Dobro wspólne w czasach komercji
wokół jubileuszu 800-lecia powstania zakonu Sióstr Św. Klary
...Czynienie dobra w dzisiejszych czasach wcale nie jest takie oczywiste. Kiedy pytam znajomych (nieznajomych także) czy przyjdą popracować w ważnej wspólnej sprawie, to najczęściej słyszę niechętne „czyny społeczne to już były...” i urywa nam się rozmowa. Wspólne przekopanie skwerka, pozbieranie śmieci czy też wykonanie innej pożytecznej czynności graniczy niemal z cudem. Szkoły, zakłady pracy i samorządy nie stoją już wspólnym nadrzędnym dobrem a wszystko aż do bólu jest skomercjalizowane i wycenione w najdrobnijszych szczegółach.
Wokół klodzkiego Klasztoru Mniszek Klarysek od Wieczystej Adoracji skupiła swoje działania Grupa Nie Do Zdarcia, jak żartobliwie nazywają swych przyjaciół Siostry Klaryski. Gwarancja niezależności, wolności sumienia i poglądów przyciągnęła ludzi mających wielką potrzebę czynienia dobra wspólnego, apolitycznych i głęboko wierzących w warości najwyższe. Choć dla każdego z nich te wartości są inne, to przecież cel jest wspólny realizowany według zasady. „Nie spodziewajcie się niczego po człowieku, który pracuje wyłącznie dla potrzeb własnego życia, a nie dla innych i swego trwania w wieczności.” Jubileusz 800-lecia Zakonu Sióstr Św. Klary, to kolejna już okazja po dwóch Emaus Kłodzkich do zaoferowania wszystkim potrzebującym dostępu do koncertów muzyki kameralnej, spotkań przy herbatce i domowych wypiekach oraz konferencji i wykładów historycznych. Tym razem, to również rozmowy o duchowości i rewelacyjne przedstawienie teatralne o życiu św. Klary. Trzy dni pełne wydarzeń, skomplikowanych czynności technicznych, konieczności zsynchronizowania wszystkiego z wszystkim. A to przecież nie mogło naruszyć delikatnej sfery „odosobnienia” sióstr klauzurowych. Zderzenie dwóch światów – duchowego, wręcz mistycznego i tego codziennego biegania za kablami, toaletami, oświetleniem, nagłośnieniem, papierem toaletowym i mnóstwem potrzebnych miseczek, serwetek, kwiatów, kubeczków, bigosu, chleba i wszelkiego innego sprzętu i dziwnych przedmiotów, o których nawet nie myślimy, że mogą być potrzebne. W ciągu kilku tygodni spotykaliśmy się omawiając zaskakujące nas wciąż problemy, dzieląc zadania, chodząc po prośbie i z „kapeluszem” po ofiarę i wszelakie przysługi.
Ewa Kornaszewska, reżyserka, autorka scenariusza i spikerka uroczystości: “Z jubileuszem wiążą się dwie radości. Pierwsza to ta, że na powrót mogłam poznać i poczuć św. Klarę i jej duchowość. Druga, to niczym nie do zastąpienia uczucie bycia potrzebnym dla innych. To radość z tego, że znajdujesz się w najlepszym miejscu na ziemi...”
Ewa szyła stroje, biegała na próby, czytała książki o św. Klarze, godzinami rozmawiala z nami, Matką Ksienią, aktorami teatru Rapsodia. Takie były jej wakacje, Bardzo ważne wakacje.
Napisane przez DanaB, sierpień 12, 2012 na www.Klodzko24:
“Było cudownie. Pogoda tylko w sobotę nieszczególnie dopisała, ale pod wieczór już nie padało i było bardzo przyjemnie. Błyskawicznie rozeszły się dwa potężne gary bigosu z Hotelu Polanica i grochówka z Baru Dobrze. Dzik rozszedł się trochę wolniej, ale to dlatego, że był w głębi ogrodu i ludzie najpierw tłoczyli się przy bigosie. Starczyło dla wszystkich chleba i herbaty (przepyszna mieszanka z „Madagaskaru”). J.E. Biskup Dec był zadowolony, dzieci go oblegały z prośbą o wspólne fotografie. Jeden pan przy stoliku biskupa siedział nadąsany, ale nikomu nie popsuło to zabawy. Siostry Klaryski bardzo zadowolone i wdzięczne za hojne datki. Nie zostało ani jedno ciasteczko w kształcie św. Klary misternie wykonane przez p. Gosię Bicz. Mam nadzieję, że całą imprezę opisze Mietek Kowalcze, który dzielnie czuwał nad całością i był obecny od świtu po północ. Równie dzielna była Natalia Targońska, często zastępując tragarzy i czuwając nad bezpieczeństwem uczestników. I Ula z Fortecznej. I Marylka. I Deny. I Ewa. I pan Dyrektor Akustyk z Ołdrzychowic. I Tomek. I dziewczyny ze Społecznej (z Wojtkiem). Aktorzy z Teatru Rapsodia. I tylko Heni Szczepanowskiej brakowało. Naszego generała“.
Dana przez ostatni tydzień przed uroczystościami jeździła w poszukiwaniu naczyń, zupy, serwetek, koleżanek, które zechciałyby upiec ciasto domowe i wszelkich potrzebnych do jedzenia rzeczy, używając własnego samochodu, telefonu i nienormowanego czasu użyczonego przez jej rodzinę. Natalia była odpowiedzialna za ład, porządek i bezpieczeństwo. Tak naprawdę to robiła wszystko co porzebne. Prosiła o wsparcie i pomoc w urzędach, firmach, organizacjach społecznych. Była tragarzem, monterem, kwiaciarką, ochroniarzem i załatwiaczem spraw niemożliwych. „Człowiek jest wielki nie przez to co ma, lecz przez to czym się dzieli... Dużo nauczyłam się w czasie tego jubileuszu.” Szczuplutka, młoda, bardzo konkretna. Długo zastanawialiśmy się czy da radę. Dała. Nawet nad podziw dobrze.
Miecia Kowalcze nie trzeba przedstawiać. Bez jego cudownej łagodności, wiary, szacunku dla drugiego człowieka nasze wysiłki nie osiągnęłyby takiego skutku. Tylko Miecio mógł zachęcić do pomocy i współpracy tylu mieszkańców Łukasińskiego. To niezwykłe, jak ludzie reagują na jego życzliwość. Ci starzy i ci najmłodsi. Wystarczyło podjechać pod klasztor, a już kilku młodych ludzi podbiegało, by pomóc wyładować z samochodu sprzęty, pudła, naczynia.
„Duża robota ludzi, bez zaplecza parafii. Kosmiczni zapaleńcy, przejęci tym, co robią. Łącznie z młodziakami-skrzypkami, którzy oddali kasę Matce! Udzieliło się? Usłyszałaś od kogoś: to się nie da zrobić? Ze skromnym tylko udziałem instytucji powiatowych i miejskich. Wzorowa współpraca z ludźmi z Ośrodka w Ołdrzychowicach. Jasny podział kompetencji wśród organizatorów (z drobnymi wpadkami, które dawało się wyjaśnić, bo gadaliśmy dużo i chętnie). Duże poruszenie wśród mieszkańców Łukasia”.
Miecio mieszka przy Łukasia (ul. Łukasińskiego) obok klasztoru. Odpowiadał za sprawy organizacyjne i gospodarcze. Za toalety, kosze na śmieci, rozkładanie sprzętów. Stale do naszej dyspozycji od rana do ciemnej nocy. Zawsze życzliwy. Cierpliwy. Wyrozumiały.
Magda, nasz artystyczny mentor i pomysłodawca.
“Dla mnie był to zaszczyt, że mogłam dołączyć do obchodów 800 lecia konsekracji Św. Klary, organizując koncert. Poprosiłam znajomych artystów pochodzących z Kłodzka Agnieszkę Kuźmę wraz z mężem Mateuszem oraz Macieja Batora z żoną Zuzanną o udział w koncercie“.
Wielebna Matka Ksieni, troskliwa, wciąż w modlitwie, życzliwa:
„Przyznaję się, że przed Jubileuszem miałam pewne obawy dotyczące aktorów i pozostałych uczestników. Zastanawiałam się nad tym, czy i jeśli już, to jak odczytają postać św. Klary?
Modliłyśmy się o to, by wszyscy uczestnicy Jubileuszu jak najwięcej skorzystali duchowo. Otrzymujemy wiele opinii i podziękowań uczestników Uroczystości. Odczytali przesłanie św. Klary, która żyjąc w ubóstwie i w ukryciu klauzury w odległym XIII w. przemówiła dziś swoim milczeniem i radykalizmem życia. Z relacji uczestników dowiadujemy się, że taki sposób wspólnego świętowania stworzył atmosferę rodzinną. Na to złożyło się wiele czynników, przede wszystkim życzliwość, ogromny wysiłek i wspaniała organizacja Przyjaciół Naszej Wspólnoty, którym w imieniu uczestników Jubileuszu,
a przede wszystkim naszej Wspólnoty Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Kłodzku serdecznie dziękuję".
Odpowiedzialny za dekoracje Justas, Litwin z Wilna, tramp, wędrowiec po wielu krajach Europy, skrócił swoje wakacje w ojczyźnie, by pracować z nami. Skończył rysunek i art design, pracował w paru miejscach od Hiszpanii po Turcję. Wolonatriusz bystrzyckiego EFM, który bardzo związał się ze Społeczną i ludźmi z niej, pracując przy kilku projektach. Mieszkaniec Długopola Górnego, który po zakończeniu okresu wolontariatu postanowił zostać, bo się zakochał w Polce i w Polsce. Człowiek wielkiej wyobraźni, która potrafi dostosować do możliwości technicznych i przestrzennych miejsce, w którym pracuje. Łatwo, mądrze i konsekwentnie współpracuje z ludźmi. U sióstr klarysek, przed pracą nad scenografią sceny do przedstawienia przygotował oprawę dla relikwiarza błogosławionego Jana Pawła II, oglądać je można po lewej stronie ołtarza głównego.
Było też kilka osób, które mnie zadziwiło. Za każdym razem, gdy zaledwie zaczynałam o coś prosić, pytali ile, o której, gdzie.??? Konkretnie, bez zbędnego dopytywania, a po co wam to? Pracowali razem z nami nie patrząc na zegarek. Podejmowali ryzykowne decyzje pożyczając nam drogi sprzęt, użyczając samochodów, wpłacając własne, nie firmowe pieniądze.Te nazwiska z listy poniżej, to złote nazwiska w naszej społeczności. Wielkim zaskoczeniem była niezwykła życzliwość wójta Stanisława Longawy i jego Zastępczyni. To nie tylko powinność samorządowców, to pomoc na poziomie zrozumienia potrzeby współuczestniczenia w tworzeniu wspólnoty obywatelskiej.
Drodzy Państwo i wspaniałe dzieciaki z Łukasia, to zaszczyt dla mnie, że mogłam z Wami pracować. I choć musiałam z bardzo ważnego powodu wyjechać w sprawach rodzinnych, to i tak byłam z Wami myślami. Mój telefon na niemieckich sieciach wyczerpał swoje doładowanie już pierwszego dnia, co pewnie zostało przyjęte z ulgą przez wszystkich moich „Przyjaciół od Jubileuszu”, bo wreszcie przestałam pytać o te stoły, bigosy, serwetki i czy kwiaty nie więdną w ogrodzie. Bardzo Wam dziękuję za te kilka tygodni wspólnej pracy. To było coś wyjątkowego!!!