Rozmowa z Agnieszką Urbańską - autorką literatury dla dzieci

Autor: 
Krystyna Oniszczuk-Awiżeń
agniszka-urbańska2.jpg
okładka-bajka-urbańska.jpg

- Pochodzi Pani z Kłodzka? Proszę przybliżyć naszym Czytelnikom króciutko swoje związki z Kłodzkiem.
- Kłodzko jest moim miastem rodzinnym, z którym wciąż jestem związana. W rzeczywistości funkcjonuję, krążąc między Kłodzkiem a Wrocławiem. Ale to właśnie w Kłodzku najlepiej mi się odpoczywa i regeneruje. Wystarczy spacer którąś z uliczek w pobliżu Rynku. Uwielbiam takie nieduże, klimatyczne miejscowości. Swoją w rozmowach z przyjaciółmi nazywam Miasteczkiem. Oczywiście, duże „M” nie jest przypadkiem.
- Nie wszyscy pamiętają, że współpracowała Pani z naszą gazetą. Na początku lat 90. ub. w., a więc w pierwszym okresie naszej działalności, figuruje Pani nazwisko nawet w stopce. Czy pamięta Pani, co wówczas pisała? Jak wspomina Pani te „zamierzchłe czasy”?
- Czasy zamierzchłe, to prawda, ale tematykę swoich ówczesnych tekstów pamiętam dość dobrze. Zaczęłam współpracę z Państwa gazetą od relacji z pewnego wydarzenia kulturalnego. Była nim wizyta w Kłodzkim Ośrodku Kultury reżyserki M. Łazarkiewicz i projekcja jej filmu „Białe małżeństwo” na podstawie dramatu T. Różewicza. W spotkaniu
z widzami w Kłodzku wzięła udział także popularna aktorka, J. Fraszyńska, odtwórczyni jednej z głównych ról.
Pisałam przede wszystkim o kulturze. Pamiętam także tekst okolicznościowy, związany z dniem 1 listopada. Na łamach gazety zaczęłam również cykliczne rozmowy z panem dr. J. Pokrywką, poświęcone medycynie niekonwencjonalnej, a dokładnie – akupunkturze. O ile mnie pamięć nie zawodzi, funkcjonowały pod tytułem „Skarb tysiącleci”.
- Co się wydarzyło w szafie Zosi Bałaganik, Marzenie Misia Zdzisia, Burek Odkrywca, Misja Szympansa Klemensa, Opowieści z Kapciuchowa, Niedźwiadek Tadek – to tytuły książek, które Pani napisała. Jest zapewne jeszcze więcej?
- Jest jeszcze kilka książek złożonych do druku w krakowskim wydawnictwie Skrzat. Są to „O krześle, które dało nogę”, „Gromada z szuflady”, „Kotek, płotek, totolotek” i „Rycerz na karuzeli”. Planuję również wydanie kolejnej pozycji z serii leśnej w warszawskiej Alegorii. Najpierw był „Niedźwiadek Tadek”, teraz ma się zjawić „Wiewiórka Chmurka”.
- Skąd czerpie Pani pomysły? Wśród bohaterów tych książek są nawet zwykłe kapcie. Czy to się dzieciom podoba?
- Mam nadzieję, że takie światy wykreowane, fikcyjne podobają się Milusińskim. Przyznam, że uwielbiam bawić się w moich książkach w przekraczanie granicy między tym, co realne, zwyczajne i tym, co magiczne, niezwykłe. Pomysłów, jak na razie, mi nie brakuje. Wystarczy tylko rozejrzeć się wokół. Poza kapciami zdarzyło mi się także „ożywić” czajnik, fotele i krzesła oraz sztućce. Wymyśliłam np. postać bardzo eleganckiego, stylowego i dostojnego Pana Widelskiego.
- Niedawno odbyło się spotkanie z Panią w Zespole Szkół Społecznych w Kłodzku. Czy były jakieś pytania, które Panią zaskoczyły, zadziwiły?
- W spotkaniu w Zespole Szkół Społecznych uczestniczyły dzieci klas 1-3. Dziecięca ciekawość świata jest zachwycająca. Jedno z dzieci zapytało mnie, czy w dzieciństwie bawiłam się w „kółko i patyk”. Ta grupa bardzo mnie ujęła. Okazało się, że dzieciaki czytają książki. Z przejęciem i pasją opowiadały o tych, które zrobiły na nich wrażenie.
- Współpracuje Pani z pismem dla dzieci „Świerszczykiem”. Co tam znajdziemy – opowiadania, bajki, wiersze?
- Dla „Świerszczyka” napisałam opowiadania. Ukazały się one w cyklu „Wielkie Czytanie”, który ma służyć rozwijaniu u dzieci umiejętności czytania ze zrozumieniem. Pod tekstem redakcja umieszcza zawsze test, w którym dziecko ocenia, co jest fałszem, a co prawdą.
- Pisze Pani książki wyłącznie dla dzieci?
- Tak, teraz piszę wyłącznie dla dzieci. Choć, pewnie jak większość autorów tworzących dla małych czytelników, chciałabym, żeby również ich rodzice uśmiechali się nad moimi tekstami. Może nawet wzruszali… Dodam, że na przełomie 2010/2011 r. nakładem Wydawnictwa Adam Marszałek ukazała się moja poważna książka literaturoznawcza, poświęcona pewnemu szczególnemu motywowi szpitalnemu.
- Proszę coś powiedzieć o swoich zainteresowaniach poza pisaniem? Czy bycie pisarzem pozwala na inne zajęcia?
- Naturalnie, bycie autorką pozwala na inne zajęcia. A przede wszystkim powinno się na nie znaleźć czas dla równowagi psychicznej. Funkcjonowanie wyłącznie w sferze wyobraźni nie jest zdrowe i bezpieczne. :) Gdy odrywam się od laptopa, czytam, spotykam się z przyjaciółmi, przeglądam pisma wnętrzarskie, wyszukuję ładne drobiazgi np. w komisach i sklepikach ze starociami.
- Pani najbliższe plany jeśli chodzi o twórczość?
W najbliższych planach mam książeczkę o mieszkańcach pewnego lasu, którym nie pozwala się cieszyć życiem jeleń, tyran, despota, wiecznie sfrustrowany, w złym humorze. Prawdopodobnie ów bohater będzie mieć na imię Mścisław. To historia z serii „Baśniowo, odjazdowo” dla wydawnictwa Skrzat. Na razie zostały złożone do druku dwie książeczki. Trzecia jest w trakcie oceny redakcyjnej. Zaplanowaliśmy wstępnie z redakcją sześć tytułów. To zbiorki opowiadań (od sześciu do ośmiu) pokazujące bohaterów baśniowych, doskonale wszystkim znanych, w nowych okolicznościach. Np. czarownica zmienia miejsce zamieszkania z wiejskiej chaty na kurzej łapce, gdzieś pod lasem, na wielkomiejski wieżowiec. Do tego zdecydowanie częściej niż miotły używa rolek. Nawet próbuje jazdy ekstremalnej na hulajnodze. Ciekawe będą też losy wilka. Tego złego, dzikiego, okrutnego. W mojej książeczce zaprezentuje się on czytelnikom jako kura domowa. W swoim domu na odludziu robi on bowiem wszystko: pierze, gotuje, prasuje.
A kiedyś był gwiazdą seriali sensacyjnych m.in. „Wilki wyją w Wilkowicach”. Jednak musiał uciekać przed fotoreporterami, którzy próbowali zaglądać nawet do jego szafki z bielizną osobistą.
Moja wyobraźnia nie chce więc próżnować i nie myśli o wakacjach. Nawet króciutkich.
* Na zakończenie, proszę powiedzieć, czym dla Pani jest kultura?
- Czasy są takie, że przede wszystkim docenia się zawody techniczne i konkretne umiejętności. Ale kultura, humanistyka jest jak szczypta przypraw, która dodaje smak daniu. Dla mnie literatura,
a także filmy, spektakle, koncerty są czymś, bez czego może jakoś da się przeżyć. Tylko jakoś. Bez barw i subtelności.
- Dziękuję za rozmowę.

Wydania: