Proporcje prawdy
14 lipca 1789 r. Ludwik XVI po powrocie z polowania zapisał w swoim dzienniku: „Dziś żadnej zdobyczy”. Łowczy królewski wrócił wieczorem do domu. Żona postawiła przed nim kolację, ale łowczy nie mógł jeść. Zmartwiony rozmyślał o swoim konkurencie, który już od dawna zarzucał mu nieudolność. Żona usiłowała odwrócić uwagę męża opowiadając o wydarzeniach dnia: w mieście wybuchły niepokoje; jakaś grupa zaatakowała Bastylię, a wygląda, że na tym się nie skończy. Nie martw się mężu, twoje niepowodzenie na polowaniu pójdzie w niepamięć. A gdzież tam – pomyślał łowczy. O tych paru łobuzach nikt już jutro nie będzie pamiętał, a o nieudanym polowaniu cały Paryż będzie mówił przez kilka tygodni. (Na podst. „Prawda i Kłamstwo” J. Lenczo).
Stojąc u stóp góry nie sposób ocenić jej wysokość. Trzeba mieć porównanie, a do tego potrzeba dystansu. W życiu jest podobnie. Wydarzenia, których jesteśmy świadkami, wydają się ważniejsze od innych, zwłaszcza, jeżeli wywołują emocje, a emocje wywołują prawie zawsze. Wielki łowczy królewski był na polowaniu z królem, uczestniczył w nim wszystkimi zmysłami, czuł zapach lasu słyszał jego szum, liczył na zdobycz, której nie udało się upolować. Czuł wstyd, strach przed dymisją i knowaniami konkurentów. To tak go przygniotło, że nie zrozumiał równoległych wydarzeń w czasie. Nie rozumiał, że atak na bastylię był zaledwie początkiem zmian, początkiem upadku starego świata a narodzin nowego, niestety, gorszego.
Tak i my nie zawsze dostrzegamy istotę problemu i nie potrafimy ocenić jego wagę. Czy tzw. taśmy, są taśmami prawdy i tylko tym, czy czymś więcej? Czy jest to wyskok jakichś służb (w spisek kelnerów i biznesmenów chyba nikt zdrowy na umyśle nie wierzy), czy początek czegoś większego? Np. demontażu państwa. Oczywiście w ramach większego projektu – likwidacji państw narodowych jako takich. A dlaczego Polska? Bo tu najłatwiej, to „najwdzięczniejszy” teren na eksperymenty, trwające, z niewielkimi przerwami, od stuleci. To Polskę, a właściwie I Rzeczpospolitą zlikwidowano popisowo i lege artis, co nie miało precedensu w historii. To w Polsce zlikwidowano przemysł, a właściwie całą gospodarkę (jaka by ona nie byłą), czyniąc kolonią dla obcego kapitału.
Opera mydlana
Mamy aferę podsłuchową, a właściwie już serial, wyreżyserowany, z aktorami pierwszego i drugiego planu, dziennikarzami, czy też agentami poprzebieranymi za dziennikarzy, no i treścią rozmów z jednej strony, rządem broniącym dostępu do koryta z drugiej, a niby opozycją z trzeciej. A wszystko to szyte grubymi nićmi.
Czy jest możliwe, żeby jakaś redakcja weszła w posiadanie nagrań bez współpracy z jakimiś służbami? Jasne, że nie, ale gdyby nawet, to nie mogłaby ich wyemitować w jakikolwiek sposób, a gdyby nawet, to zaraz zostałaby skasowana i wyrzucona na śmietnik historii. Wyroki posypałby się w trybie przyspieszonym. A tu nic.
Czy jest możliwe utrzymanie się ministrów i innych osób prominentnych w przestrzeni publicznej po opublikowaniu treści ich rozmów, z których wynika, że nasi umiłowani przywódcy to zwykli bandyci, którzy państwo traktują jako domenę przestępczej działalności, państwo, w istnienie którego nie wierzą? U nas – jak najbardziej.
A co robi opozycja kompradorska? PiS konsumuje przystawki pod hasłem zjednoczenia prawicy i protestuje. SLD i TR protestują. Ale czego chcą? Czy chcą zmienić system, czyli usuną koryta? Nie! Oni chcą zachować system tylko zmienić świnie przy korycie. Dlatego robią wiele nowego – jak to powiedział jeden z bohaterów powieści „Lampart” Lampedusy – aby wszystko zostało po staremu. Zgłaszają jakieś nic nie dające akcje w sejmie, jakieś wota nieufności, wiedząc z góry, że nic z tego nie robią. A po co to wszystko? Żeby nie dopuścić do zbiorowej świadomości oczywistego faktu, że tylko zmiana całego systemu, jak to postuluje Kongres Nowej Prawicy, ma jedynie sens. Stąd ta szopka, w której przedstawienie kukiełkowe ktoś reżyseruje, a ktoś pociąga za sznurki.
Zaćmiona świadomość
Dlaczego tak łatwo daje się manipulować społecznościami, a przynajmniej znaczną ich częścią, co w przypadku demokracji ma kapitalne znaczenie i dlatego zabobon demokracji tak bardzo przez rządzących jest lansowany. Technik jest wiele, o czym stale piszę: a to poważne sprawy przykrywa się jakimiś wydarzeniami nośnymi medialnie, a to organizuje się igrzyska. Ale jest coś jeszcze. Sztuczne, farmakologiczne zaćmiewanie świadomości.
W dorosłość, a nawet w wiek dojrzały wchodzą pokolenia wychowane na Prozacu. Ich charakterystyczną cechą jest nieumiejętność radzenia sobie z problemami i stresem oraz rozpoznawania własnych stanów psychicznych. Środki typu Prozac działają tak, że podwyższają poziom serotoniny (hormon szczęścia) w organizmie, a jak wykazały badania nad szympansami – im wyższy poziom serotoniny tym łatwiej o sukces i wyższą pozycję w hierarchii. Pigułki więc, w skali dotąd niespotykanej, zastąpiły samodyscyplinę i pracę nad sobą, odsuwając problemy ale ich bynajmniej nie rozwiązując, tworząc za to iluzję, że wszystko jest O.K.
To korzystne dla koncernów farmaceutycznych ale i dla władzy (w USA 20% populacji uzależniona jest od środków psychoaktywnych). Pierwszym daje zyski, drugim – spokój społeczny; tabletki blokują naturalną skłonność młodych do zmian, buntów, innowacyjności i wyrzeczeń. W ten mit antydepresantów ludzie wierzą, bo myślą, że źródło ich problemów leży poza nimi, na zewnątrz, a więc muszą być rozwiązane również przez kogoś z zewnątrz, np. przez państwo, tabletkę, itd. Zamiast tabletek lepiej więc wrócić do starych, sprawdzonych metod: medytacji i autorefleksji.
Sukces
Ludziom można wmówić wszystko. Nawet sukces rządu, aby choć na chwilę zaciemnić wymowę taśm. Udało się ocalić wędzonki wędzone tradycyjnymi metodami, czyli dymem. Ale to jak w Radio Erewań, do którego zadzwonił słuchacz z pytaniem, czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym dają rowery? To prawda, odpowiedziało radio, z tym że nie w Moskwie, a w Leningradzie, nie dają, a kradną, ale za to dają w mordę. Poza tym reszta się zgadza. Przypomnę, że nowelizacja rozporządzenia Komisji Europejskiej z 2011 r. pod pretekstem ograniczenia szkodliwych substancji w środkach spożywczych, zakazała wędzenia. Można za to do woli „wędzić” zanurzając w jakimś roztworze, co szkodliwe już nie jest, przynajmniej według unijnych komisarzy.
Procedury w tej kwestii trwały kilka lat, ale z tajemniczych powodów nasi przedstawiciele nie robili nic. Inne kraje (np. Łotwa w/s szprotek) wnosiły o zmianę reguł wędzenia, a nasz – nie!
Zmiana uderzyła w ok. 1500 zakładów wędliniarskich w Polsce, a więc w całą niemal branżę. I oto rząd powiada, że odniósł sukces, uratował tradycyjne metody wędzenia, a więc niemal całą branżę. Wynurzeniom rządu sprzyja „zakrycie” szczegółów a to taśmami, spiskiem kelnerów, Mundialem, a to powrotem syna marnotrawnego do PiS, a to itd.
Tymczasem sprawa jest trudna. Owszem, można zachować tradycyjne metody, ale tylko jako produktu regionalnego. Masarze więc muszą wydać sporo kasy na procedurę rejestracji, wymyślanie groteskowych nazw, przejść całą drogę przez mękę i niewiele z tego mając. Produkty regionalne bowiem mogą być sprzedawane tylko w regionie i nigdzie indziej. O eksporcie nie ma więc mowy. Wszystko to w sumie podniesie koszty, a więc cenę i ostatecznie zmniejszy konkurencyjność.
Ale nie ma sukcesu bez porażki. Po załamaniu się eksportu na wschód (sankcje) ceny wiśni spadły, bo skupy na skutek nadprodukcji dyktują ceny.
A ceny w sklepach jakoś się trzymają. Oto co się dzieje, gdy państwo wtrąca się do gospodarki.
Mundial
Mundial w Brazylii pokazuje, że (przynajmniej na tę chwilę) aktualne pozostaje stwierdzenie, że wszyscy grają a na koniec i tak wygrywają Niemcy. To tyle od strony sportowej.
Coraz bardziej oczywiste jest, że FIFA to wielka ponadnarodowa rozbójnicza organizacja socjalistyczno-mafijna, żerująca na podatnikach, gdyż z każdej imprezy FIFA i jej regionalne agendy typu UEFA zbierają zyski, a koszty ponoszą państwa finansujące imprezy z podatków odbieranych obywatelom pod przymusem.
W Brazylii koszty mundialu wyniosły 13 mld $, więcej niż w Niemczech i RPA razem wziętych, a i tak nie starczyło na budowę infrastruktury. Większa część tej sumy została rozkradziona przez miejscowe bandy, ale to normalne, gdy państwo organizuje imprezy. Tak samo było u nas przy okazji EURO 2012.
A demokracja? Władze Brazylii pokazały gdzie mają wolę ludu, zwłaszcza tej jego części, która nie chce igrzysk a woli chleba. Bo pieniędzy na chleb i igrzyska już nie wystarcza. Za 2 lata Brazylia organizuje olimpiadę, trzeba będzie wybudować nowe stadiony, bo te nie są wielofunkcyjne i całą resztę. Ależ to gratka dla złodziei! I okazja zaobserwować jak rząd radzi sobie z wolą ludu. Komu pozostała resztka wiary w demokrację, będzie mógł zobaczyć jej działanie w całej pełni.
A wracając do FIFA. O jej charakterze można dowiedzieć się z książek dwóch reporterów: D. Yallop „Kto wykiwał kibiców” i A. Jennings „Faul”. Lektura to ciekawa i na czasie.