Otworzyć puszkę Pandory - prawdziwa długowieczność ... (cz. 2)
Co się takiego wydarzyło, że warunki życia uległy tak dużej zmianie, a człowiek dziś w najlepszym wypadku żyje do stu, góra stu dwudziestu lat?
Znany nam jest mit o puszce Pandory. Jedna z jego wersji mówi o tym, jak Pandora i Epimeteusz, sprzeniewierzając się zakazowi Zeusa, otworzyli puszkę, z której to wyszły jadowite pająki i węże, a za nimi zaczęła wyłaniać się przedziwna , mglista postać – przerażona Pandora zatrzasnęła wieko puszki zamykając na jej dnie Nadzieję. Wkrótce po tym na lądzie i na wodzie zaczęły pojawiać się choroby przynoszące śmierć ludziom i zagładę światu.
W Księdze Rodzaju czytamy o potopie. Kosmiczna katastrofa istnieje w świadomości ludów na wszystkich kontynentach. Według jednej z hipotez, w nasz glob uderzyła lodowa kometa. Trafiła ona w miejsce oddalone od równika, co spowodowało, że kąt osi obrotu Ziemi w stosunku do ekliptyki zmienił się o kilkadziesiąt stopni. Hovind twierdzi i przytacza na to przekonywające argumenty, że przed tą katastrofą kąt obrotu Ziemi w stosunku do ekliptyki był bliski 90 stopni. W związku z tym, klimat na równiku jak i w okolicach bieguna nie różnił się aż tak znacząco, jak dzisiaj. Uciekło wówczas z atmosfery sporo gazów, ich skład uległ znaczącej modyfikacji, a ogólne ciśnienie obniżyło się blisko o połowę. Przypuszczam, że właśnie wtedy, podczas tych katastrof, niemal całkiem zniknął z atmosfery wodór.
Czy istnienie dinozaurów i ich ogromne rozmiary można uznać za dowód na to, że atmosfera, która panowała przed katastrofą sprzyjała wielkości gatunków i długości ich życia?
Wszystko na to wskazuje. W tej materii teoria Hovinda dostarcza całkiem logicznego wytłumaczenia. Jest ono znacznie bardziej logiczne, od tego, co podają nam oficjalnie obowiązujące dziś teorie. Dzisiejsze gady, według Hovinda, to takie, małe i młodo umierające dinozaury, tyle, że kilkanaście lub nawet kilkaset razy mniejsze i młodsze. Wiemy skądinąd, że gady rosną stale, aż do śmierci. Jeżeli gad by nie umierał tak szybko jak umiera w dzisiejszych warunkach, to rósłby w nieskończoność i spokojnie osiągnąłby wzrost i rozmiary dinozaurów. Niestety dziś gady kończą życie znacznie młodsze i mniej wyrośnięte niż przed „potopem”.
Ponadto archeolodzy co i rusz wykopują kości ssaków, gatunków dziś żyjących, ale o rozmiarach dwu, trzy, czy nawet dziesięciokrotnie większych, niż obecnie. Muzea na całym świecie posiadają takie szczątki w swoich zbiorach. Zwierzęta te współcześni uczeni nazywają, używając swojej wyobraźni, zwierzętami okresu lodowcowego i mocno upierają się, że są to inne, niż żyjące dziś gatunki zwierząt, pomimo, iż poza rozmiarami nie różnią się one zgoła niczym. Doktor Kent Hovind sformułował śmiałe i obrazoburcze, jak na dzisiejsze czasy twierdzenie, że:
„Od początku naszego świata, aż do dziś, gatunki nie zmieniły się, istotnie zmieniły się jedynie warunki ich życia, co spowodowało jedynie nieznaczące ich zmiany w kierunku „skarlenia”.
Wytłumaczenie tego może jednak okazać się bardzo proste, niezależnie od tego czy przyjmiemy paradygmat współczesnej nauki o zmienności gatunków, czy kwestionującą go teorię Hovinda. Wymaga ono jednak zakwestionowania zupełnie innego paradygmatu: o metabolicznej nieaktywności wodoru cząsteczkowego. Uważam, że cząsteczkowy wodór H2, jest czynnikiem bardzo aktywnie wpływającym na nasze życie, oraz na zdrowie. Efektem tego wpływu może być prawdziwa długowieczność.
W obecnej chwili nie mamy jeszcze bezpośrednich dowodów. Badania naukowe nad działaniem wodoru na żywe organizmy, trwają dopiero kilka lat. Uzyskane wyniki uzasadniają jednak przekonanie, że odpowiednio dawkowany wodór jest w stanie istotnie ograniczyć procesy starzenia się komórek i tkanek, związane z ich ciągłym niszczeniem przez wolne rodniki tlenowe. Jest to sytuacja podobna do braku objawów starzenia się u wysoko rozwiniętych joginów, odżywiających się wyłącznie energią praniczną.
Co ma według pana główny wpływ na dzisiejszą „przedwczesną” śmierć gadów?
Wodór powodował, że komórki i tkanki gadów jak i pozostałych organizmów były niemal nieśmiertelne. Podwyższone ciśnienie od 1,5 do 2 atmosfer oraz zwiększona zawartość tlenu powodowały właściwe ukrwienie
i utlenowanie tkanek, a co za tym idzie, ogromny wzrost i znakomitą sprawność gadów.
Z chwilą zmiany atmosfery, droga tlenu z płuc do kończyn i oddalonych narządów została utrudniona, a to spowodowało większe i szybciej dostrzegalne zwyrodnienia i starzenie się tkanek. Gdy ciśnienie jest wyższe, sporo tlenu rozpuszcza się nawet w samym osoczu krwi, co ułatwia utlenowanie, czyli zaopatrzenie tkanek w tlen i składniki odżywcze. Liczba erytrocytów może być zatem mniejsza. Krew z większą łatwością może docierać do wszystkich, nawet najbardziej odległych tkanek. Tak też przed katastrofą, gadom, jak i pozostałym gatunkom, zdecydowanie żyło się łatwiej.
A jak to wpływało na ludzi? Czy oni również osiągali większy wzrost?
Na pewno w takich warunkach żyli dłużej, ale nie osiągali tak imponujących rozmiarów jak gady. Zróżnicowanie wielkości szkieletów ludzkich gigantów, wskazuje na możliwość spowolnienia procesu starzenia, w okresie rozwojowym. Te różnice mogą wskazywać, na stopniowy proces zmniejszania się stężenia wodoru na Ziemi. W ślad za tym zmniejszały się rozmiary organizmów. Ludzie rosną obecnie do około dwudziestego roku życia. Jeśli za Hovindem założymy, że długość życia w warunkach „przedpotopowych” w „Ogrodzie Eden”, wynosiła około 900 lat, to w porównaniu z obecnymi 120 latami najdłuższej przeżywalności, dawałoby to okres siedmiokrotnie dłuższy. Zatem dzieci w tamtych warunkach rosły by również 7 razy dłużej, a więc około 140 do 200 lat. Logiczne jest, że przez 140 lat można urosnąć więcej niż przez 20 lat. Dr Kent Hovind wspomina o znalezionych (dziś już w ilości setek) szkieletach ludzi, którzy mieli wysokość około 3, 5 metra – prawdziwi giganci, niektórzy byli jeszcze znacznie wyżsi.
Dlaczego w publikacjach naukowych tak mało wspomina się o ludziach gigantach?
Hovind uważa, że te informacje są celowo utajniane, „zamiatane pod dywan”, gdyż nie pasują do teorii ewolucji i świata nauki. Rządzący i związani z nimi politycy nie lubią, gdy burzony jest dotychczasowy ład. Moim zdaniem wcale nie musimy widzieć szczątków gigantów ludzkich, gdy są one „niedostępne”. Człowiek myślący potrafi sobie ekstrapolować na człowieka obserwacje z innych gigantycznych ssaków, których szczątki już nie są tak skrzętnie usuwane, a jest ich bardzo wiele, nawet w różnych podrzędnych muzeach na świecie.
Z kart biblii wiemy, że Matuzalem żył najdłużej, 969 lat. Czy można zatem przyjąć, że osiągnął on zużycie ciała podobne do dożywających 120 lat, współcześnie nam żyjących ludzi?
Jeśli założymy, że rozwój cywilizacyjny wpływa korzystnie na długość życia, a nasi przodkowie żyli w warunkach prymitywnych, to nie wykorzystali maksymalnie swojego potencjału życiowego. Możliwe, że w tych dzisiejszych lepszych warunkach, mogliby osiągnąć wiek nawet tysiąc dwieście lat. Jeżeli powyższe twierdzenie byłoby prawdziwe, to należałoby do naszych prognoz odnośnie spowalniania starzenia się poprzez zmianę warunków egzystencji, wprowadzić korektę i uznać, że długość życia w warunkach podwyższonego ciśnienia atmosferycznego i większej zawartości wodoru, byłaby nie siedem, a nawet dziesięć razy dłuższa. Dziś bowiem maksymalna dożywalność wynosi około 120 lat, a wtedy była by 1200 lat. Jeśli natomiast założymy, że żyli oni w warunkach najbardziej sprzyjających, bez ujemnych skutków cywilizacji, to dziewięćset lat z okładem jest maksymalną granicą i wtedy wskaźnik przedłużenia życia w warunkach wodorowych wynosiłby siedem razy.
Wiemy, że wahania ciśnienia atmosferycznego mają odczuwalny wpływ na samopoczucie człowieka, czy jest wg doktora możliwe, że ciśnienie atmosferyczne w przyszłości będzie samo szło w górę i przez to będziemy się czuć lepiej?
Czy tak będzie, to wie tylko Stwórca. Ale nad poprawą warunków ciśnienia można zastanowić się w skali mikro,
a nie globalnie, na to ludzkości nie stać. Skala mikro też da pozytywne dla nas rezultaty.
W jaki sposób można tego dokonać?
Technologia rozwinęła się na tyle, że mamy już skafandry dla kosmonautów, którzy mają ciśnienie wewnątrz w porównaniu z zewnętrzną próżnią o jedną atmosferę czyli 1000 hektopaskali większą. Są również działające komory hiperbaryczne.
Podejrzewam, że koszt komory hiperbarycznej jest znaczący. Czy będzie nas stać na zapewnienie sobie takich komór we własnych domach?
Stworzenie pomieszczenia hiperbarycznego, w którym można byłoby przebywać kilka godzin na dobę, a nawet całą dobę, to jest kwota rzędu średniego nowego samochodu. Czyli w moim odczuciu, było by to dostępne dla około 30% społeczeństwa.
Czy takie podwyższone ciśnienie może w jakiś sposób stwarzać zagrożenie dla naszego zdrowia?
Wręcz przeciwnie, pod warunkiem umiejętnego obchodzenia się z hyperbarią. Wiadome jest, że pod wpływem ciśnienia reakcje biochemiczne zachodzą lepiej i szybciej, metabolizm zachodzi skuteczniej. Prawdopodobnie ciśnienie przed „potopem”, wynosiło 1500-2000 hPa. Z drugiej strony satysfakcjonująca jest to wiadomość, gdyż dowodzi, że nasz organizm jest tak wspaniale zbudowany, że może funkcjonować w różnych ciśnieniach atmosferycznych. Nawet w ekstremalnie niskich, np. w Lhasie, w stolicy Tybetu ciśnienie wynosi ok. 500 hPa, a mimo to ustrój mieszkańców, dobrze zaadoptował się do tamtejszych warunków. Nie można jednak pominąć istotnego faktu, że długość ich życia jest znacznie mniejsza, niż ta osiągana w warunkach 1000 hPa. c.d.n.