Dorosłość. Bobas
Młody człowiek, wchodzący w dorosłe życie, marzy o jednym, by wreszcie wyswobodzić się z opiekuńczych ramion rodziców. Tak przynajmniej było do tej pory. Jak pokazują statystki, ostatnio nastąpiła reakcja odwrotna. Dzieci nie chcą opuszczać ciepłych i bezpiecznych rodzinnych gniazd.
We Włoszech mamy obecnie do czynienia z tzw.: ”bamboccioni”, czyli „dorosłymi bobasami”. „Bamboccioni”, to trzydziesto, czterdziestolatkowie, którzy „przywarli” do rodzinnego domu i ani myślą o jego opuszczeniu.
Powody braku chęci do opuszczenia rodzinnego gniazda są trzy: pierwszym z nich jest wygoda. „Podstarzałe bobo” pomimo dobrej pracy i możliwości życia na swoim, „zakotwicza” się w rodzinnym domu, bo jak wiadomo, mama ugotuje, poda, posprząta i wypierze. Jest to dla nich układ idealny. Rodzice trzydziestolatka, który wybrał taki właśnie „dogodny pakiet” na życie, wnieśli sprawę do sądu, o eksmitowanie ich dziecka. Wygrali! „Bobas” musiał się wynieść w ciągu 10 dni.
Jednak coraz częstszym powodem, pozostawania dorosłych dzieci w rodzinnych domach, jest kwestia materialna. Młodzi ludzie, zdani na dorywczą pracę, lub pozbawieni jej w ogóle, zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na zakup, a nawet wynajęcie mieszkania. Są więc zmuszeni mieszkać z rodzicami.
Trzeci powód, to połączenie dwóch powyższych. „Podstarzały bobas” wyrobił sobie komfort w domciu, specjalnie nie szuka pracy, by mieć pretekst do pozostawania w tym bezpiecznym azylu. Rodzice takiego „bobasa”, są najbardziej sfrustrowani. Posiadają dobrą sytuację materialną, mogą pozwolić sobie na kupienie „bobasowi” mieszkania i łożenie na nie, ale „bobas” tego nie chce.
Coraz więcej włoskich rodziców, decyduje się rozwiązać ten „problem” sądownie. Problem, „bamboccioni”, jest spory, stał się nawet tematem dyskusji w parlamencie. Mówi się o ustawie, która nakazywałaby osiemnastolatkowi wyniesienie się z domu.
Rodzice „podstarzałych bobasów” czują się osaczeni przez dzieci. Groteskowo, przecież teraz to oni chcieliby się wyswobodzić z uciążliwych ramion swojej latorośli. Frustracja rodziców jest o tyle uzasadniona, że uczynili dla dzieci wszystko co do nich należało: wychowali i wykształcili. Teraz chcieliby poczuć wolność, a tu figa z makiem. Mają w domu „balast”, który dobrowolnie ich nie opuści.
Po której stronie leży wina, rodziców, czy dzieci? Jak zawsze w takiej sytuacji, odpowiedzialność ponoszą obie strony. Zbytnia opiekuńczość rodziców w dzieciństwie, wtrącanie się do wszystkiego. Zwroty typu: „pomogę”, „wiem lepiej, zrobię to za ciebie”, „daj, jeszcze się napracujesz”, to później procentuje rozleniwieniem „podstarzałego bobasa”. Problem maminsynków, to druga sprawa. Mama takiego jedynaka, rozpasa jego ego, w swej zaborczości uczy, że żadna kobieta nie da mu tego co ona. Co się więc dziwić, że gdy taki maminsynek dorośnie, nawet nie myśli o szukaniu następczyni.
Jakie jest idealne rozwiązanie problemu „bamboccioni”? - domy wielopokoleniowie, każde z osobnym mieszkaniem. Niby razem, a jednak osobno.