Ścieżki kariery zawodowej młodego absolwenta "czegoś"
Możliwości rzeczywiste i osiągalne: - praca w firmie rodzinej z perspektywą jej przejęcia jak ojce odejdą, - praca w budżetówce - najczęściej miejsce „załatwione” przez pracujących tam rodzicielów, - praca u przyjaciela Rodziny.
Jak tego nie ma: patrz: możliwości powyżej - i nasz absolwent jest zdany na własne siły to:
- zapisuje się do młodzieżówki
a/ partyjnej i jak jest spolegliwy, niekiedy nawet szybko uzyskuje jakąś pracę w jednostkach podległych danej partii (łącznie z firmami formalnie niezależnymi),
b/ stowarzyszeniowej (różnego rodzaju fundacji pozarządowych), które też mają dla swoich „konfitury” i tam będąc uległym i spolegliwym załapuje się na jakieś stanowisko.
- próbować własnymi siłami (nawet ślepej kurze trafi się ziarno jak będzie nieustannie dziobać i dziobać to tu, to tam)
- próbować rozkręcić własny interes w spółce z kolegami sobie podobnymi. Tu istnieje duże prawdopodobieństwo „wybicia się na niezależność”, ale jest też i warunek niezbędny: TRZEBA WSPÓLNIE, a u nas pokutuje powiedzenie "mówiły jaskółki, że najgorsze są spółki”. Taką to już przekazują nam mądrość ci, którzy się poparzyli na spółkach, bo ci, którzy funkcjonują, to nie gadają, tylko po prostu wspólnie pracują.
- można być również „robolem” na Zachodzie i dostatnio najadać się w obcym kraju,
- można „wsiąknąć” w grupy przestępcze. Duże pieniądze, duży strach i jak raz dałeś się złapać to zaznaczony jesteś na całe życie, a reguły zawsze chronią bossów kosztem „żołnierzy”. Droga,z której się nie schodzi.
- można również "odpuścić” wszelką karierę i zadomowić się u „pomocy społecznej” pod budką z piwem
- raz „na tysiąc lat” możesz wygrać w jakiejś grze,
- albo przypadkiem trafić na szefa, któremu zależy na Twoim sukcesie.
Czarno widzę karierę młodych? Ano, tak. Bo: ...jeśli myślisz, że więcej coś znaczysz, bo masz rozum, dwie ręce
i chęć .... i maturę zdaną na pięć... to mało. Za mało. Bo brakuje młodym Polakom - (większości) tej pasji realizowania „swojego życia”, bo po prostu nikt ich do tej pory tego nie nauczył. Że jak wiedza - to rzeczywista, że jak umiejętności, to rzeczywiste, że jak początek drogi, to nie żądania tylko podpatrywanie (uczenie się) od praktyków. To nie szukanie (poprzez mamę, tatę, znajomych) ciepłej posadki i później czekanie do 15.00 czy 16.00 na „wyrwanie się” z zakładu.
... tylko skąd wziąć pasję, skąd pomysł na życie, kiedy do tej pory wystarczało: „ucz się, ucz - a później wszystko ci się należy”, wtłukiwane przez rodziców bezradnych wówczas jak i młody absolwent. Bo nic się nie sprawdziło - nikt niczego nie dał, a ciężko opłacone studia można do śmieci wyrzucić.
PS. Ja życzę sobie, przyjmując młodego „absolwenta” do pracy, by przynajmniej w jednym z „czymś” po pół roku pracy był lepszy ode mnie i dążył do tego, żeby dorównać mi w innych działaniach dot. firmy. Mógłby taki młody człowiek sprawdzić się jako „samodzielny gospodarz określonego terenu” w pełnym zakresie działań Gazety: obsługa prasowa imprez, interwencje, kolportaż, pozyskiwanie reklam i ogłoszeń, rozliczanie finansowe. I z tego ma wyżyć i żyć w miarę dostatnio otrzymując za pracę taki sam procent dochodów, jaki ja uzyskuję prowadząc firmę. I na razie lepszy ode mnie jeszcze się nie znalazł, choć mam cały plik CV młodych ludzi po dziennikarstwie. Pracuję wciąż - śmieję się - 8 godzin dziennie. Od ósmej do ósmej i w ogóle mi się nie przelewa. Ale od wielu, wielu lat jestem na swoim i można z tego „swojego” godnie żyć a do pracy iść z zadowoleniem, a pracę zakańczać dopiero wówczas, kiedy wszystko na dany dzień zostanie wykonane.