Wybory. Farsa
Zasadniczo scenariusz każdych wyborów parlamentarnych jest taki sam. Partie wzajemnie się opluwają i szukają haków na kontrkandydatów. Partia rządząca mówi ile to zrobiła, i że jak się ją wybierze ponownie, to zrobi jeszcze więcej. Największa partia opozycyjna zaś mówi, że partia rządząca nic nie zrobiła, i że jak odda się im władzę, to dopiero będzie raj. Mniejsze partie, stawiają na większą kulturę. Mamią niczym wujek z Ameryki, życiem w luksusie, tylko żeby dać im szansę, znaczy… władzę. I tak co cztery lata. A prawda jest taka, że czy rządzi prawica, centrum, czy lewica, my obywatele i tak nie czujemy poprawy bytu. Czują ją jedynie ludzie u władzy. Ja jednak nie o tym. Tym razem, zbliżające się wybory parlamentarne mają pewne novum, które łączy wszystkie partie, jest nim lista kandydatów ubiegających się o mandaty do Sejmu i Senatu. Szczerze mówiąc, można powiedzieć na ten temat tylko jedno - ręce opadają.
Wachlarz postaci ubiegających się o mandaty jest zaiste imponujący. Co ciekawe, widać wyraźnie, że na Wiejską powoli wkracza wielki świat, konkretnie show biznes i celebryci. Ale po kolei. Wśród kandydatów mamy wdowców i wdowy po ofiarach smoleńskich. Dosyć spore grono tak zwanych zapomnianych polityków. Agentów znanych z sesji w kolorowych pismach i rozpracowywania zdesperowanych kobiet. Jest była przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych. Jak widać kobieta zmęczona walką o polepszenie życia pielęgniarkom, zdecydowała, że zajmie się polepszaniem własnego. Oby tylko, gdy już zasiądzie w ławie poselskiej, nie trafiła do komisji zajmującej się problemami pielęgniarek. Byłaby to niezręczna sytuacja dla obu stron. Na liście mamy również znanego obrońcę praw mniejszości seksualnych. To akurat nie jest złe. Chłop walczy jak może o te prawa. Być może, jako poseł coś wywalczy. Jak wspomniałam wyżej, jest spore grono celebrytów. Snowbordzistka znana z tego, że jest znana. Dziennikarz muzyczny, który zasłynął dzięki dredom i zasiadaniu w jury muzycznego show. Była minister, która stała się „gwiazdką”, po odchudzeniu i operacjach plastycznych. Zagrała w bollywoodzkim filmie i tańczyła w show „TzG”.
Słuchając kandydatów na posłów, senatorów, którzy gminnie odwiedzają stacje TV, widać, że nie mają oni pomysłu na politykę i jej poprawę. Mają pomysł na siebie i wylansowanie swojej osoby. Reklamy wyborcze to „farsa”. Jedni śpiewają, inni rozmawiają ze zwierzętami (poseł PJN ze swoimi dwoma kotami), jeszcze inni robią „wejście czerwonego smoka”.
Kolejne wybory (czyt. kandydujący w nich), pokazują namacalnie, że do polityki nie garną się ludzie, którzy swoją wiedzą i doświadczeniem mogliby coś w kraju zmienić na lepsze (oczywiście jest pewien odsetek, ale to kropla w morzu potrzeb).
Dlaczego tak się dzieje? Głównym powodem jest poziom uprawianej polityki, a konkretnie jego brak. Nikt, kto ceni swoje nazwisko i osiągnięcia, nie chce ryzykować oplucia i zeszmacenia swojej osoby. Dopóki nie nastąpi ukulturalnienie sceny politycznej, na kandydatów z klasą nie ma co liczyć. Szkoda.