Gospodarka na Ziemi Kłodzkiej
Możliwości wykorzystywane na 30%?
Jak mantra wszyscy powtarzają: potrzebna „ósemka” szerokopasmowa, aby można było do nas dojechać swobodnie i szybko... Potrzebne lotnisko - choćby „taksówkowe”, aby dolecieć do nas szybko i bezstresowo.
Tylko po co? Czy jesteśmy w stanie przyjąć więcej gości, turystów, wczasowiczów niż obecnie? Gdzie ich pomieścimy? Jak nawet nie mamy jednego choćby sieciowego hotelu na kilkaset miejsc... Więcej klientów na Czarną Górę czy do Zieleńca, które i tak „pękają w szwach” w sezonie? Powiedzmy: Stronie Śląskie czy Duszniki Zdrój z Zieleńcem i Podgórzem są już co nieco turystyczne - w pełnym tego słowa znaczeniu. Pozostałe? Polanica Zdrój, Kudowa Zdrój, Lądek Zdrój, Długopole Zdrój - to owszem - uzdrowiska, ale nastawione nie tyle na turystów co na długoterminowych (2-3 tygodnie) kuracjuszy. Po nich warto do Kłodzka a nawet do Wrocławia posłać autobus kuracyjny.
Turystyka na naszym terenie to tylko wygodne hasło rozwoju Ziemi Kłodzkiej. Po prawie 25 latach jakie są efekty postawienia na „turystykę” kosztem wszystkich innych działań? Ziemia Kłodzka ma bezrobocie jedno z najwyższych w Polsce, a do ośrodków turystycznych odpowiednio do Austrii czy Włoch jesteśmy wciąż oddaleni o lata świetlne. To nie dziesiątki tysięcy miejsc, to nie setki kilometrów tras narciarskich. Takich możliwości w naszych Sudetach mieć nigdy nie będziemy. ... Na naszą turystykę „ósemka” wystarcza. Tak więc na ołtarzu turystyki pogrzebaliśmy przemysł, który u nas istniał: np. b.KZPB, KFUT, huty szkła, zakłady przemysłu drzewnego, wreszcie kopaliny. Przemysł, który zatrudniał dziesiątki tysięcy ludzi i był integralnie związany z naszymi bogactwami naturalnymi albo umiejętnościami ludzi. Co dzisiaj zostało? Parę zakładów wielkich korporacji światowych które są zwykłymi montowniami, czy zakładami produkującymi to, co inni wymyślili. Przemysł Ziemi Kłodzkiej doszczętnie przestał istnieć. Podobnie z rolnictwem - zresztą ono nigdy w powojennej Polsce nie zakwitło.
Obok turystyki warto wrócić do:
1/ rolnictwa - ale nie tego pszenno-buraczanego, tylko hodowli bydła, owiec, gospodarstw specjalistycznych (ogrodniczych, stawów hodowlanych pstrąga czy karpia, do upraw „leśnych”, borówki, jagód, porzeczek, agrestu, aronii ...). Warto w tym dziale skorzystać z doświadczeń pp. Lechów. A przecież są tu doskonałe warunki do uprawy lnu, konopi... Powinny powstawać zakłady przetwórcze w całej tej gamie działań. Żaden produkt nieprzetworzony nie powinien „wyjeżdżać” z naszej ziemi. Warto by było, by powrócił na naszą ziemię zakład przetwórstwa owocowo-warzywnego w Trzebieszowicach. To byłby dobry początek. A może tak zająłby się tym np. p. Dylewski? Co do samego rolnictwa widziałbym tutaj jako „lokomotywę” p. Cz Pogodę 2/ przemysł drzewny - lasów to my mamy. Pokrywają naszą Ziemię Kłodzką w 70- 80 %. Wywożone kłody, w najlepszym wypadku palety... a gdzie zakłady przetwórstwa drzewnego? Gdzie domy z bali, meble na wzór „IKEI”? Nie da się?
3/ dość dobrze rozwinięta gałąź wypoczynki zdrowotnego i rehabilitacji, a nawet leczenia. Skąd pieniądze? W tym segmencie oczywiście inwestują obecni właściciele uzdrowisk oraz inwestorzy ze Szwajcarii, Niemiec, USA... to dobry kąsek do inwestowania. A co z inwestowaniem w rolnictwo, przemysł leśny i przetwórstwo? Tutaj polski rząd musi sięgnąć do kasy i postawić na rozwój regionalny - na tej samej zasadzie jak Unia Europejska wspiera biedniejszych sąsiadów, aby kiedyś mieć z nich korzyść, (a przynajmniej nie dopłacać do „średniej”). Na inwestorów z „zewnątrz” to tak jak „czekaj tatka latka”.
Nie jesteśmy aż tak atrakcyjni by do nas pchali się drzwiami i oknami. Nawet względem taniości siły roboczej (na Wschodzie jest taniej), nawet w zakresie piękna przyrody (w Chorwacji czy Grecji jest równie pięknie), itd. Przy wspomożeniu Rządu Polskiego, Unii Europejskiej poprzez Urząd Marszałkowski w ramach RPO musimy sami budować swoje bogactwo, ale „nie od razu Kraków zbudowano”, a my już zapatrzeni jedynie w turystykę straciliśmy co najmniej dwie dekady. Nie ma co liczyć, że ktoś przyjdzie i za nas zrobi nam dobrobyt, nic z tych rzeczy. A i Pan Bóg nie pomoże, kiedy sami sobie nie pomożemy.
Sumując: a/ uzdrowiska, kuracjusze + turyści, b/ rolnictwo górskie, c/ lasy i przemysł leśny, d/ rzemiosło i rękodzieło (produkty lokalne), e/ inna działalność – to nasza przyszłość.
Na dziś wykorzystujemy tylko 20 + 10 procent naszych szans z punktu „a”. A ja to widzę tak: zrównoważony rozwój: po 20 % na każdy z tych działów wymienionych wyżej.