Małżeństwo. Geny
Będąc jeszcze pod wrażeniem uś-miechniętej panny młodej, jaką była Kate Middleton, podczas ślubu z księciem Williamem, zaskoczyła mnie bijąca na odległość smętna mina innej oblubienicy - Charlene Wittstock. Ta piękna kobieta podczas ceremonii zawarcia zawiązku małżeńskiego z księciem Albertem, wyglądała tak, jakby nie mogła doczekać końca, tej jakże doniosłej uroczystości.
Pytanie. Jak może panna młoda nie być szczęśliwą w swoim jednym z najważniejszych momentów w życiu? Dodając, że na męża trafia się jej sam książę? Cóż, może. Zwłaszcza, gdy szykując się do ślubu białogłowa, dowiaduje się, że jej oblubieniec ma kolejne nieślubne dziecko i co najgorsze, poczęte podczas trwania ich związku!
Pomińmy tu aspekt moralności i kochliwości księcia oraz przyczyny, które zadecydowały, że panna Charlene jednak dotarła do ołtarza (prasa donosi, że chciała zwiać). Zatrzymajmy się na kwestii rodzinki. Mało która panna młoda w ferworze uczucia i szczęścia, że zostanie niedługo mężatką, zastanawia się do jakiej wchodzi rodziny. Z reguły zainteresowania przyszłych współmałżonków, kończą się na teściach. Wchodząc w związek małżeński mało kto zdaje sobie sprawę, że wraz z poślubieniem ukochanej osoby, poślubia w pewnym sensie jego bliższą i dalszą rodzinę z pełnym dobrodziejstwem inwentarza. Nawet jeżeli nasz współmałżonek nie utrzymuje z rodziną (częścią jej) kontaktów, jaka jest gwarancja, że to się nie zmieni? Nawet jeżeli mamy pewność, że współmałżonek nie zmieni zdania, rodzinka może się przecież przypomnieć.
Zapewne Szanowni Czytelnicy zastanawiają się co ma rodzinka do relacji małżeńskich? Oj, ma i to sporo. I wcale nie chodzi mi tu o tak utarte sprawy jak wredna teściowa. Podszepty bliskich potrafią nieźle namieszać w związku. Najlepiej to widać podczas „batalii” o spadek.
Kolejnym członem powyższego tematu, są - geny! Jest takie powiedzenie: „spójrz na matkę swojej dziewczyny,
a będziesz wiedział jak będzie później wyglądać”. To rzeczywiście prawda, ale nie do końca. Czasem bowiem córeczka jest tatusia i to dosłownie (czyt. facjata zdjęta z ojca). W kwestii genów nie rozchodzi się tylko o dziedziczenie urody, ale przede wszystkim charakteru! To, że wujek „moczymorda” jest tylko bratem teściowej, nie oznacza, że nasze dziecko nie pójdzie w ślady „sławnego” krewnego. Trzeba również się liczyć, że i sam współmałżonek może pod wpływem pewnych, nazwijmy to traumatycznych zdarzeń, popaść w ten nałóg. To samo dotyczy rozwiązłości. Ciotka „latawica”, to nie tylko wstyd, ale i spore zagrożenie, że potomek odziedziczy po niej gen odpowiedzialny za rozwiązłość. Nawet nie dopuszczajmy do świadomości, że we współmałżonku ten gen się obudzi. Można by było wymieniać i wymieniać.
Reasumując, śliczna, obecnie już księżna Charlene, powinna spojrzeć na rodzinkę męża, by zdać sobie sprawę w jaki ród wchodzi. Przecież mnóstwo w nim skandali, nieślubnych dzieci, zdrad, rozwodów, związków z ochroniarzami, ogrodnikami.
Gdyby nawet książę chciał iść drogą prostą, nie może! Bo co krok, napotyka na przeszkody. I nie tylko mowa tu o środowisku, nie o rodzince, która nie daje dobrego przykładu. Wszystkiemu winne są geny.