Przed-świąteczne Last Minute
Lubię i potrafię wyszukiwać atrakcyjne oferty w internecie. Są miliony stron temu poświęcone, warto szukać. Grzebiąc tak, pewnego wieczoru natrafiłam na bardzo kuszącą ofertę wyjazdu przedświątecznego na tydzień do Tunezji w bardzo ale to bardzo atrakcyjnej cenie, jedynym „haczykiem” był wylot w Monachium. Nie mogłam się nie skusić, szczególnie biorąc pod uwagę panujący u nas zimowy chłód.
Nie powiem, miałam lekkie obawy czy wszystko będzie w porządku, czy nie natrafiłam na „kuszące internetowe oszustwo”. Na przygotowania do wyjazdu miałam zaledwie dwa dni. Już na lotnisku ulżyło mi niesamowicie, ponieważ czekał na nas rezydent, który wszystkimi formalnościami zajął się osobiście. Już byłam pewna, że żadne niespodzianki mnie nie czekają. Miejscem gdzie miałam spędzić swój słoneczny tydzień był Monastir.
Monastir na pierwszy rzut oka - w drodze z lotniska do hotelu nie sprawia dobrego wrażenia - białe betonowe budynki, betonowe ogrodzenia i drogi. Wokół niewiele zieleni, piasek i co najbardziej zastanawia - to puste i wyludnione ulice.
Spotkanie kobiet na ulicach miasta jest bardzo rzadkie, a zaczepione pytaniem o drogę uciekają. Tutaj mężczyźni zajmują się biznesem, prowadzą sklepy, restauracje. Tunezyjczycy są niesamowicie nadskakujący i bardzo otwarci, w stosunku do kobiet szarmanccy i uprzejmi. Miłe – ale i bardzo złudne…
Będąc w okolicach przystani „Marina”, w którejś z małych uliczek znalazłam „Pizzarie". Z czystym sumieniem pizzy tunezyjskiej nikomu nie polecam - gorzka, sucha i po prostu okropna. Coca-cola też smakuje byle jak, jakby woda zabarwiona tylko na kolor coli. Ale piwo jest całkiem dobre - o ile zostało wcześniej wystarczająco schłodzone.
Tunezja to kraj kontrastów, z jednej strony marmurowe hotele, z drugiej namioty i szałasy.
Ceny są przystępne, porównywalne do naszych. Ciekawostką jest to, że ichnia waluta jest niewymienialna. Nie można jej wywieźć z kraju, ani kupić w innym miejscu na świecie.
Wracałam w terminie, gdy zaczęły się już wariacje zimowe na lotniskach. Muszę przyznać, że miałam naprawdę dużo szczęścia, ponieważ mnie przytrafiło się czekanie na samolot tylko sześciogodzinne!