Hłasko odnaleziony
Niedawno „Gazeta Prowincjonalna” rozpoczynała rocznicowy projekt „ku czci” Marka Hłaski, a jego zasadniczy cel polegał na tym, żeby przypomnieć związki pisarza z naszą okolicą. Wydawało się oczywiste, że wspomnienia, legendy, czy hipotezy dotyczące biografii, a także twórczości mogą dotyczyć dzieła już na stałe zamkniętego. Nikomu nie przyszło do głowy, że możemy się doczekać jakiegoś niespodziewanego odkrycia. A jednak. Oto seminarzysta Stefana Chwina - prozaika, eseisty, profesora Uniwersytetu Gdańskiego – Radosław Młynarczyk odkrył niepublikowaną powieść autora „Pierwszego kroku w chmurach”. Tekst opracował, przygotował do druku, opatrzył pokaźną liczbą przypisów i można ją do wybieranych lektur z powodzeniem dołożyć. Nie tylko jako czytelniczą ciekawostkę. A jaka jest ta powieść, pisana przez dziewiętnastolatka? Zarzucona ostatecznie przez autora, świadomie nieopublikowana – mimo że zaliczkę od wydawnictwa dostał. Jej klasę (lub brak tejże) ocenią czytelnicy tuż po przeczytaniu. W naszych „Lekturach” nieco informacji i opinii. Jak zwykle. Rzecz dzieje się w najbiedniejszych dzielnicach przedwojennej Warszawy, głównie na Marymoncie. A Hłasko, jak to on z tekstów późniejszych, opisuje tę skrajnie ubogą część stolicy z wyraźną czułością (tak tak). I także jak to on dostrzegając szczegóły, detale. A to jeszcze nie wszystko, bo ściśle wiąże wygląd ulic, slumsowatych „domów”, otoczenia przyrodniczego z nastrojami i zachowaniami bohaterów. A ta drobiazgowość topograficzna! Oto mamy przed sobą zadziwiająco dokładną mapę fragmentu miasta, a ta skrupulatność nie (bardzo) męczy. Powiadają znawcy dziejów Warszawy, że nie ma literackiego obrazu, przed Hłaską, który tak znakomicie przedstawia Marymont i okolice z lat 30. XX wieku. No tak to fabuła i topografia. Przyciągnie i zachęci część czytelników. A co z powieściowymi bohaterami? Są przekonujący i to nie jest tylko przyjazna ulubionemu pisarzowi hipoteza. Bo tu też pojawia się wczesny błysk talentu autora „Sowy, córki piekarza”. Na czym polega? No cóż.
W gruncie rzeczy na tym samym, to znaczy bohaterowie, którzy pieczołowicie i w sporej liczbie są zaprezentowani, właściwie bez wyjątku budzą nasze ciepłe uczucia, no, czasem wyrozumiałość dla ludzkich słabości. Bogaty wybór bohaterów uzasadnia się tym, że postać tytułowa, jednocześnie narrator całości, to młody człowiek, który z zainteresowaniem rozgląda się po świecie. To dobry autorski chwyt – można ciekawość ludzi i świata prościutko uzsadnić tym, że to przecież naturalny czas intensywnego poszukiwania wzorców, antywzorców, a jeszcze szerzej okres podpatrywania pomysłów i antypomysłów na życie. Pokuszę się o kolejną tezę. Tym razem dotyczącą metody konstruowania postaci. Autor idealizuje człowieka. Zawsze.
W najtrudniejszych dla niego sytuacjach i warunkach również. Jak bardzo nie byłby trudny ten nasz świat, to nie zabiera ludziom człowieczeństwa. Nie ma takiej siły. I to jest najpiękniejsze. Nie drażni wtedy powieściowy schematyzm, leciutki swąd socrealizmu, pochwała pewnej partii, a nawet nie tego marszałka, który nam Polakom kojarzy się dzisiaj jako pierwszy z marszałków. Na zakończenie jeszcze tytuł. „Wilk” – to nie tylko wskazówka dla czytelnika, jak sobie myśleć o głównym, młodym bohaterze, ale także szersza sugestia. Wiecie, gdzie wataha ustawia w czasie dłuższej wędrówki osobniki najstarsze, słabsze, ale i te najmłodsze? Marek Hłasko to wiedział.
Marek Hłasko, Wilk. Oprac. Radosław Młynarczyk. Iskry, Warszawa 2015.