Lądeckie impresje (189)

Autor: 
Janusz Puszczewicz

Ponownie wybieram się do Lądka-Zdroju. Tym razem korzystam z komunikacji autobusowej. Z Katowic mam dwa bezpośrednie i dość wygodne połączenia do Kłodzka. Niestety w samym Kłodzku brak zgrania z autobusem do Lądka. Np. w soboty czy w niedziele autobus relacji Kielce- Kudowa jest na miejscu ok. godz. 15.00. Niestety na kolejny autobus do Lądka musimy poczekać prawie półtora godziny. Poprzedni odjechał dosłownie 15 minut przed naszym przyjazdem.
A wystarczyło tylko zmienić i to nieznacznie godzinę jego odjazdu. Warunki na przeczekanie też nie najlepsze zwł. kiedy mamy zimowe dni. Podobnych przykładów braku zgrania autobusów jest zresztą więcej. Może przed kolejnym sezonem turystycznym kłodzki PKS podejmie i ten temat.
Kiedyś były dobre i bezpośrednie połączenia kolejowe, ale niestety to już przeszłość. Pamiętam jeszcze bezpośrednie wagony do Lądka czy Kudowy. Dzisiaj pozostaje nam jedynie trasa z przesiadką przez Wrocław. Wydłuża to znacznie odległość i sam czas przejazdu. Może kiedyś wróci jeszcze kolejowe połączenie do Lądka, dobrze tak sobie niekiedy pomarzyć …
Na lądeckim „uzdrowiskowym” przystanku PKS-u wysiada kilkanaście osób. Wszyscy liczyli na miejscowe taksówki, niestety nie czeka tu żadna. Próbuję dodzwonić się na podane w internecie taksówkowe numery. Jeden nie odpowiada, drugi wciąż zajęty. Pozostaje wędrówka po ośnieżonym i częściowo oblodzonym wtedy chodniku. Niestety część osób to osoby w starszym wieku i jeszcze z niemałym bagażem.
Mimo ferii dużo jednak wolnych pokoi, ogłoszenia takie spotykam na co drugim prawie mijanym pensjonacie. Od lat wybieram jednak ten sam obiekt, nieco na uboczu a jednak blisko majestatycznego „Wojciecha”. Z wyżywieniem nie ma najmniejszego problemu. W większości to dobra kuchnia za przystępną też dla wszystkich cenę. Każdy znajdzie tu więc coś dla siebie i na swoją też kieszeń. Dawniej korzystałem z sanatoryjnych stołówek, niestety dzisiaj nie są już konkurencyjne. Za niższą cenę można przecież wybrać sobie swoje ulubione danie w dowolnej restauracji. Jest też jeden lokal, gdzie oferują np. pełny obiad już za 11 zł. Przy okazji podziwiam przebiegłość jego gospodarzy, którzy reklamują swój obiekt jako cytuję „H.O.T.E.L”. Niby hotel a jednak po co te na pozór dziwne kropki między literami. Próbuję rozwikłać i tą zagadkę, podobno chodzi o problem z klasyfikacją takich obiektów. Teraz już wiem, dlaczego tak wiele mamy w naszym kraju podobnych „oteli” czy „osteli”. Polska to dziwny jednak kraj a Polak i tak potrafi wyjść z takiej sytuacji. Skoro już mowa o gastronomicznych lokalach warto pomyśleć w nich m.in. o specjalnych krzesełkach dla dzieciaków. Na przykładzie Krakowa, tam to już norma. Tutaj widziałem, jak rodzice siłą rzeczy musieli jakoś ratować się w takiej sytuacji. Pomyślmy jednak o naszych milusińskich.Większość czasu zajmują mi spacery i wędrówki po okolicy - o ile tylko pozwalają na to zimowe warunki. A jest gdzie chodzić. Lądek to istne bogactwo ścieżek, szlaków i tras wszelakich. Dobrze oznakowanych i szczegółowo opisanych w wielu dostępnych folderach. Po przyjeździe warto wybrać się do miejscowej Informacji Turystycznej, gdzie zawsze uraczą nas pełną informacją. Przy okazji polecam miejscowe foldery, w tym wydane w cyklu „Poznajemy bliższe i dalsze okolice Lądka-Zdroju”. Zabieram kilka z nich m.in. o wycieczce na Górę Borówkową, o tajemnicy Góry Trzech Krzyży, wycieczce na Przełęcz Lądecką do granicy i Travnej w Czechach czy grzbietem Dzielca do Skały Kamionki. Opracowano je na podstawie materiałów Lechosława Siarkiewicza, które zawsze cieszyły się moim uznaniem. Dostosujmy jedynie nasze wycieczki do panujących warunków. Góry nawet te niewielkie wymagają jednak naszej pokory i pewnej odpowiedzialności. Czas jednak wracać do samego uzdrowiska.
Jak pisałem ostatnio nadal straszy wszystkich Dom Zdrojowy. Odpadający tynk i gzymsy stwarzają przecież realne niebezpieczeństwo. Pomijam już sam aspekt estetyczny. W sumie obiekt mieści w sobie m.in. dość licznie odwiedzaną Kawiarnię Zdrojową, słynne Piekiełko czy Kinoteatr. Idąc do tych miejsc lepiej może przymknąć oczy na to wszystko, może wtedy nasz Lądek wyda się nam piękniejszy. Obiekt stanowi własność uzdrowiskowej spółki, ale ta jak dotychczas niezbyt kwapi się do remontu. Nowo wybrany burmistrz deklaruje chęć przejęcia i to byłoby zapewne najlepsze wyjście. Trudno jednak odgadnąć póki co plany uzdrowiskowej spółki oraz stanowisko samych radnych w tej kwestii. Oby tylko wcześniej /odpukać…/ Dom Zdrojowy nie zamienił się w kompletną ruinę a problem sam zniknie. Nie życzę tego jednak ani Lądkowi, ani nam - gościom odwiedzającym to miejsce.
Podobnie ma się sprawa z licznymi obiektami w części uzdrowiskowej będącym w stanie kompletnej ruiny. Pisałem już o tym w poprzednim odcinku. To kolejny lądecki problem a wprost dramat. Ratusz, któremu ta sprawa, jak się orientuję leży na sercu, ma związane ręce. Obowiązuje bowiem święte prawo własności. Z drugiej zagrożenie budowlane, nie wspomnę już o niszczeniu estetyki całego uzdrowiska. Można naciskać administracyjnie czy to poprzez nadzór budowlany czy konserwatora, ale jak widać niewiele to daje. Pocieszające, że ratusz dostrzega ten problem i w miarę swoich ograniczonych raczej możliwości działa. Dobrze, że jeden z takich obiektów nieopodal kościółka zakryto ostatnio wielką reklamową planszą.
Cieszą z kolei odnowione i zrewitalizowane parki zdrojowe oraz odrestaurowana część Starego Miasta. Teraz z wielką przyjemnością spaceruje się po owych parkach. Niestety niewielu kuracjuszy odwiedza Stare Miasto, jeżeli już to raczej jako klienci tutejszych sklepów. A przecież ta część miasta ma równie wiele do zaoferowania. Wprawdzie Galeria Muzealna im. I. Klahra zamieniła się dzisiaj w Kawiarnię Artystyczną, gdzie jak widzę dzieje się równie wiele interesującego – ale to wciąż za mało. Dobrze, że dostrzeżono wreszcie potrzebę ściślejszego połączenia tych dwóch organizmów (uzdrowiska i miasta). Cieszy więc zapowiedź nowego Burmistrza m.in. o utworzeniu trasy turystyczno-edukacyjnej z Uzdrowiska na Rynek wzdłuż rzeki i dalej do planowanej wieży widokowej na górze Radoszka. A póki co trzymam mocno, mocno kciuki za wszystkie plany i marzenia nowych włodarzy „mojego” Lądka. Wyjątkowo liczę na nich…

Wydania: