Było dwóch braci...
Pan Bóg nie daje wszystkim po tyle samo. I tu też tak się zdarzyło. Pierwszy brat wyważony, mądry, pełen szacunku dla innych zajmował się polityką w tym dobrym słowa znaczeniu. Czyli szanował innych, szanował inne poglądy, ale z konsekwencją godną wielkiego polityka realizował wyznaczone przez siebie cele dla dobra Polski.
Ten drugi brat też para się polityką. Ale inaczej. Jakoś dziwnie. Kiedy tak patrzę na sposób działania tego drugiego brata, to nasuwają mi się złe skojarzenia. Że po prostu realizuje cele sobie wyznaczone wbrew regułom państwa, ale które pozwalają mu realizować swoje własne cele.
Ten pierwszy brat był szanowanym prezesem Najwyższej Izby Kontroli, był szanowanym prezydentem Warszawy. Wreszcie był szanowanym prezydentem Polski mając u boku wspaniałego partnera, czyli Pierwszą Damę. Drugi brat wciąż był w cieniu swojego pierwszego brata.
Ale stało się ogromne nieszczęście. Pierwszy brat zginął. Zginął tragicznie.
I drugi brat przejął po nim schedę. Schedę dobra zapamiętaną przez Polaków.
I na tej już legendzie swojego brata zajął jego miejsce z aprobatą większości, którzy uwierzyli, iż drugi brat dorównuje pierwszemu. Niestety, tak się nie stało. Drugi brat okazał się tylko cieniem pierwszego. No i mamy do czynienia z pomieszaniem i poplątaniem w Polsce. Boję się, że poprzez tę dwoistość stracimy dużo z tego co kiedyś udało się osiągnąć, łącznie z dobrym wizerunkiem Polski.
Jednak najbardziej martwi mnie to, że nastąpił okres podważania zasług tych, którzy przeprowadzili nas bezkrwawo z tzw. socjalizmu do demokracji z zachowaniem trójpodziału władzy.
Martwi mnie to, że drugi brat wywyższa zasługi pierwszego brata nie poprzez niewątpliwe jego zasługi ale przez poniżanie, obrażanie, sprowadzanie do kategorii Polaków „trzeciego sortu” innych „solidarnościowców”, czyli tych, którzy niekoniecznie tą samą drogą co pierwszy brat, dążyli skutecznie do wolnej Polski.
Ps. Szkoda, że nie udało się nam stworzyć wielkiej koalicji POPiS, czyli zjednoczyć „Solidarność” wszystkich odcieni. Tak jak potrafili to politycy niemieccy, kiedy dla dobra kraju połączyli swojego czasu „wodę z ogniem” czyli chadeków (CDU i CSU) z socjalistami i wspólnie poprowadzili swój kraj ku dobrobytowi.
Jeszcze raz mówię: szkoda, że na razie zaprzepaściliśmy szansę wspólnego działania na rzecz naszego kraju. A taką miałem nadzieję, bowiem u nas, tu na prowincji, wciąż większość z nas przyjaźni się starą, solidarnościową przeszłością bez względu na dzisiejsze sympatie czy antypatie. Ale i u nas zaczynają się, niestety, ostre podziały i złe słowa.