Zamieszanie wokół biblioteki

Autor: 
Jan Pokrywka

A mówi się, że „nasza chata z kraja”, ot taka prowincja, a tu proszę. Nasz Burmistrz dokazał rzeczy wielkiej, nie tylko na skalę krajową ale światową, a kto wie, czy nie na wszechświatową. Pomysł powinien być zapisany złotymi zgłoskami gdzie trzeba a nasz ukochany włodarz nominowany do jakiejś nagrody. Bo czy ktoś słyszał, aby gdziekolwiek na miejsce chorego dyrektora mianowano innego? Nigdzie! To tylko u nas, w Kłodzku! Wreszcie możemy być w czymś pierwsi.
Należy w tym miejscu zaznaczyć, że będzie to znaczący wkład do wszechświatowej walki z totalnym bezrobociem i biedą. Powołanie drugiego garnituru na wszystkie stanowiska dyrektorów na świecie znacząco zmniejszy bezrobocie. Natomiast powołanie na czas chorób zastępców na wszystkie stanowiska zatrudnienia spowoduje, że będzie mnóstwo wakatów i każdy będzie mógł przebierać w stanowiskach do objęcia jak w ulęgałkach.
Co najmniej roczne odprawy należące się po powrocie do pracy z chorobowego dla powołanego na czas choroby zastępczego dyrektora spowoduje wielki asumpt w walce z biedą. Taka gaża przynajmniej na rok wyeliminuje biedę dla odprawionego dyrektora itd., itp.
Pomysł powala prostotą. Zwykle dotychczas było tak, ale na szczęście za sprawą naszego włodarza to już niechlubna przeszłość, że jeżeli dyrektor/prezes, itp. zachoruje, to w czasie jego nieobecności funkcję pełni zastępca. Ale nie w kłodzkiej bibliotece. Tu, gdy zachorowała jej dyrektorka, p. Ewa Piórkowska, burmistrz powołał w jej miejsce p. Aleksandra Szweda, „by biblioteka wreszcie porządnie pracowała” lub coś w tym stylu, jak się skromnie wyraził, przy czym, dodajmy, zastępca była, a jakże i jest nadal.
Niestety, „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość przezorności” a tej burmistrzowi Szpytmie zwyczajnie lekko zabrakło. Złośliwi, których, jak wiadomo, nie brakuje, zaraz zarzucili mu partyjniactwo. Ludzie, jakie tam partyjniactwo, elementarna gospodarska troska o porządną pracę swoich placówek!
Jakie tam były może inne motywy, które kierowały burmistrzem, tego, rzecz jasna nie jest nam dane wiedzieć, ale jakieś najpewniej były. Tak czy owak, p. Szwed – jak donosi prasa – nie chcąc być zamiennikiem jedynie „na czas zwolnienia”, zwolnił p. Piórkowską, a w każdym razie kazał szybko spakować jej rzeczy do kartonu. Zainteresowana jednak wypowiedzenia nie dostała, bo w trakcie chorobowego takiego prezentu otrzymać nie może, tu widać ułomność naszego prawa, ale posłowie stale nad nim pracują. Po powrocie do zdrowia i pracy niechybnie wypowiedzenie otrzyma.
W ten sposób na dwudziestu pracowników biblioteka ma dwóch dyrektorów i jednego zastępcę, który jest dyrektorem de iure na czas choroby. A kto będzie rządzić w przyszłości? Być może ten, kto pierwszy przyjdzie do pracy.
Statut Biblioteki stanowi, że: „Dyrektora powołuje i odwołuje Zarząd Miasta, po zasięgnięciu opinii związków i stowarzyszeń zawodowych działających w Bibliotece, a także Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu.” P. Szwed nie jest zarządem miasta i nie może zwolnić swego vice versa, tak jak burmistrz nie mógł lege artis powołać go na dyrektora. Albowiem w innym miejscu tenże statut stanowi, iż „Bezpośredni nadzór nad Biblioteką sprawuje Zarząd Miasta, a w części dotyczącej realizacji zadań powiatowej biblioteki publicznej - Zarząd Powiatu. Nadzór merytoryczny nad działalnością Biblioteki sprawuje Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna we Wrocławiu.”
A ponadto taka nominacja wynikać powinna z konkursu. No, ale jak to mówił Kargul albo Pawlak: prawo prawem,
a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. I tego się trzymajmy.

Wydania: