Źródła przed erupcją?
Tak sobie dywagowałem w n-rze 46 “w temacie” źródeł, na jakie powołuje się nasza ustawa zasadnicza, i, co zawsze cieszy, znalazłem pewne potwierdzenie swoich wynurzeń:
“... człowiek nie chce się podać Bogu, a szuka gdzie indziej wartości i inspiracji, gdzie indziej szuka autorytetów. Okazuje się, pokolenie za pokoleniem, że ile razy człowiek budował na Bogu, to wprawdzie w trudzie, często w cierpieniu, ale budował dzieła trwałe. Ile razy opierał się zaś na innych źródłach, na nie-Bożych, a więc anty-Bożych wartościach, tyle razy budował jak na piasku, a dzieła te okazywały się krótkotrwałe. Rosypywały się wcześniej czy później w proch i pył, a wspominane były z niesmakiem, jako niechlubne, i najczęściej odchodziły w niepamięć...” abp Andrzej Dzięga w Świebodzinie (21.11.br.). Czyżby, próbując logicznego rozbioru, oznaczło to, iż nasza konstytucja jest w połowie niesmaczna i niechlubna? Obawiam się, że dotyczy to niestety całości tego aktu, dowodu najwyższej eprupcji talentów, naszych, pożal się Boże, “konstytucjonalistów-prawodawców”. Jednak nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej. Zatem chodzą słuchy, że korzystając z wydalenia przez “bandę czworga” kolejnej po palikocińskiej trupy, mogą próbować gmerać w niej dalej. Np. podnieść próg nieubłaganego deficytu. Niepomni, że upadek z większej wysokości będzie bardziej bolesny. Mawia się też, że nasi mężykowie stanu zaczynają się rozglądać za drogami ewakuacji. Ale czy wszyscy zdążą? Szczególnie usilnie będą ich ścigać ci, którzy niepomni na doświadczenia dwudziestolecia kontrolowanej demokracji, im zawierzyli. I tak, jak często stosowane są analogie z k. XVIII w., podobny może być i “grande finale”.
Tymczasem głosujmy tam gdzie trzeba, a jak się już nie da tak jak trzeba, cieszmy się chociaż pięknym śniegiem.