Zależność. Wolność

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Rodzice nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządzają dzieciom, poprzez urzeczywistnianie na nich swoich niespełnionych aspiracji. Dziecko nie może się przed tym bronić, bo jest zależne. Na przykład, robienie z dziecka geniusza muzycznego. Pomimo, że talentu w dziecku za grosz, rodzice ślepi, wie-rzą, że pobyt w szkole muzycznej uczyni z ich latorośli co najmniej drugiego Chopina. Zamiast pozwolić dziecku na dzieciństwo, katują je nudnymi lekcjami i wkuwaniem nutek.
W szkole średniej miałam kolegę Filipa. Ciekawy egzemplarz. Jedynak, w którego rodzice wpatrzeni byli jak
w obraz. Za główny cel postawili sobie zrobienie z ich syna angielskiego dżentelmena, o nienagannych manierach i wszechstronnym wykształceniu. Filip był ładnym blondynkiem, zaczesanym na boczek. Ubierał się (czyt. ubierano go), w spodnie w kancik, sweterki z najlepszej wełny, tweedowe marynarki, mokasyny skórzane, z górnej rzecz jasna półki. Filip wypowiadał się z klasą, ważył słowa, nie przeklinał. Był poukładany pod każdym względem, nawet jego plecak wyglądał jakby przed chwilą ktoś go wyprasował.
Po maturze drogi nasze się rozeszły, każde z nas poszło studiować do innego miasta. Od czasu, do czasu, docierały do mnie informacje na jego temat. Że skończył ekonomię, że pracuje w banku, że dokształca się zagranicą etc. Tego lata Filip odezwał się do mnie. Konkretnie, napisał do mnie maila. Poinformował, że mieszka pod Gdańskiem i chętnie odnowi szkolne znajomości. Serdecznie zapraszał, by go odwiedzić. Traf chciał, że wakacje spędzałam w Gdańsku, postanowiłam więc skorzystać z zaproszenia. Niby jasno wytłumaczył jak do niego trafić. Jednak po przybyciu na miejsce, wpadłam w dezorientację. Zapytałam napotkaną kobietę, gdzie znajduje się ulica Kredki. - A kogo pani szuka? - zapytała. Podałam jej nazwisko Filipa. Rozpromieniła się i powiedziała, że trzeba było od razu mówić, że chodzi o tego artystę. Zbaraniałam. Zszokowana udałam się w podanym kierunku. No i zobaczyłam Filipa i jego dom. Konkretnie chałupę krytą strzechą i jego samego, zarośniętego w kraciastej koszuli i starych dżinsach. Ucałował mnie siarczyście i oznajmił, że od czterech lat wiedzie oto żywot artysty malarza. Pokazał mi swoje dzieła, obrazy zatytułowane: „Natura w naturze”. Przedstawiały one nagie kobiety na tle przeróżnych rzeczy. Co do wyglądu wnętrza domu, nie różniło się ono zbytnio od samego Filipa. Nieporządek, to najdelikatniejsze określenie, tego co tam zobaczyłam. Zauważywszy moją zaskoczoną minę, ze śmiechem opowiedział swoją historię. Otóż, bał się rodziców i robił wszystko pod ich dyktando. Nawet po studiach, był pod ich wpływem. Drodzy rodzice przenieśli się do miasta, w którym dostał pracę. Zawsze marzył by wieść życie artysty, ale rodzice nie chcieli o tym słyszeć. Wreszcie szczęście się do niego uśmiechnęło. Babcia zostawiła mu spory majątek. Zdobył się na odwagę i wygarnął rodzicom. Rzucił pracę w banku i przeniósł się do tego, oto zacisza.
To co najbardziej mi się rzuciło w oczy, gdy już ochłonęłam, to sam Filip. Nigdy, przez całą szkołę średnią nie widziałam, by tak się radośnie śmiał.
Rodzice, prośba, trochę wolności dziatwie się należy. To co wam się podoba, nie zawsze musi podobać się waszym dzieciom.

Wydania: