Szkoła bez rygoru

Autor: 
Mirosław Awiżeń

Mądre! Nieprawdaż? ... uczeń ważniejszy niż nauczyciel. Mądre! Nieprawdaż?
I dzieci takie szczęśliwe ... takie pod kloszem jak kurczaczki... cieplutko, milutko, można sobie pokląć... można nawet pierdnąć... a nauczyciel „nie widzi”, mamusia i tatuś pochwali... żadnego stresu.
Ale przychodzi czas - prędzej czy później zmierzyć się z dorosłym (samodzielnym) życiem.
A tu już jest różnie.
Najpierw taki szef życzy sobie ubrania do pracy jakie sobie życzy. Albo ubranie „pajaca” albo „pingwina” albo... a jak się nie podoba - „to dziękujemy Pani/Panu ...
Potem - żadnych 5-15 minut spóźnienia „studenckiego”, wyjścia 5 minut wcześniej albo przed szefem, żadnego tam „zrobię później”. a już w ogóle nie do pomyślenia, że „po swojemu”.
I taki młodzieniec/młoda wypada z „klosza kurczaka” pod rynnę i jest spłukiwany/spłukiwana bez sentymentów ale i też bez złości, niechęci. Ot, bezosobowo - „nie nadaje się i tyle”.
Tak to jest w konsorcjach, firmach prywatnych. Tak też bywa w „budżetówce”, czyli m.in. w stanie urzędniczym, nauczycielskim ... (ale tam ważne są „układy”, które też bezwzględnie eliminują „kurczaczki”).
Spod klosza ciężko nagle stać się odpowiedzialnym, sumiennym, twardym i słuchającym przełożonych pracownikiem.
Trudno o samodyscyplinę, kiedy wcześniej „wszystko mi było wolno”.
Wówczas co poniektórzy z szacunkiem wspominają swoich „surowych nauczycieli”, żałują, że mieli w większości nauczycieli, którzy „za święty spokój” nie przyłożyli się do ich wykształcenia.
Z lekkim niedowierzaniem wysłuchują teraz tatusiów i mamusie, że „świat jest taki zły”, że nie docenia takich wolnych, wykształconych i wspaniałych... bo już wiedzą, że „coś nie tak” z ich przygotowaniem do dorosłego życia, do pracy przez szkołę, przez nadopiekuńczych rodziców...Stąd bezradność młodych, stąd tak duży procent bezrobotnych wśród młodych, wykształconych...

PS. Oczywiście, że bezrobotny młody to nie jego wina. On płaci za błędy oświaty, rodzinki, otoczenia. Oczywiście młody, który potrafi pracować, to też nie jego jedyna zasługa, tylko środowiska, w którym się wychował (rodzina na „swoim”, „szkolny klosz” codziennie neutralizowany poprzez obowiązki domowe, poprzez aktywność społeczną (woluntariat) „wyssaną z mlekiem matki” i popartą przykładem ojca, wujka, ciotki ....,

Wydania: