Lądeckie impresje (144)
Kiedyś Kłodzko z precli ponoć słynęło, wzmianka o nich pochodzi już z roku 1504. Taki precel znajdziemy m.in. na herbie widniejącym na jednej z kłodzkich kamienic. Wszystko jednak wskazuje, że tym razem Kłodzko zasłynie ze swoich pierników. Czyżby Toruniowi rosła nowa konkurencja ?
A wszystko za sprawą wprowadzanego właśnie na rynek KŁODZKIEGO PIERNIKA oraz niemniej smacznych KŁODZKICH PIERNICZKÓW. Ich stara receptura pochodzi od Sióstr Franciszkanek z Ołdrzychowic Kłodzkich, które jak piszą „nasze świąteczne pierniczki przysparzają nam sporo powodów do radości. Tą radość chcemy też dzielić z innymi, stąd nasza zgoda…”.
Ich wytwórcą staje się znana w regionie Piekarnia „Kajzerka” w Żelaźnie. Zakład szacowny i cieszący się uznaniem klientów. Swoją działalność rozpoczął w roku 1989 w pobliskich Krosnowicach, wynajmując budynki byłego PGR-u. Od 1997 r. działa w Żelaźnie, zatrudniając ok. 120 pracowników w większości niepełnosprawnych. Dzisiaj wytwarza ponad 80 asortymentów wszelkiego pieczywa i produktów cukierniczych, które trafiają do 250 sklepów, często daleko od kłodzkiego regionu. Dzisiaj to też zakład na wskroś nowoczesny i prężny, chociaż tradycję pielęgnuje w swoich recepturach. Jego wyroby cieszą od kilku lat nasze podniebienia. Sam tego doświadczam przy każdym pobycie w kłodzkim regionie. W międzyczasie czytam w lokalnej prasie, że zakład i jego właściciel zaliczani są do mecenasów kłodzkiej kultury, dzisiaj przypadek niestety dość rzadki.
Wracam jednak do owych pierników. Wytwarzane z naturalnych surowców, oparte są na starej zakonnej recepturze. Mogę jedynie zdradzić, że w ich składzie spotkamy m.in. miód, goździki, imbir, gałkę muszkatołową, cynamon. Wytwarzane są ręcznie, tak jak pieczone są w starym piecu. Cykl od zaczynu do wyjęcia z pieca to ponad 5 godzin. Wytwarzane są w dwóch postaciach: w kształcie geograficznego obrysu Ziemi Kłodzkiej oraz w kształcie serca. Pakowane do specjalnych ozdobnych pudełek są doskonałą pamiątką z tego zakątka. Na opakowaniu m.in. zdjęcia Kłodzka, tutejszych uzdrowisk czy kalendarium dziejów Hrabstwa Kłodzkiego. Takie to są owe PIERNIKI i PIERNICZKI HRABSTWA KŁODZKIEGO.
Jak mówi właściciel zakładu p. Zdzisław Jasiński „chcemy, aby nasze pierniki były pewnego rodzaju wizytówką kłodzkiego regionu, aby każdy turysta czy pielgrzym odwiedzający nasze sanktuaria zabrał ze sobą pudełeczka pełne naszych kłodzkich łakoci…”. Oprócz doskonałych walorów smakowych i estetycznych /z uwagi na specjalne opakowanie/ spełniać będę również funkcję promocji tego regionu. Bo też jak mówi p. Krzysztof Baldy – członek Zarządu Powiatu Kłodzkiego „cenimy pierniki m.in. za walory promocyjne…”. Złożono też wniosek do Ministra Rolnictwa o wpisanie produktu na listę produktów regionalnych. Aby takich też produktów regionalnych było jak najwięcej na tutejszym rynku. Odwiedzając Ziemię Kłodzką nie zapomnijmy więc o kłodzkich piernikach. Wszak nie tylko w Toruniu je spotkamy...
A tymczasem przenoszę się do pobliskich Krosnowic, gdzie odbędzie się /tekst piszę z pewnym wyprzedzeniem / jubileuszowa dziesiąta już edycja FESTIWALU MUZYCZNEGO im. I. Reimanna. Jest to jedna z nielicznych znaczących imprez muzycznych, realizowanych praktycznie siłami społecznymi. Jego organizatorem jest bowiem Towarzystwo Miłośników Krosnowic i chwała mu za to wielka. Ta nieliczna garstka ludzi z prezesem p. Franciszkiem Piszczkiem tworzy dzieło /nie bójmy się tego słowa/ godne niejednego dużego miasta, które dysponują stosownymi funduszami i możliwościami organizacyjnymi. Tu jednak wszystko tworzy się z wielkiej pasji, zapału i poświęcenia, mimo liczenia każdej złotówki.
Festiwalowi towarzyszy m.in. konkurs literacki „O złotą nutkę Reimanna” mający na celu propagowanie literackich talentów zainspirowanych muzyką Reimanna. W roku ubiegłym swoją promocję miało z kolei pyszne miejscowe ciastko o nazwie… reimanka.
Sam Ignazy Reimann urodził się w Wambierzycach /27.12.1820/ ale związany był poprzez swoją pracę i twórczość z Krosnowicami. Przybył tu w 1851 roku, zastępując miejscowego nauczyciela nijakiego Sedelmanna. Uczył tu nie tylko muzyki, ale i był organistą, dyrygentem chóru i parafialnej orkiestry. Jak kiedyś powiedziano „z urodzenia obywatel Wambierzyc, z wyboru obywatel Krosnowic, ze względu na bogaty i wszechstronny dorobek muzyczny obywatel Europy…”. Dość powiedzieć, że skomponował ponad 800 utworów, w tym msze, oratoria, uwertury, kantaty, pieśni, nieszpory. Czeka nas więc kolejna wielka uczta muzyczna, którą trudno przeoczyć.
Wybieram się i ja do Krosnowic, nie tylko z uwagi na czekające doznania artystyczne. Ale i przez szacunek i uznanie dla tego co tu robią i dla tych co to wszystko tworzą. Oby takich Krosnowic i takich też wspaniałych pasjonatów było jak najwięcej w każdym polskim regionie.