Omnibus. Premier
Podczas tegorocznych wakacji, zwiedzałam u naszych czeskich sąsiadów, przepiękny kompleks pałacowy. Ponieważ chcę „oplotkować” jednego z pracowników, nie podam jakiż to był obiekt (nadmienię tylko, że znany na mapie zabytków). Przed wejściem do budynku, w którym mieściła się kasa biletowa, witał przybyłych turystów uśmiechnięty jegomość (na oko trzydziestoletni), w stroju z epoki, widniejący na bilbordzie. Zachęcał on w trzech językach do zakupienia biletów i zwiedzenia tutejszego pałacu.
Przy kasie stała naturalnej wielkości papierowa postać tegoż jegomościa z zewnątrz. Z tym tylko, że teraz ów młody mężczyzna ubrany w smoking zachęcał (wręcz kusił zmysłowym wzrokiem), by skorzystać z oferty dancingów, które również tutaj się odbywają. W okienku kasowym kogo zobaczyłam ku memu zaskoczeniu? Rzecz jasna, że tegoż samego jegomościa! Facet, co tu kryć, zaczął mnie cholernie intrygować. Do tego stopnia, że zacukałam się i nie mogłam wykrztusić ani słowa. Omiótł moją sylwetkę wymownym spojrzeniem i taktownie odczekał, aż wydukałam o co mi chodzi. Tym razem ubrany był młodzieżowo (jeansy i podkoszulek plus modna fryzura, czyli stojąca grzywka i bródka a’la Zorro).
Zakupiwszy bilet, usiadłam na ławce czekając na godzinę, o której miało rozpocząć się zwiedzanie. Wzrok mój mimochodem zahaczył o reklamę deserów, które można zjeść w pobliskiej kawiarni. Osłabłam, gdy w mężczyźnie przebranym za kelnera, kogo rozpoznałam? Oczywiście, że tajemniczego jegomościa. „Omnibus”, tak go nazwałam, panoszył się jak widać było, na terenie całego pałacu.
O wyznaczonej godzinie udałam się na miejsce, z którego rozpoczynało się zwiedzanie. Przewodnik już czekał. I kim on był? „Omnibus”, to był! Powiem szczerze, ogarnęło mnie uczucie przerażenia. Być może pod wpływem zbyt wybujałej wyobraźni, miałam wrażenie, że facet jest jakimś zombi. Jednakże obserwując współtowarzyszy i nie widząc na ich twarzach żadnych oznak zdenerwowania, zganiłam się w duchu za głupie myśli.
Rozpoczęliśmy zwiedzanie. Na wstępie „Omnibus” przedstawił nam portret pierwszego pana tego pałacu. Boże! Był to wykapany „Omnibus”. Po zwiedzeniu obiektu, mieliśmy wysłuchać jeszcze wykładu historyka. Kimże był ten historyk? Chyba nie muszę pisać. Moje przerażenie powoli ustępowało coraz większemu rozbawieniu. Przede mną było jeszcze zwiedzanie mauzoleum. Na samą myśl, że w jednej z mumii, mogę rozpoznać „Omnibusa”, zaczęłam nerwowo chichotać. Ganiący wzrok jednej z turystek, kazał mi się opanować, co zrobiłam z wielkim trudem.
Na koniec pobytu w pałacu, udałam się jeszcze do WC. Proszę nie pytać, czyją uśmiechniętą twarz tam zobaczyłam. „Omnibus” przylepiony do ściany (znaczy nie on, tylko jego zdjęcie), zachęcał do higieny i mycia rąk. Tego było za wiele, wybuchnęłam śmiechem. Po dojściu do siebie, jak najszybciej opuściłam to miejsce (nie tylko WC, ale i teren pałacu). Uczucie, że „Omnibus” wyskoczy zaraz niczym diabełek z pudełka, nie opuszczało mnie jeszcze przez pewien czas.
Zapewne zastanawiacie się Państwo, po co o tym piszę. Ponieważ ta moja przygoda przypomniała mi się, gdy obecnie trwa farsa wśród partii opozycyjnych z wystawianiem kandydatur na premiera.