Jestem do szpiku kościu stronniczy
O tym, co nie dzieje się dobrze na Ziemi Kłodzkiej piszę niechętnie, niechętnie też zamieszczam takie teksty innych. Odnotowuję fakt nie rozdmuchując, nie szukając sensacji choć się aż prosi, by na takim zdarzeniu „pojechać. Nawet „widowiskowe” wypadki traktuję chłodno. Rzadko kiedy na stronie tytułowej pokazuję tragedie, choć są „takie medialne” i rzeczywiście zwiększają chwilowo sprzedawalność.
Na stronie tytułowej wolę uśmiechnięte dzieci, wolę foto z fajnej imprezy, wolę obrazek z codziennego życia tak gospodarczego jak i kulturalnego, choć to może „być nudne”.
Zaś w samym środku gazety wolę pokazywać „dobrą robotę”, choć mam świadomość, że pokazywanie systematycznej pracy, rzeczowa analiza, nie podnoszenie głosu - nie jest „pokarmem” dla szukających zdarzeń: „kto, komu i ile dokopał”...
Wolę przedstawiać wysiłki mieszkańców Ziemi Kłodzkiej - nawet te drobne - które ulepszają, upiększają, wzbogacają nasz wspólny dom.
Ale też potrafię „dowalić” tym, którzy chcą własny dobrobyt, własną karierę zrobić kosztem Ziemi Kłodzkiej i ludzi tu mieszkających. I tak jest od lat.