.
- Boli takie ignorowanie?
- Bardziej dziwi. Staram się nie zaprzątać sobie tym głowy; nie warto.
- Czy myślisz już o kolejnej książce?
- Teraz myślę o „Pejzażu we mgle”. Przede mną promocja i spotkania z Czytelniczkami.
- Czyli sama przyjemność?
- Dokładnie. To taka wisienka na torcie.
- Czego Ci życzyć?
- Wznowień moich książek i pomysłów na kolejne książki.
- Życzę ci tego szczerze.
- Dziękuję.

Wydania: