Ubezpieczenia komercyjne
Oto scena z reklamy pokazywanej w telewizji: Z gabinetów po kolei wychodzą lekarze zapraszając pacjentów do środka. Ostatni znajduje na krześle maskotkę Pikusia, który nie jest pacjentem, a jedynie czeka. Tak ma wyglądać sytuacja w specjalistycznych gabinetach lekarskich po wprowadzeniu dodatkowych ubezpieczeń medycznych, czyli po prostu - większych podatków.
Próba uzdrowienia tej sytuacji przypomina inną próbę sprzed ponad 30 lat, wprowadzenia tzw. sklepów komercyjnych na mięso.
Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że za tzw. komuny, w sklepach brakowało mięsa (innych towarów zresztą też), bo było – jak to ujmowała władza – za tanie, w związku z czym wykupywali je „spekulanci”. Dla dobra ludu więc wprowadzono tzw. sklepy komercyjne, w których mięso było znacznie droższe i początkowo rzeczywiście dostępne. Później, gdy „partia rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”, i tam pojawiły się braki, a sklepy komercyjne stały się zwykłymi. Na nic zdały się działania zakazujące handel mięsem w poniedziałek (bo po niedzieli, kiedy to rzeźnicy mieli wolne), w środy (bo środek tygodnia) i piątki (ze względu na post kościelny).
Na nic przekonywania, że mięso szkodzi, podobnie jak życzenia w stylu: „wesołych, zdrowych i bezmięsnych świąt życzy wam partia i rząd”. Lud wiedział swoje i już. Najlepiej wychodzili ci, którzy nie oglądając się na państwo, wzięli sprawy w swoje ręce i na wsi kupowali półtusze, a ci z większą determinacją sami robili z nich wędliny. Podobnie jest z proponowanymi ubezpieczeniami medycznymi, będącymi tym, czym za Gierka były sklepy komercyjne. Pomysł podwyższenia opłat, czyli ściągnięcia pieniędzy z kieszeni pacjentów w jakiejkolwiek formie i przekazanie ich do NFZ jest absurdalny. Po pierwsze dlatego, że z NFZ wyjdzie mniej pieniędzy niż doń weszło, bo przecież Fundusz najpierw potrąci na własne potrzeby, a dopiero później przekaże to, co ewentualnie zostanie, do przychodni, w których oczekuje ta sama liczba pacjentów. Może coś się polepszy na początku, ale po kilku miesiącach wszystko wróci do normy, czyli do oczekujących w kolejkach. Zaznaczam, że ci, których na to stać, chodzą do gabinetów prywatnie.
I to jest właściwy kierunek. Zamiast na siłę wprowadzać socjalizm, pozostawmy ludziom ich pieniądze w kieszeniach, lub, skoro rząd ma tak małe zaufanie co do rozsądku swoich poddanych, niech umieści płacone przez nich składki na osobistych kontach, z których mogliby płacić za usługi w wybranych przez siebie gabinetach lekarskich. Jest to możliwe i proste i nie ma technicznego problemu umieszczenia tam końcówki komputera. W ten sposób pieniądze przestałby iść za pacjentem co jest teraz, gdy idą tak daleko za nim, że już ich nie widzi, a szłyby wraz z nim.
Na koniec mam dwa pytania:
1/ jakie szpitale są najbardziej zadłużone?
2/ Kto (w znaczeniu firmy) jest największym pracodawcą w regionie?
Ad 1. Szpitale najlepsze.
Ad 2. ZUS – zatrudniający ok. 1200 pracowników.