W odróżnieniu od Węgier - u nas bez zmian

Autor: 
Jan Pokrywka

Jak to zwykle u nas, współpraca z Chinami zakończyła się awanturą związaną z budową dwóch krótkich odcinków autostrady A2 przez firmę Covec. Nie tylko zresztą to, bo i przesunięto ad Kalendas Graecas, czyli na Świętego Dygdy chińską inwestycję w Hutę Stalowa Wola. Obrazu tego nie zmienia wizyta jednego z najważniejszych reprezentantów chińskiego rządu i podpisanie dwóch niewiele znaczących umów, bowiem prawie w tym samym czasie Węgry z Chinami podpisały takich 12 i to w kraju nad Balatonem, a nie w „centrum Europy” - tak szumnie nazywano Polskę z racji położenia - ustanowiono chińskie centrum na Europą Środkową. Gdy w 2008 r. premier Tusk prężył nie swoje muskuły i zapowiadał stałe partnerstwo polsko-chińskie, prof. Bogdan Góralczyk - dyplomata i znawca stosunków międzynarodowych ostrzegał, że „Polska próbując prowadzić aktywną, długofalową politykę wobec Chin i rojąc coś o strategicznym partnerstwie niechybnie się skompromituje”. Brakuje nam bowiem „strategii, wizji, zasobów, kompetencji i determinacji, a także długofalowej, wykraczającej poza jedną kadencję perspektywy” i tak też się stało.
To, że w kontaktach z Chinami wyprzedziły nas Niemcy – jeszcze można przeboleć, w końcu to pierwsza gospodarka w Europie. Ale okazuje się, że i Węgrzy mają więcej odwagi. Podczas konferencji prasowej na powitanie premiera Chin Wiktor Orban mówił o upadku Zachodu i wzroście znaczenia Chin w światowej gospodarce. Gdy Tusk uzyskał list intencyjny na dostawę niezbędnej Chinom energii i umowę na szkolenie polskich studentów przez chiński koncern Huawei, Orban dostał kredyt na węgierskie inwestycje w Chinach, obietnice finansowania węgierskiego długu publicznego, a także podpisał 12 umów, np. na ustanowienie siedziby Huawei prawdopodobnie w Budapeszcie, bo na Węgrzech będzie znajdować się jej siedziba na Europę Wschodnią.
Także Budapeszt stanie się specjalnym centrum biznesowo-logistycznym strefy handlowej Chiny - Europa Środkowa.
Żeby było jeszcze śmieszniej, to właśnie niechciany u nas Covec będzie rozbudowywać lotnisko w Budapeszcie, a inne firmy z Państwa Środka zmodernizują węgierską kolej.
Dlaczego węgierska „konserwatywna rewolucja”, jak zmiany nad Dunajem określają publicyści, wzbudza tak wiele kontrowersji? Przecież, jeśli spojrzeć na na to z dystansu, nie ma tam istotnych zmian w samym społeczeństwie. Właściwiej należałoby zapytać o przyczynę większej skuteczności Bratanków w porównaniu z naszą.
Odpowiedź jest prosta. Viktor Orban, lider węgierskiej prawicy jest nie tylko konserwatywny obyczajowo i świadomy religijnie, ale też zdeterminowany i konsekwentny w realizacji programu zmian. Tym właśnie różni się od naszego Donalda Tuska, mimo że to my mamy teoretycznie większy potencjał duchowy, społeczny i gospodarczy niż Węgrzy.
W jednym z ostatnich sondaży Donald Tusk nadal podoba się większości Polaków. Nie dlatego, że jest pracowitym, odważny reformatorem, co to, to nie. Podoba się, bo jest przystojny, miły i ma ładną kurtkę. Okazuje się że potencjał bez właściwych ludzi, sam znaczy niewiele, ale także, że u nas, jak na Titanicu, nie wyczuwa się zagrożenia, a orkiestra gra do końca.

Wydania: