Czy istnieje demokratyczne sądownictwo?
Jarosław Kaczyński niszczy demokratyczne sądownictwo. To jest teza protestujących przeciwko rządowi ale tak naprawdę chodzi o jego obalenie a nie o zachowanie demokratycznych sądów, już choćby z tego powodu, że większość z protestujących stanowi grono pożytecznych idiotów nie rozumiejąc ani istoty sprawy ani słów, których używa. Albowiem wyrazy „sądownictwo” i „demokracja” to oksymoron, czyli pojęcia wykluczające się wzajemnie.
Sądownictwo opiera się na prawie, którego podstawą winno być prawo naturalne i prawo rzymskie oparte na zasadach logiki. Zasady te formułowali znakomici prawnicy rzymscy jak np. Domicjusz Ulpian z III w., autor licznych dzieł ale dla nas interesujących takich definicji jak sprawiedliwości, którą pojmował jako stałą i niezmienną wolę oddawania każdemu, co mu się należy oraz chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeżeli przyjrzymy się uważnie zobaczymy, że dziś one nie obowiązują. Weźmy pierwszą z nich. Oto np. morderca, czyli ktoś kto z premedytacją zabił drugiego człowieka nie jest skazany na śmierć, czy dożywotnie ciężkie roboty, co leży w poczuciu społecznym jako sprawiedliwe, ale spędzi kilkanaście, no może kilkadziesiąt lat w więzieniu, co prawda w pewnych niewygodach ale jednak na koszt podatnika i z wszelkimi prawami. Jednak co gorsza, skazany na dożywocie może bezkarnie nadal zabijać czy to współwięźnia, czy strażnika, bo nic gorszego już go spotkać nie może. W przypadku kary śmierci problem byłby rozwiązany, ale co ważniejsze, powszechne poczucie sprawiedliwości byłoby spełnione, nie mówiąc już o przykładzie dla innych.
Weźmy drugi przykład. Oto ktoś planujący morderstwo spotyka się ze skutecznym oporem napadniętego w wyniki czego ginie. Kłopoty ma napadnięty. Gdyby działała zasada chcącemu nie dzieje się krzywda to na napadającego spadłaby odpowiedzialność za tragiczne dlań skutki. Przy wjeździe do jednego ze stanów w USA stoi znak drogowy z ostrzeżeniem, takim oto: kierowco, jeżeli przyjeżdżasz tu aby popełnić przestępstwo wiedz, że mieszkańcy tego stanu mają broń i potrafią się nią posługiwać więc się na tym zastanów. Niestety, w innych stanach tak dobrze już nie jest.
Problem jest skutkiem postępu kulturowego i cywilizacyjnego lewicy, która szuka elektoratu w postaci różnych mniejszości, a to po to aby przejąć lub utrzymać się przy władzy. To z kolei wynika z demokracji, czyli wyborów rządzących różnego szczebla i jak wiemy z historii – za cenę różnych ustępstw, czyli psuciem prawa. Tak to demokracja wyklucza prawo oparte na niezmiennych zasadach na rzecz prawa wynikającego z kaprysów rządzących i rządzonych i co ma wpływ na orzecznictwo. A zatem, na postawione na wstępie pytanie odpowiedzieć należy, że nie. Ani jako legislatura ani judykatura. Bo demokratycznym sądownictwem jest jak z demokracją socjalistyczną: obydwa mają się tak jak ma się krzesło elektryczne do krzesła zwykłego.
Niestety, gwoli sprawiedliwości właśnie muszę wrzucić łyżkę dziegciu do beczki miodu. Oto na wielu skądinąd zacnych prawicowych portalach internetowych ukazał się apel o uratowanie przed więzieniem Mary Wagner, która została uznana winną utrudniania prowadzenia działalności gospodarczej tzw. „kliniki” aborcyjnej poprzez podpisanie petycji do sędziego. Niestety, mimo szczytnej idei wpisuje się w reguły demokracji, kiedy to duża ilość podpisów ma wpływać na sądy. Oto widzimy jak lewicowe idee przeżarły prawicowe nawet mózgi.
Uwaga, jeszcze jest czas na protesty
Od 1 stycznia 2018 r. wrosnąć mają o ok. 2% maksymalne dziś stawki podatków i opłat lokalnych, tj. od nieruchomości, podatku od środków transportowych i takich opłat jak targowej, miejscowej, uzdrowiskowej, od posiadania psów co uzasadnia się wskaźnikiem inflacji. Jednakże aby tak się stało muszą zostać podjęte uchwały przez rady gmin do końca 2017 roku. Jest jeszcze czas na podjęcie nacisków na radnych aby tego nie robić, a wręcz przeciwnie, obniżać podatki.
Retoryka przeciwników obniżania podatków jest zawsze taka sama: brak pieniędzy na niezbędne wydatki. Jak prawdziwe jest to wystarczy przeprowadzić prosty test. Niech radni zdecydują o zmniejszeniu biurokracji w gminie o połowę, a zwłaszcza o tych pracowników, którzy mają powiązania z klucza rodzinnego, partyjnego lub koleżeńskiego, likwidację spółek gminnych i zakładów budżetowych, wprowadzenia jawnych konkursów i przetargów, zaprzestania finansowania z budżetu gmin różnych instytucji kulturalno-oświatowo-sportowych, likwidację diet radnych i obniżenia. To tylko kilka przykładów ale wynik testu byłby zerwaniem tego listka figowego demokracji. Oczywiście, o ile odpowiednia większość mieszkańców danej gminy tego by chciała. Bo to byłby także test na poziom wyrobienia społecznego i tegoż wpływu na radnych, a więc na demokrację właśnie. Dla zainteresowanych podaję link: https://www.wolnosc.pl/wp-cont…/…/2016/10/LokalnePodatki.pdf
Czy premier Morawiecki wie o czym mówi?
Jak zapewne część czytelników pamięta, zawsze byłem przeciwny specjalnym strefom ekonomicznym z trzech przynajmniej powodów. Pierwszy, że firmy działające w strefach miały niskie podatki, co samo w sobie nie jest czymś złym, tyle, że przedsiębiorcy działający poza strefami płacą więcej i przez to nie mają równych szans. Co więcej, płacąc podatki większe, pośrednio dofinansowują te w strefie, bo te ostatnie otrzymują subwencje z budżetu państwa i to jest powód drugi. Trzeci – że w strefach działają głównie korporacje ale o tych nie piszę teraz, a zainteresowanym polecam film pt. Korporacja. Rząd popierając SSE argumentował to koniecznością zachęt dla zagranicznych inwestorów zapominając, że są jeszcze inwestorzy polscy, żyjący tu i teraz, związani z krajem, regionem i tu płacący podatki, podczas gdy inwestycje zagraniczne podatków nie płacą, zyski transferują za granicę, nie wnoszą nowych technologii i inwestują na poziomie niezbędnego minimum, o wysokości wypłat nie wspominając.
Przykładem jest wałbrzyska SSE, która w założeniu miała przejąć zwalnianych górników z kopalń wałbrzyskich i noworudzkiej, co oczywiście było czystą fikcją i ponoć zaskoczeniem. Dlaczego zaskoczeniem – nie wiem, wszak w latach 90., gdy powstawała ta pierwsza strefa, znana już była książka Naomi Klein „No logo” dokładnie opisująca strefy działające na Dalekim Wschodzie. Ale zostawmy to na boku. Skoro SSE są tak korzystne dla gospodarczego rozwoju regionu to dlaczego nie obniżyć podatków dla wszystkich i uczynić Polskę jedną wielką strefą? - pisałem. I oto premier Mateusz Morawiecki ogłosił w Krynicy rozciągnięcie strefy na cały kraj. I w tym miejscu mam mieszane uczucia. Z jednej bowiem strony, to jest to, o co chodzi, co postulowaliśmy jako partia najpierw UPR, potem Korwin a teraz Wolność. Z drugiej jednak, nie znamy szczegółów, a w nich tkwi przysłowiowy diabeł. Bo jeżeli chodzi o niskie podatki, równość wszystkich przedsiębiorców wobec prawa i władz lokalnych to jak najbardziej jestem za. Pozostaje kwestia dotacji, bo chyba nie będą udzielane wszystkim, a jeżeli nadal będą udzielane tym w strefach, to cała koncepcja bierze w łeb. No i właśnie, co z istniejącymi SSE?
Miejmy nadzieję, że premier Morawiecki wie co mówi i wszystko przemyślał, w tym także to, że tak wielka reforma wywoła sprzeciwy w innych państwach Unii Europejskiej, dla których Polska i inne kraje postkomunistyczne to źródło taniej siły roboczej i rynek zbytu dla ichnich, często gorszych jakościowo produktów, a dla których polska konkurencja jest zagrożeniem. To znacznie ważniejszy powód do obalenia takiego rządu niż np. reform sądownictwa, czy zagrożenie demokracji.
Europa Manifestu z Ventone
W powszechnym, jak to się modnie mówi – dyskursie, obowiązuje dogmat, jakoby ojcem-założycielem zjednoczonej Europy był Robert Schuman, co jest prawdą tyle, że częściową. Owszem, miał on w tym pewną zasługę, ale z jego wizji Europy ojczyzn niewiele pozostało. Za to postępuje tryumfalnie inna autorstwa Altiero Spinellego.
O Spinellim mówi się niewiele i mało kto się nim interesuje, choć w Parlamencie Europejskim działa grupa jego imienia, inicjatorem której był Jerzy Buzek a należą doń m.in. Danuta Hubner i Róża Thun.
W 2011 r. tenże Buzek wygłosił przemówienie z okazji 25 rocznicy śmierci Spinellego uznając Manifest z Ventotene za źródło inspiracji a jego autora za drogowskaz rozwoju europejskiego projektu. Jest to więc postać niebagatelna, a jej wpływ zaznacza się do dziś i ma znaczenie dla dalszych losów Europy i świata, a skoro tak to także dla nas.
Spinelli urodził się na początku XX w. i jako 17-latek wstąpił do Włoskiej Partii Komunistycznej, z której go wyrzucono za trockizm. Dwukrotnie aresztowany, za drugim razem przebywał na wyspie Ventotene, gdzie wraz z innym komunistą – Ernesto Rossim, napisał swoje najważniejsze dzieło, tj. Manifest z Ventotene – program powojennej zjednoczonej Europy. Oto dekalog Manifestu:
1. Nadrzędność internacjonalistycznej idei jedności; 2. Wszystko musi być badane pod kątem zgodności z bezdyskusyjnym warunkiem jedności; 3. Pier-wszym zadaniem jest likwidacja granic państw; 4. Własność prywatna musi być zniesiona lub skorygowana w zależności od sytuacji; 5. Należy skończyć z gospodarką samowystarczalności; 6. Historyczna słuszność i prawo do terroru wynika ze świadomości potrzeb społecznych; 7. Europejska rewolucja musi być socjalistyczna; 8. Dyktatura partii rewolucyjnej doprowadzi do powstania Nowego Państwa; 9. Nowe Państwo ma mieć własną armię mającą zaprowadzić ład
i porządek w państwach związkowych.
Po wojnie Spinelli od słowa przechodzi do czynu i w 1943 r. zakłada Ruch Europejskich Federalistów, przekształconą w Unię EF, której przewodzi od 1946 r. głosząc potrzebę państwa ponadnarodowego. W 1948 r. z inicjatywy W. Churchila powstaje Ruch Europejski dążący do integracji niezależnych państw, w skład którego wchodzi UEF. Na pierwszy sukces musiał czekać Spinelli do zmiany pokoleniowej na przełomie lat 50. i 60. XX w., kiedy to z połączenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali z EWG i Europejską Wspólnotą Energii Atomowej powstała niezależna od Rady Europy Komisja pełniąca rolę super-rządu. Po Praskiej Wiośnie w 1973 r. Spinelli ogłasza „marsz przez instytucje”. W 1992 r. podpisano Traktat z Maastricht wprowadzając unię walutową, polityczną i gospodarczą oraz europejskie obywatelstwo. Rozpoczęło się biurokratyczne szaleństwo, np. wprowadzono ustawowo obowiązującą krzywiznę ogórków. Pięć lat później podpisano Traktat z Amsterdamu, który wprowadził gender jako oficjalną politykę społeczno-kulturalną Europy, gdzie wszystkie dziedziny życia podlegać mają kontroli. Wprowadzono nowe nazewnictwo i tak patriotyzm stal się nacjonalizmem, konserwatyzm faszyzmem, nietolerancja – homofobią a antysemityzm – rasizmem.
W 2004 r. przygotowano projekt konstytucji europejskiej, parafowanej wstępnie przez rządy państw, w tym rząd M. Belki.
Ostatecznie, po wielu perturbacjach został na siłę wprowadzony jako Traktat Lizboński w 2007 r. z zapisem o nadrzędności prawa europejskiego nad krajowym i nadaniu Unii Europejskiej osobowości prawnej. Mamy więc co najmniej 50% wprowadzenie zasad Manifestu z Ventotene i to jest konstatacja, nad którą każdy powinien się pochylić, bo będą one decydować o naszej przyszłości. A jeżeli komuś nadal może się wydawać, że na Zachodzie panuje kapitalizm i demokracja, to musi się nad sobą poważnie zastanowić.