Winne samorządy

Autor: 
Jan Pokrywka

Jak to dobrze wszystko wiedzieć na pewno, zwłaszcza gdy wiedza taka podana jest na talerzu i nie wymaga myślenia. Prędzej to przypomina jakąś wiarę, podaną do wierzenia przez rząd, a więc quasi religię. Tak w każdym razie jest pod rządami PO i premiera Tuska wraz z jego ministrami, co przypomina sytuację w Anglii za Elżbiety I, kiedy to ugruntował się kościół anglikański.
Tym razem złotousty minister Jacek Wincent Rostowski obwieścił koniec prosperity w Polsce i jej bycia tygrysem Europy, czego przejawem ma być deficyt budżetowy przekraczający kwotę 100 mld zł i to jeszcze w tym roku. Przypomnę, że deficyt budżetowy jest retoryczną zasłonką faktu zaciągania przez aktualny rząd długów na rzecz przyszłych pokoleń, a wynika z różnicy pomiędzy przychodami i wydatkami państwa.
W roku przyszłym ma już być lepiej, bo wtedy ruszy machina drenażu naszych kieszeni w postaci drakońskich podwyżek podatków i innych danin. Rzecz jasna, deficyt budżetowy składa się na dług publiczny, ale jest tylko jego niewielką częścią, gdyż co roku go zwiększa. Ale mniejsza z tym.
Rzecz w tym, że jak to w polityce bywa, minister wskazał palcem winnego. Są nim samorządy, bo się zadłużają. Jest to oczywiście szczera prawda, tyle tylko, że nie cała. Jeszcze do niedawna był to powód do dumy, organizowano nawet rankingi gmin, a w nich wygrywały te, które najwięcej inwestowały. Nie trzeba dodawać, że po części inwestowały na kredyt.
A dlaczego tak robiły? Bo powstały tzw, unijne fundusze przydzielające dotacje na określone, liczne cele. Sęk
w tym, że aby dotację otrzymać, trzeba mieć wkład własny. A skąd go wziąć? Ano, z banku, wiadomo, że gminy bogate nie są, choć sądząc po liczbie pracowników urzędów i podległych instytucji, można sądzić inaczej. Tyle tylko, że kredyty te są brane na dziesiątki lat i na dziesiątki procent.
Jak to bywa, część pieniędzy wydawana jest rozsądnie, ale część idzie na różne bzdury. Decydenci, a i większość społeczeństwa sądzi, że pieniądze unijne to taki dar, manna z nieba, wystarczy poprosić i już. Nic podobnego. To wszystko są nasze pieniądze, gdyż unijne fundusze powstają z naszych składek wpłacanych na konto UE, a te pochodzą z płaconych przez nas podatków pośrednich, głównie z VAT-u.
A więc płacimy za wszystko sami, tyle że drożej, niż gdyby przyszło nam oszczędzać i dopiero wtedy wydawać.
Najśmieszniejsze w ministrze Rostowskim jest to, że rozśmiesza zachowując poważną minę niczym Charlie Chaplin. Twierdzi mianowicie, że rząd, czyli PO + PSL, nie jest temu winny, tak jakby w większości samorządów rządziły krasnoludki. A to dobre sobie!
Za chwilę minister zaprzeczy jakoby PO winna była czemukolwiek, chociaż ma pełnię władzy i jakoś nie potrafi z tego korzystać pro publico bono.
Warto o tym pamiętać podczas listopadowych wyborów.

Wydania: