Prezydent. Show
Przyglądając się prezydenckiej kampanii wyborczej, jak przeistacza się powoli w tragikomedię, obserwując kandydatów, słuchając farmazonów jakie wygłaszają, nasuwa się jeden wniosek - cyrk! Kolejne wybory i kolejna odsłona swoistego rodzaju show, które jednak w przeciwieństwie do programów tego typu, nie bawi, lecz przyprawia o niesmak. Dlaczego my - wyborcy, musimy być raczeni tego typu „ekscesami” przedwyborczymi? Czy jest jakieś wyjście z tego impasu? Jest i to całkiem proste. Otóż powinniśmy wykorzystać predyspozycje showmańskiej braci politycznej i zrezygnować z tradycyjnej kampanii wyborczej na rzecz kampanii typu „realisty show”.
W sposób prosty można zadowolić nie tylko klasę polityczną, społeczeństwo (zmęczone pieniactwem i wrogością, będzie mogło wreszcie się zdrowo pośmiać i odreagować przedwyborczy stres), ale także stacje telewizyjne oraz reklamodawców. Nie wspominając o rozgłosie na świecie, jaki niewątpliwie przyniesie nowa forma kampanii wyborczej.
Nie od dziś wiadomo, że urząd prezydenta w naszym kraju, to funkcja wyłącznie reprezentacyjna. Wmawianie, że jest inaczej, jest tylko obrażaniem inteligencji społeczeństwa. Funkcję reprezentacyjną możemy porównać do bycia celebrytą i właśnie w tym magicznym słowie „celebryta”, kryje się kwintesencja pomysłu, ale do rzeczy: kandydaci na prezydenta powinni pokazać wyborcom swoje umiejętności w każdej dziedzinie, począwszy od gotowania, a na śpiewaniu skończywszy. Prawdziwa głowa państwa powinna „umieć wszystko” (oczywiście nie wymagamy tu perfekcyjności), mowa o niezbędnym minimum. Reasumując: prezydent zostanie wybrany głosami widzów wysyłających na swojego faworyta sms’y, w trakcie trwania przedwyborczego maratonu realisty show. Ostatecznie o wyborze głowy państwa zadecydują głosy w ostatnim programie, tak więc do końca każdy ma szansę - pełna demokracja. Co do eliminacji - każda partia wysuwa swojego kandydata. Tak zwani „wolni strzelcy”, jak dotąd (mowa tu o tradycyjnej kampanii), muszą zebrać odpowiednią ilość podpisów. Nie ma żadnego jury - wykluczy to podejrzenia o matactwa.
Walka o prezydencki fotel rozpocznie się od „Top Chef”, w którym kandydaci zaprezentują swoje kulinarne umiejętności. Zadaniem ich będzie upichcenie tradycyjnych polskich potraw: żurek, barszcz biały, bigos, gołąbki etc. Umiejętności kucharskie przydadzą się między innymi na wypadek, gdyby doszło do sytuacji, gdy kucharz prezydencki zastrajkuje nieoczekiwanie w trakcie wizyty zagranicznego gościa. W takim przypadku nie będzie stresu, szukania innego kucharza na cito, gdy gość czeka głodny. Po prostu prezydent przywdzieje fartuch i zaserwuje potrawę swojego autorstwa. Przy okazji będzie można ugościć w kuchni - swojsko, miło. Zaoszczędzi się na wynajmie kelnerów - same zalety. Następnie „Project Runway”, tu kandydaci będą mieli okazję popisać się zaprojektowaniem kreacji dla siebie i współpartnera na zaprzysiężenie. Kolejny etap, to „The Voice of Poland”. Na liście programów maratonu przedwyborczego, element niezmiernie istotny - niedopuszczalna jest bowiem sytuacja, gdy głowa państwa fałszuje. Po szczęśliwym przebrnięciu przez poprzednie show, uczestnicy przechodzą do „Twoja twarz brzmi znajomo”, w której wcielają się w swoich konkurentów politycznych. Uczestnictwo w tymże programie ma na celu namacalne uświadomienie kandydatom, że tak naprawdę każdy jest taki sam - dąży za wszelką cenę do wygranej i jak najdłużej chce utrzymać stołek. Różnica jest tylko w wadze, kolorze oczu, czy też wieku. Następnie kandydaci przechodzą do „Jaka to melodia”, w którym to programie zaprezentują wiedzę muzyczną - wykluczone jest bowiem by głowa państwa nie znała słów hymnu, lub swobodnie interpretowała pieśni patriotyczne. W „Tańcu z gwiazdami”, kandydaci pokażą jak u nich jest z gracją. Czy przypadkiem nie ruszają się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany. Potem „You can dance”, prezydent powinien wiedzieć co to hip hop, i umieć zaprezentować chociaż podstawowe kroki w breakdance. Przedostatnim programem w przedwyborczym maratonie, jest „Mam talent”. W nim kandydaci będą mogli pochwalić się swoimi zdolnościami. Nie ma żadnych obwarowań, uczestnicy mogą iść na całość (rzecz jasna w granicach rozsądku, nie wolno siać zgorszenia).
Programem finałowym, który ostatecznie wyłoni prezydenta będzie „Celebrity Splash” i skok do wody o wybuchowo brzmiącej nazwie: „na bombę”. Jak wiadomo umiejętność „lania wody” jest w tym temacie… bezdyskusyjna.