A co tam w Różanym Dworze... Panie Dzieju

Autor: 
Monika Maciejczyk
Nagroda -Imię Róży dla Moniki Taubitz.jpg

A w Różanym Dworze… Monika Taubitz – wielka pisarka niemiecka, literat, pedagog, wieloletnia przewodnicząca ugrupowania pisarzy i artystów Wangener Kreis – Okręgu Wangen – „Stowarzyszenia Literatury i Sztuki Wschodu”. Obecnie jest jego honorową przewodniczącą.
Monika Taubitz pisze lirykę i prozę, jest autorką powieści, opowiadań, esejów i słuchowisk. Twórczość autorki i jej działalność społeczna były poddawane analizie krytyczno-literackiej. Na ten temat napisano prace magisterskie, rozprawy doktorskie i habilitacyjne. M. Taubitz została wyróżniona wieloma nagrodami, w tym m.in. prestiżowymi: Nagrodą Literacką im. Eichendorffa (1978), Nagrodą Literacką im. Andreasa Gryphiusa (2012), Nagrodą im. Nikolausa Lenaua (2016). W 1976 odznaczono ją papieskim odznaczeniem Benemerenti, w roku 2013 nagrodzono Medalem Landu Badenia-Wirtembergia za działalność zarówno na rzecz jej śląskiej ojczyzny, jak i obecnej – Badenii Wirtembergii, a także na rzecz porozumienia pomiędzy Niemcami i mieszkańcami Europy Wschodniej, a w styczniu 2014 nadano jej Krzyż Zasługi na Wstędze Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec za dokonania literackie oraz „budowanie mostów” między Niemcami i Polakami.

Monika dwóch Ojczyzn.
Czy wiecie Państwo, że słowo Ojczyzna ma w języku niemieckim dwa znaczenia, bardzo wyraźnie stawiające granicę pomiędzy określeniem – Vaterland i Hei-mat. Vaterland to kraj ojczysty, to ziemia matek i ojców. To rodowód odciśnięty w historii, uprawą pól, wznoszeniem domów rodzinnych co wzrastały wolno z pokolenia na pokolenie... jak drzewa. Drzewa ręką przodków sadzone, tuż obok domów, by przed wichrami chronić i złą pogodą. Vaterland to miejsce szczególne, ciepłe czułością matki i miłością ojcowską. Tam, gdzie pachnie chleb i syci mleko. To miejsce narodzin człowieka. I można przejść wiele najpiękniejszych krain i gór, pól i łąk, można zdobyć sławę, mirrę i złoto... a jednak myśl uskrzydlona zawsze tu powróci. Do miejsc dzieciństwa, gdzie nawet w ciemności rozpoznajesz ścieżki. To Vaterland – ziemia ojców.
Heimat to także Ojczyzna. Jednak inna, to drogi dojrzałości, pracy i trudu człowieka na tej ziemi. To pierwsza miłość, dzieci, dojrzałość i jesień życia, która przychodzi niepostrzeżenie, zaskakując, że to już... a przecież tak niewiele czasu minęło. Heimat to ziemia prawdy o człowieku, to miejsce lat najlepszych. To ziemia, w której człowiek zapuszcza korzenie by żyć, tworzyć i być kreatorem w swojej małej, a także dużej Ojczyźnie. Tak, by przyjąć swój ważny udział w tym wielkim, wspólnym dziele budowy rzeczywistości materialnej i duchowej. Tak różne i zaskakujące są drogi człowieka. Zdaje się nam czasem, że jesteśmy panami swej woli, a czasem czujemy bezwład liścia na wietrze, gdy jesień nadejdzie i słoty. Wielką traumą jest bezsilność i niemoc istoty ludzkiej wobec rzeczywistości. Wielkim i nieutulonym, niepoddającym się rozumowi uczuciem jest tęsknota. Jedno słowo, a jak wiele znaczy. Ile w nim bólu i rozterki. Ile wspomnień najpiękniejszych, takich które zrosły się z człowiekiem jak jego własna dusza. To słowo – tęsknota słyszałam najczęściej.
Piszę zawsze o ludziach i rzeczach sobie znanych. Bowiem pisać o czymś czego się nie zna i nie doświadczyło, wielkim jest dla pisarza ryzykiem.
Dawno temu, gdy ukończyłam studia na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, nie było dla mnie na terenie Ziemi Kłodzkiej pracy. A ponieważ założyłam rodzinę i na świat przyszło moje pierwsze dziecko – praca była koniecznością. Znalazłam pracę, do której niepotrzebne były studia – pracę taksówkarza. Oceniając sytuację z perspektywy czasu, myślę że jednak nieprawdą byłoby stwierdzenie, że do tej szczególnej pracy, którą podjęłam, niepotrzebne były mi studia. Sposób patrzenia i dostrzegania ludzi, rzeczy i spraw, był bardzo dojrzały i pełen doznań, które być może nigdy nie byłyby moim udziałem, gdyby nie owo wykształcenie. Jeździłam dużym, białym, bardzo już starym Mercedesem i wielką moją troską było to, aby się nie zepsuł. Takie to były czasy. Połączenie wygody starego, niemieckiego samochodu z moją znajomością języka niemieckiego i radością młodości sprawiało, że chcieli jeździć ze mną Niemcy. Ludzie powracający z wiosną jak ptaki do swoich gniazd. Po wielu, wielu latach, urodzeni na Ziemi Kłodzkiej, powracali do stron rodzinnych. Ci, dla których ziemia ta na zawsze już pozostanie określona słowem Vaterland. Setki, setki ludzi i tyle też historii, traumy i bólu rozstania. Tyle wspomnień. Też i tęsknoty za czymś co przeminęło z wiatrem dziejów. A jednak trwa, dopóki żyją ci ludzie i dopóki na półkach oczekują książki na tego, który je otworzy. Chciałabym napisać powieść o tym czego doświadczyłam we wspólnocie z tymi ludźmi. Bowiem widziałam tę ziemię ich oczyma, dotykałam ich rękoma, słyszałam to co oni słyszą i... słuchałam. Słuchałam opowieści o życiu dawno minionym. I budowały się w moich myślach obrazy owego życia, które tu kiedyś było taką prawdą jako i nasze życie obecnie. I nigdy już nie będzie tak samo, bowiem zobaczyłam tę ziemię ich oczyma. I... pokochałam.

Być może po to ujrzałam, aby to kiedyś opisać.
Toczył się samochód, wolno i dostojnie, pośród pól złotych kwitnącym rzepakiem, pod błękitnym niebem, pośród łąk żółcią mleczy malowanych, pośród białych sadów. Toczył się ku... domowi. I tam w wioskach górskich i siołach odnajdywali swój ukochany dom dzieciństwa. Szłam pierwsza... prosić gospodarzy. Zapewniać, że to... bezpieczne. Tylko na jedną chwilę, aby spojrzeć gdzie dziecięce łóżeczko stało, gdzie matka konfitury smażyła i chleb piekła, gdzie ojciec warsztat miał swój przydomowy. Gdzie... gdzie... gdzie. Czasem prosiłam godzinami, czasem krócej. A gdy otrzymałam przyzwolenie obecnych mieszkańców... wracałam po tych, którzy czekali jak tułacze na kamieniu przydrożnym lub pniu zwalonym. Pełni strachu i niepewności. Szliśmy razem... i aby tę traumę przeżyć mogli... poruszałam wszystkie możliwe struny wesołości. Radość z dnia pogodnego, z tego, że pomóc mogę. Radość, że dom się ostał, że mogą powrócić i radość gospodarzy, że gość pod ich dach zawitał. A wtedy jak w przedziwnej bajce spływała na nas wszystkich jakaś łaska pokoju i przebaczenia. Wytchnienia od spraw i rzeczy, z którymi pogodzić się przyszło tu i tam. Tu i tam podobnie. Nasze polskie domy i dwory pozostawione na Kresach. Niemieckie domostwa tutaj... Wiatr historii zmiótł dawny porządek świata. A ludzie? Ludzie płaczą, bo są ludźmi. Snuły się opowieści i historie, które tłumaczyłam. I byłam świadkiem historii. Świadkiem historii wielkich i małych. Tych, z których składa się całe życie człowieka. A gościnność polskich gospodarzy szczerą była i prawdziwą. Stół zastawili wszystkim co w domu było, a gości podjąć to honor.
I chlebem się dzieliliśmy i jadłem wiejskim, zdrowym i pożywnym, a też i nalewki z domowej piwniczki nie zabrakło. I śmiechu było wiele i łez. A co dziwne, to razem byliśmy jak rodzina. W tej chwili i w tym czasie, gdy wszyscy, wszystkim, wszystko wybaczyli. Połączył nas dom, który dla obojga domem był prawdziwym. A wiecie, powiadają, że dom prawdziwy to taki, w którym umrze staruszek i narodzi się dziecko. Bo ten dom żywym jest i prawdziwym. I takie były i są nasze domy. Uświęcone śmiercią i narodzinami nowego życia.
Po dawnych właścicielach nic nie pozostało obok tych murów i kątów ukochanych. Jednak w każdym odwiedzanym domu był jakiś drobiazg, czy to kubek ojca, czy też na strychu modlitewnik Matki, koło od starego wozu czy metalowa łyżka. I uwierzcie mi... były to dary przewyższające swoją wartością wszystko co można podarować. Droższe niż srebro i złoto. To były relikwie dla ludzi, którzy stąd dawno odeszli. Jak radosne i pełne pokoju były nasze powroty do hotelu. Ile przyjaźni narodziło się z dawnej nienawiści i uprzedzeń. Ile ciepła, dobra i serdeczności. Zrozumienia. Bowiem zło rodzi się z niezrozumienia i niepoznania struktury rzeczy, z ucieczki od prawd. Dobro to poznanie. Ono goi rany i siłę daje by żyć dalej.
Monika Taubitz ma w tym temacie ogromną wiedzę. Monika mnie zna i zna dobrze koleje mojego losu. Wie skąd przychodzę i dokąd zmierzam. Akceptuje to i rozumie. To, co nas łączy, to coś więcej niźli te same imiona. Tyle wspólnych spraw, myśli, podobieństw postrzegania dawnego i współczesnego świata. Są ludzie w życiu człowieka, których spotyka w swojej podróży przez życie. Ludzie, którzy stają na jego drodze. Ważni jak kamień milowy. A czas dzieli się wtedy na ten uprzedni i ten, który nadchodzi. Monika jest w moim życiu takim kamieniem milowym. Bowiem przekroczyłam dzięki Niej pewien limes, granicę, za którą przyszło zrozumienie mojej pracy i drogi. Zrozumienie tej wielkiej prawdy, że są ludzie tacy jak ja, myślący i podobnie postrzegający świat. Ta wiedza koi i przynosi ulgę. Świadomość, że nie jestem w osamotnieniu, skazana na myśli, które trudno udźwignąć i których nikt nie podziela. Żyjemy w innych krajach, a tak blisko. Na tyle blisko siebie, że możemy razem iść tą trudną drogą.
Gdy mai się świat przyjeżdża Monika. Dzwonek Różanego Dworu radośnie oz-najmia Jej przybycie. I... mamy dla siebie czas. Wszystko na zewnątrz toczy się dalej swoją koleją rzeczy, a my zagłębiamy się w czasy minione, w świat i ludzi. Rozważamy problemy współczesności i znaki czasów, które generują i określają miejsce człowieka na ziemi. Wpływ wielkiej i małej polityki na zwykłe ludzkie życie i szczęście. Bowiem to polityka generuje wielkie zmiany, które raz zapisane, później już tylko rozwijają się z bezwzględną konsekwencją, żyjąc już własnym, niekontrolowanym życiem. Powodując utraty życia, rodzin, domów, miejsc na ziemi i wszystkiego co człowiek posiadł rękoma i rozumem swoim. Zatracenie. Dlatego tak uważnie należy obserwować politykę. Mawia się u nas... patrzeć politykom na ręce jako przenośnia ważnego obowiązku dostrzegania zmian. Zmian na lepsze i na gorsze. Bądźmy czujni.
Patrzę na Monikę Taubitz i Jej dobrą, maleńką, kochaną postać. Siedzi w fotelu przy Okrągłym Stole i opowiada o do-mu swoim pozostawionym w Żelaźnie, o traumie dzieciństwa, które przypadło na czasy II wojny światowej. Opowiada o swojej nowej Ojczyźnie... w górach nad Jeziorem Bodeńskim. Monika słucha uważnie... potrafi słuchać. Swoją powieścią „Dziura w płocie” wygrała walkę o sprecyzowanie, poznanie i rozliczenie się z traumą dzieciństwa. To wielka podróż poprzez własne emocje i doświadczenia, podróż ku pojednaniu.
I nikt, kto nie utracił wszystkiego... nie wie jakie to trudne.
Jest 5 maja 2017 roku. Dzień chłodny i pochmurny. Otulam się miękkim, pastelowym szalem, który dostałam od Moniki. Monika ma na ramionach drugi podobny. I smucimy się razem i śmiejemy, i mamy nadzieję. Tyle nadziei na pokój, dobro i przebaczenie. Powracamy często do wydarzeń roku 2014, kiedy to tu – w Saloniku Literackim Różany Dwór, przy Okrągłym Stole spotkali się pisarze i poeci różnych narodów, by mówić
o pokoju. Wtedy to, po raz pierwszy wydaliśmy wspólny Apel o Pokój – pod hasłem LITERACI WSZYSTKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIĘ DLA POKOJU.
Mówiliśmy w różnych językach... niemieckim, polskim, ukraińskim. Mówiliśmy o pokoju, który zapewni zachowanie wszystkiego co kochamy. My ludzie doświadczeni. Ci, którzy utracili swoje miejsca na ziemi, aby pójść w nieznane i tam budować swój nowy dom. Mamy wspólne plany i marzenia o przyszłości. I jedno słowo jest najważniejsze, najcenniejsze. Wspólne.
Gdy nadchodzi maj, wyglądam zawsze mojej Moniki z radością i oczekiwaniem – jak wielkiego święta. Monika, Monika kommst zu mir wieder. Tyle dobra, ciepła i serdeczności. A zważając na różnicę wieku pomiędzy nami, jest jak matka, którą straciłam przed 20 laty, która troszczy się i radzi. Przestrzega i uczy. Mądra i niezmienna w swojej dobroci, serdeczności i wybaczaniu.
Myślę o Monice i Jej skromności. Podróżuje jak wędrowiec. Z małym plecaczkiem, w prostym stroju – spodnie, bluzka. Jedno ubranie na całą podróż do Polski. Mały plecak jak słowa z Jej wiersza z nowego tomiku poetyckiego „Pochwała równiny” – tobołek pastuszy.
I widzę ten mały tobołek pastuszy przy torach na maleńkiej stacji w Żelaźnie i ból obręczą gardło zaciska. Bowiem ro-zumiem... ja rozumiem. A ten kto słowa te zrozumie, zrozumie też tę wielką pisarkę niemiecką. Człowieka, tak wybitnego, że wykracza poza ramy i granice narzucone nam przez rzeczywistość.
W dniu 5 maja 2017 roku miałam ogromny zaszczyt przekazać na ręce Moniki Taubitz największą nagrodę Saloniku Literackiego Różany Dwór – Nagrodę „Imię Róży”. Przyznaną za całokształt Jej twórczości pisarskiej i ogromnego wkładu w dzieło pojednania pomiędzy Naszymi Narodami dla przyszłości, przyjaźni i współpracy. Nagroda „Imienia Róży” dla Moniki Taubitz jako emisariusza i ambasadora wszystkich wypędzonych ze swoich krajów, domów i Ojczyzn na całym świecie.

Nagroda Imię Róży
Pragnę podziękować p. Antoniemu Paszkiewiczowi ze Szczytnej za grawerowanie napisu na krysztale oraz p. Tomaszowi Otrębie właścicielowi Zakładu Szklarskiego w Polanicy-Zdroju za sklejenie poszczególnych elementów nagrody.

Wydania: